Miya, MySkinBooster czyli lekkie, żelowe boostery z peptydami

 Hello!

Czy wiecie o tym, że Miya Cosmetics znów poszerzyła swój asortyment? Jeśli nie, to z miłą chęcią przedstawię Wam dziś dwa nowe produkty, które do sprzedaży trafiły w ubiegłym tygodniu. Są to kosmetyki do pielęgnacji, a ich spektrum działania jest bardzo szerokie. Mowa oczywiście o lekkich, żelowych boosterach będących świetną podstawą nie tylko pod makijaż, ale także pod bardziej rozbudowaną pielęgnację. Ja osobiście należę do minimalistek jeśli chodzi o demakijaż/nawilżanie i zamiast 50 kremów, nakładam jeden, ale za to konkretny. Pod makijaż też nie kładę 1000 warstw :) Lepiej coś lekkiego i nieobciążającego, coś co daje mi pewność, że na tak przygotowanej skórze twarzy, podkład utrzyma się jak najdłużej, więc SKINbooster pod tym względem stanowi dla mnie świetne rozwiązanie.



MySKINbooster występuje w dwóch wersjach - nawilżający MySKINbooster z peptydami oraz matujący MySKINbooster z peptydami. Oba te produkty cechują się naturalnym składem, baaaardzo lekką konsystencją, która wchłania się w mgnieniu oka, bez pozostawiania jakiegokolwiek filmu. Formuły są bardzo innowacyjne i teraz każdego dnia przed nałożeniem make-up'u, sięgam po jeden z nich :) Jest, szybko i przyjemnie. A jak wiadomo, ja nie lubię tracić czasu, szczególnie rano, gdy wstaję o 5:00. 

Matujący żel booster w swoim składzie nie zawiera alkoholu, jak większość drogeryjnych produktów regulujących wydzielanie sebum. INCI naszpikowane składa się tylko i wyłącznie z natury. Bazę stanowi woda, sok z aloesu, betaina, niacynamid, ekstrakt z kokosa, kompleks trójpeptydowy, alantoina Jest prosto, bezpiecznie i bez zbędnych zapychaczy. 



Producent proponuje wykorzystanie MySKINooster jako: żel pielęgnujący, booster nawilżający, żel pod oczy, baza pod makijaż lub jako ekspresową maseczkę.  Jak już pisałam wcześniej, żel booster wykorzystuję w dużej mierze jako baza pod podkład. Dzięki temu nic mi się nie roluje, ale przede wszystkim cera nie wyświeca się, a przy tym nie jest ściągnięta, wygląda na zdrową i świeżą. Czasem nawet najlepszy podkład potrafi wyglądać brzydko na źle przygotowanej cerze. Niacynamid umieszczony na wysokiej pozycji świetnie matuje bez jakiegokolwiek przesuszania, zaś sok z liści aloesu nawilża i cudownie odświeża ♥ Dodatkowe walory zapachowe sprawiają, że chce się otwierać szklany słoiczek i aplikować najlżejszą formułę, jaką kiedykolwiek dane było mi używać. 

W przypadku wersji nawilżającej, skład jest bardziej rozbudowany, co oczywiście jest bardzo pozytywne. Tutaj pierwsze skrzypce poza wodą odgrywają jeszcze woda z róży damasceńskiej (nadaje kosmetykowi zapach), niacynamid, pantenol, trójpeptydy, gliceryn, ekstrakt z bawełny, ekstrakt z piwonii, a także alantoina. 


Jest również mat, bo w tej wersji również znajdziemy niacynami, który stosuję od dłuższego czasu w różnych stężeniach i uwielbiam go za efekt wygładzenia skóry. Zresztą, dopiero na starość ogarnęłam co tak naprawdę potrzeba mojej twarzy i z biegiem czasu nauczyłam się, że im mniej tym lepiej. 

Ze względu na obecność peptydów żele świetnie sprawdzają się również jako pielęgnacja pod oczy. Poza tym korektor, nawet ten o najcięższym kalibrze i kryciu rozprowadza się w tej strefie niczym Nutella po naleśniku, Gładko, sprawnie i nic nie wbija się z zmarszczki. Cienka skóra pod oczami jest napięta i wygląda naprawdę dobrze, więc wyrównanie kolorytu staje się tylko i wyłącznie przyjemnością. 


Za co polubiłam żel - booster?

Przede wszystkim za wszechstronność. I ogólnie panująca zasada, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W tym przypadku wszystkie zasady zostały złamane :) 
Za ekspresowe działanie i nieziemsko szybkie tempo wchłaniania się, a to jest dla mnie priorytetem podczas porannych rytuałów. Za dobry poziom nawilżenia i za to, że faktycznie trzyma mat, bez efektu ściągnięcia. Oczywiście poza tymi szybkimi efektami, kosmetyki działają też długofalowo.

Wersja matująca reguluje przetłuszczanie się i nadmierną połyskliwość cery, wygładza, ujędrnia i poprawia elastyczność skóry.  Natomiast różowy słoiczek oferuje nawilżenie, ujędrnienie, zmniejszenie widoczności naczynek oraz wygładzenie drobnych zmarszczek. 

 Dodatkowo oba przeznaczone są dla wszystkich typów cer, więc nie marnuję czasu w drogerii , przy wybieraniu odpowiedniej wersji dla siebie. Biorę zielone i lecę :)


Blanka


Komentarze

  1. Nie słyszałam o tych kosmetykach, ale zapowiadają się bardzo interesująco! Czas wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wszechstronny ten zielony, jak o nim piszesz, ja mam zawsze problem z kremami pod oczy, uczulają...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe kosmetyki. Sama w tej branży pływam więc czasem poczytam o nowościach i niekiedy wpadnie mi coś w oko.

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie miya zraziła s siebie swoim kremem BB i a razie odpuszczam ich produkty ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kremy, ktore widzę po raz pierwszy. Z checia poznam je I przetestuję na sobie. Lubię nowości. Coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przetestowałabym te produkty :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie mialam jeszcze kosmetyków tej marki, musze powiedzieć ze mnie zaciekawiła

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze słyszę o żelowych boosterach :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Booster, choć nie jest mi znany jako kosmetyk w jakiejkolwiek postaci, to w przypadku tego matującego byłabym chętna na zakup. Moja skóra się świeci,a nie lubię przesuszać je alkoholowymi kosmetykami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam swoich ulubieńców z tej firmy i jestem im wierna.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty