Kosmetyki Body Boom czyli kosmetyczne buble mijającego roku

 Hello!


Jakieś 3 miesiące temu w Rossmannie pojawiły się nowy asortyment marki Body Boom przeznaczony do pielęgnacji twarzy. Z racji wejścia do drogerii była na nie dosyć dobra promocja, a ja potrzebowałam uzupełnić braki w pielęgnacji, więc kupiłam i żałuję, bo mogłam wydać pieniądze na coś sprawdzonego. 

Podczas zakupów skusiłam się na oczyszczającą wodę micelarną, nawilżająco - kojący hydro krem, puder enzymatyczny oraz oczyszczająca piankę do mycia twarzy. Opakowania tych produktów są mocną inspiracją Kylie Skin. Na całe szczęście składy nie są chemiczne jak u szwagierki West'a, ale naturalne, co jednak w tym przypadku nie do końca się sprawdziło. 



Całość narzekania zacznę od  oczyszczającej wody micelarnej przeznaczonej do każdego rodzaju cery. Jej skład w 99% skomponowany jest w składniki aktywne pochodzenia naturalnego, co zdecydowanie źle przekłada się na jej słabą moc oczyszczającą. Jednak brakuje mi w nim chemicznych miceli, które świetnie radzą sobie ze wstępnym usuwaniem makijażu. Na dodatek płyn nieziemsko szczypie w oczy i przynosi dyskomfortu przy zmywaniu tuszu do rzęs. Za taki stan rzeczy odpowiedziany jest kwas mlekowy, ale producent na opakowaniu deklaruje, że kosmetykiem można działać w okolicach oczu. Jak dla mnie płyn jest zdecydowanie za słaby nawet na wstępne oczyszczania twarzy z lekkiego makijażu. Lepiej sprawuje się jako tonik, ale nie takie jego zadanie....


Puder enzymatyczny do oczyszczania twarzy przeznaczony jest dla cery odwodnionej/wrażliwej. Tutaj mój błąd przy wyborze, bo cerę mam mieszaną, ale jednak cień nadziei tlił się w ośrodku mózgu odpowiedzialnym za moje nietrafione zakupy. 



Słowo "enzymatyczny", było dla mnie słowem - kluczem. Podejrzewałam, że znajdę w składzie papainę i tak się stało. Niestety, ilość w jakiej ona występuje nie robi na mojej twarzy nic. Nie wygładza, nie zmiękcza. Dosłownie nic. Nawet mam wrażenie, że po użyciu tego pudru, dalej czuję się jakaś taka niedomyta, więc aby go zużyć, stosuję go jako bazę poślizgowa dla szczoteczki elektrycznej. Wtedy efekt oczyszczenia jest w miarę OK, choć wiem, że zwykłe żele drogeryjne działają o niebo lepiej i są o wiele bardziej wydajne niż 20 gram proszku na którego trzeba nieziemsko uważać przy otwieraniu słoiczka. Niewielka ilość wody potrafi wszystko zbrylować przez co kosmetyk nie będzie nadawać się do ponownego użytku. 

Oczyszczająca pianka do mycia twarzy przeznaczona jest dla każdego rodzaju cery i tu z góry wiedziałam, że jest ona delikatna w działaniu, bo wszystkie pianki tak mają. Niestety jej pięć minut szybko minęło, bo używałam jej na Chorwacji i jakiś czas po powrocie z wczasów. Preparat w takiej postaci stanowił uzupełnienie pielęgnacji poparzonej adriatyckim słońcem twarzy. Wtedy nie byłam w stanie używać niczego innego, więc z braku laku myłam się tym. Obecnie ten produkt jest dla mnie za słaby, więc Zośka zużyła ją pod prysznicem.  


Nawilżająco - kojący hydro krem okazał się dla mnie największym rozczarowaniem spośród całej czwórki. Według producenta krem ma znaleźć zastosowanie zarówno w wieczornej jak i porannej pielęgnacji. Dla mnie nie sprawdził się ani tak, ani tak, bo na noc jest zdecydowanie za lekki i nie potrafił dostatecznie nawilżyć cery , zaś na dzień nie nadawał się pod żaden podkład. Niemal każdy fluid się na nim warzył i po chwili wyglądał mało atrakcyjnie. Wszystko przez to, że kosmetyk nie chciał się wchłaniać do końca i zostawiał tłustą warstwę po której wszystko się ślizgało. Niestety, po czasie stosowania go po wieczornym demakijażu, zauważyłam zapychanie. Przysięgam na świętą Kaczaffię, że w życiu zapchały mnie tylko dwa kremy, a ten jest trzeci. Te dwa poprzednie były z parafiną, więc są usprawiedliwione, ale ten? Skład niby wzorcowy, a jednak... :( 


Cholernie jestem rozczarowana. Myślałam, że krzyczące na kilometr opakowania deklarujące naturalne składy będą dla mnie idealne, a prawda okazała się nieco inna. Niby nie są drogie, ale za całość dałam nieco ponad 100 zł przy cenach promocyjnych. Niestety za te pieniądze mogłabym mieć co, co się u mnie sprawdza i coś co lubię. 

Cała seria ma spójny, słodki zapach. Mi osobiście nie przypadł do gustu, ale też specjalnie nie przeszkadzał, bo podczas stosowania szybko się ulatniał. 

Blanka

Komentarze

  1. Nieznam ich i nie wiem czy wybróbuje. Mogli zrobić lepsze opakowanie.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty