The Ordinary czyli jak zrobić sobie krzywdę w krótkim czasie i wylądować na SORZE

             
Hello!



The Ordinary to marka, która tylko pojawiła się na polskim rynku, od razu osiągnęła popularność, która trwa od kilkunastu dobrych miesięcy i nie chce nas opuścić, dlatego też kupienie ich, graniczy z cudem. Wszędzie wszystko wyprzedane. W zasadzie nie ma się co dziwić, bo każdy kosmetyk, który próbowałam, spisał się u mnie lepiej niż podejrzewałam. Jedynie co nie przypadło mi do gustu to podkład (on na całe szczęście nie jest on dostępny w Polsce). 



AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution

Swoje pięć groszy dołożę do krwawego peelingu, który faktycznie działa tak jak powinien, tylko na prawdę nie wolno z nim przesadzać, bo można przypiec twarz. Maksymalny czas stosowania peelingu to 10 minut i nie radzę go przekraczać. Uwierzcie mi, że w ciągu 6 minut też wykona swoją pracę bez zbędnego podrażnienia :) Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć reakcję alergiczną, bo nałożyłam preparat zbyt blisko oczu. Wylądowałam na sterydach (Encorton). Oczywiście wina leży po mojej stronie, bo z takimi kosmetykami trzeba obchodzić się jak z jajkiem. A myślałam, że umiem w kwasy  :( Powieki były spuchnięte do tego stopnia, że nie mogłam ich otworzyć, skóra w okół nich swędziała... I nie była to delikatna reakcja organizmu na peeling. Doszło do tak mocnych podrażnień, że musiałam iść na SOR, aby dostać coś na uspokojenie stanu alergicznego.




Koncentracja składników aktywnych w postaci kwasów AHA i BHA jest wysoka. AHA stanowią 30%, a BHA 2% . Peeling osobiście nic nie rozjaśnił, ale udało mi pozbyć zamkniętych zaskórników z okolic kości jarzmowych. Po kilku użyciach, skóra w tym miejscu stała się miękka i minimalna siła nacisku paznokci pozwoliła na wyciśnięcie "kolegi", który był oporny jak nie wiem co :D

Zadanie spełnił w 100%. ale ja jednak na razie nie zamierzam do niego wracać, bo wyprowadziłam swoją cerę na prostą i wolę nie ryzykować. 



Azelaic Acid Suspension 10%


Poza kwasem azaleinowym, w składzie tego kremu znajdują się same silikony, które idealnie wygładzają skórę. Oczywiście wszystko jest złudne, bo wraz ze zmyciem makijażu iluzja idealnego bluru znika. Kwas w tej postaci stosowany przez zbyt długi czas może przyczynić się do przesuszenia cery. Sama używałam go tylko i wyłącznie w strefie T, celem przedłużenia żywotności podkładu. Azelainowy lubię i bardzo sprawdzał mi się w Skinoren. Tutaj niekoniecznie. Ogólnie da się go używać jako bazę, ale nie taki był zamysł twórcy. Muszę go jednak pochwalić za trzymanie matu, bo to wychodziło mu idealnie, no i nie ściągał skóry :)





Coverage Foundation
Kurde, ten podkład to jedna wielka porażka. Dawno nie miałam tak fatalnego produktu kosmetycznego. Jego krycie określane jest mianem mocnego. Ja tego krycia nie nazwałabym nawet średnim i na dodatek nie da się go budować. Aplikacja również nie należy do przyjemnych czynności, bo podkład raz chce współpracować, a raz nie. Smuży, oksyduje, szybko się ściera. Co jak co, ale ja zdecydowanie wolę te o zastygającej formule, a ten takowej nie ma :( Jedyna rzecz, która mi podeszła to kolor 2.0 N Light Medium posiadający neutralne tony, bez dodatku żółtego czy różowego pigmentu :) Matuje na bardzo krótko, bo na około 3h. Po tym czasie twarz zaczyna niemiłosiernie się świecić. Bleeee, mam wrażenie, że ktoś oblał mnie roztopionym smalcem po twarzy. 



Glycolic Acid 7% Toning Solution

7% kwas glikolowy zamknięty w postaci toniku złuszczającego. Obecnie resztkę stosuję na dekolt, gdyż moja twarz przyzwyczaiła się do jego działania i w chwili obecnej nie robi na niej nic. Teraz używam czegoś podobnego, ale o mniejszym stężeniu i niechemicznym INCI.  Jasne, na początku rozjaśnił sporą ilość lekkich przebarwień powstałych w wyniku zażywania sterydów na ostre ataki łuszczycowe. Delikatnie złuszczał i podczas aplikacji nie piekł. Summa summarum jestem zadowolona z tego co zrobił :) I jest to jedyny produkt z TO, który mogłabym kupić ponownie, ale to za jakiś czas.




Do całości mam bardzo mieszane uczucia. Peeling zrobił cuda, ale moja fantazja za bardzo mnie poniosła, dlatego konsekwencje złego stosowania ciągnęły się z mną długi czas. Tonik spoko, ale pojemność za duża, przez co nie mogę go zużyć, podkład kompletnie nie chce ze mną współpracować. Krem z kwasem azelainowym niby spoko, ale te silikony...

A może to ja źle trafiłam i powinnam spróbować innych kosmetyków tej marki?

Blanka

Komentarze

  1. Peeling mnie zszokował, nie powiem. Współczuję, że do tego doszło, nawet jeśli, jak napisałaś, to Twoja wina. Lipa kiedy człowiek tak się musi na błędach uczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie :( Napaliłam się na niego, a tu klops :(

      Usuń
  2. O jacie straszne to co ci się przytrafiło
    https://swiatdisneyapl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję tego podrażnienia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest dobrze, ale te silniejsze preparaty odstawiam na jakiś czas :)

      Usuń
  4. Co do kwasu był bom na niego i wiele osób właśnie go zakupiło + kwas glikolowy + robą sobie peelingi złe nakładanie jego i stosowanie oraz łączenie z innymi kosmetykami prowadzi do poważnych powikłań i prawdę pisząc wiedziałem, że niedługo po bom zaczną się podrażnienia bo mało kto wie jak nakładać kwasy "bo oglądałam filmiki i czytałam etykietę" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łukasz, znasz mnie i wiesz, że akurat o chemii mam duże pojęcie. Niemniej jednak nałożyłam ten peeling zbyt blisko oczu, stąd taka a nie inna reakcja. Przy nakładaniu silnych specyfików trzeba być nieziemsko ostrożny. Niech ten post będzie przestrogą dla reszty :)

      Usuń
  5. Matko bosko, Blanka! :O Współczuję Ci mega podrażnienia :( Mnie ten peeling też zrobił kuku ale nie tak, jak Tobie.. Potwornie mnie po nim wysypywało :( Im dłużej stosowałam, tym było gorzej a efekty? ZERO. Nie zauważyłam żadnej poprawy cery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się cera poprawiła, nie powiem. Reakcja alergiczna też wystąpiła później, ale na razie nie chcę powtórki z rozrywki i daruję sobie eksperymenty na twarzy z pomocą TO.

      Usuń
  6. Po tym wpisie, to chyba i ja miałabym obawy, żeby sięgnąć po te produkty. Wędrówki pokuchni

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci, że jestem w szoku. Ja od jakiegoś czasu stosuje peeling i jestem zachwycona :). Warto pamiętać też o tym, że każda skóra i każdy organizm jest inny. Innych produktów, które wymieniłaś nie używałam... Może skusze się na ten tonik...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja skóra nie przyjęłaby takich kosmetyków, muszę zatem się ich wystrzegać.

    OdpowiedzUsuń
  9. No to nieciekawie. Z kwasami trzeba być bardzo ostrożnym. Dobrze że go nie kupiłam, mam wrażliwą skórę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ładnie albo raczej nieładnie się podrażniłaś, to raczej nie dal mnie takie produkty...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi nie po drodze z ta marką. Mialam serum kofeinowe pod oczy, które mnke wysuszalo, na więcej sie nie skusze...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejku, straszna ta reakcja na peeling, szczerze współczuję.

    Z The Ordinary mam teraz kilka kosmetyków i wygląda na to, że polubię się że wszystkimi. Tonik z kwasem glikolowym jest rewelacyjny i niesamowicie wydajny, zaczęłam też drugą butelkę serum z kwasem hialuronowym i witaminą B5. W szafce czeka backup :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty