Polskie torebki ze skóry czyli Raies Accessories, Fabiola, Dziki Józef


Hello!

Dziś przychodzę do Was z przeglądem skórzanych torebek, które produkowane są w Polsce od A do Z. Jak wiadomo, od zawsze staram się wspierać rodzime biznesy, bo polskie wcale nie jest złe! Wręcz przeciwnie - wiele produktów jest znacznie lepsze niż ich światowe odpowiedniki. I warto wspierać polskich przedsiębiorców w tym ciężkim okresie. 

Zacznę od marki Fabiola, która co jak co, ale niektóre inspiracje Zofią Chylak weszły zbyt mocno. Albo inaczej, Fabiola oferuje bardziej budżetowe wersje torebek niż rozchwytywane na Net-A-Porter dosyć drogie cuda polskiej projektantki. Zresztą, cała moja kolekcja krąży wokół 500 zł/sztuka,  co i tak nie jest mało. Niemniej jednak staram się kupować uniwersalne modele w prostych krojach, bo wiem, że ich ponadczasowość nie pozwoli im nigdy wyjść z modowego obiegu. Od razu mówię, że marka afiszuje się jako handmade... Niestety, ale nie jest to ręczna robota, a maszynowa. Po wykrojeniu, DWOINA trafia na szwalnię. 

Amelia M (M to rozmiar), to torebka z której nie jestem zadowolona. Mimo tego, że miałam wpływ na jej wygląd ostateczny, to materiał z jakiego została wykonana, okazał się fatalnej jakości. 



Po złożeniu spersonalizowanego zamówienia, musiałam odczekać bodajże 5 tygodni. Dosyć długo, ale uznałam, że warto poczekać. Wybrałam wersję w macie z imitacją krokodylej łuski. Do tego srebrne okucia i tłoczenia w tym samym kolorze. Środek wypełnia czerwona podszewka. Wszystko wygląda naprawdę ekskluzywnie i drogo. Szwy są równe, okucia się nie wycierają, ale za to wyciera się pseudo skóra z której wykonany jest wierzch torebki. 





Na pierwszy rzut oka skazy nie są widoczne. Jednak po przyjrzeniu się na tył, widać wytarcie, które powstało w miejscu z styku z gładką kurtką i to po  miesiącu użytkowania! Wyobraźcie sobie moją minę... Wysiadam z auta, zabieram torebkę i oooooooł... &%&%#@#$. 370 zł poszło w pizduuuu. Niby to nie jest aż tak widoczne, bo od tylnej strony, ale mimo tego, nie po to płacę takie pieniądze, aby cieszyć się piękną torbą o okrutnie słabej jakości. 


Najnowsze nabytki to dwie torebki od młodej, zdolnej dziewczyny działającej pod marką Raies Accessories. Z tego co wiem, oba modele powstały jako materiał na obronę pracy! Nic dziwnego, że obrona została wysoko oceniona, wszak zarówno wykonanie jak i użyte materiały bronią wysoką półkę!

Pleciony koszyk wypełnia worek. Oba elementy wykonane są wysokogatunkowej skóry. Worek jest bardziej plastyczny, ale za to przeplatane pasy skóry są twarde i sztywne, przez co torebka nie traci formy. 


Dbałość o detale wieńczy kunszt rzemieślniczy. Perfekcyjne szwy, równo nabite nity sprawiają wrażenie, że jej koszt wyniósł dużo więcej niż jest warta. 




Druga sztuka na którą się zdecydowałam to kopertówka w ciężkim, rockowym stylu o lekko błyszczącym wykończeniu. 

Jeszcze jej nie nosiłam, bo aktualnie jaram się jeszcze powyższą plecionką, ale tylko czekam na jakąś okazję, żeby móc ją założyć. Osobiście widzę ją z beżowym trenczem, gdyż będzie jego świetnym przełamaniem :) Ogólnie mnogość metalowych elementów sprawia, że torebkę mam zamiar zestawiać z prostymi outfitami. 



Tutaj zaś zobaczyć możecie dzieło łódzkiej manufaktury "Dziki Józef". Jest to mój najstarszy egzemplarz, bo zakupiony w 2014 roku! Mino tego, że od zakupy minęło 6 lat, torebka nadal wygląda jak nowa. Na skórze nie ma ani jednej ryski, rączki nie popękały, a w środku nadal czuć woń wyprawionej skóry. 
                            

Gabaryty są duże, ale jest to typowy shopper, który zmieści wszystko, dosłownie wszystko, jakby była bez dna. Z własnego doświadczenia wiem, że nie warto wrzucać do niej wszystkiego, bo późniejsze szukanie jest gorsze niż przysłowiowe szukanie igły w stogu siana. Zresztą, naładowanie jej po brzegi grozi złamaniem kręgosłupa, wyrwaniem ręki i wybiciem obojczyka... Nie no żartuję, niemniej jednak torba sama w sobie jest już dosyć ciężka i masywna, więc nie mam co przesadzać. 


Po tylu latach częstego użytkowania i kładzenia shoppera na podłogę, dół ma wciąż niemal idealny stan. Nic się nie wytarło, ba, nawet nie porysowało! Nici ze szwów nie wychodzą, nity zachowały swój pierwotny kolor. 




Na kolejną Fabiolę na bank się nie skuszę, mimo tego, że ich modele są na serio ładne. Niestety, ale jedna felerna wtopa sprawiła, że nie zamierzam już więcej tracić kasy na co, co znów może okazać się kolejnym bublem. Raise Accessoriers ma w swojej ofercie zaledwie kilka wzorów, ale 3/4  z nich idealnie trafia w mój gust i obawiam się, że za jakiś czas uzupełnię kolekcję o następną sztukę tej wschodzącej marki.  Dziki Józef  - jego hype w blogosferze minął, a szkoda, bo chciałabym, aby ta łódzka gwiazda kaletnictwa znów powróciła na falę, bo warto zainwestować pieniądze w klasykę, która nigdy nie przeminie. 

W sferze moich marzeń swoje miejsce ma również Przywara - Strzałka, Sabrina Pilewicz, a także wspomniana wyżej Z. Chylak. Niemniej jednak są to plany na dalszą przyszłość, bo teraz nie mam na to wolnych środków :( 

*Wszystkie produkty pokazane w poście zostały kupione za moje własne pieniądze. 

Blanka

Komentarze

  1. Mi się też marzy torebka Sabriny Pilewicz.
    Też bym była bardzo zła. Gdyby tak mi się stało z torebka...
    U mnie królują torebki wittchen i jedno cudeńko Michael Kors :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeszcze sportową od PLNY LALA i używam najczęściej 😍 Z Korsa podobają mi się bardziej zegarki niż torebki 😂

      Usuń
  2. Faktycznie lipa. Żadnej z tych marek nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie kusi torebka Chylak. Twoja kolekcja jest cudowna i wyjątkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam tylko torebki Raies :)
    Posiadasz piękną kolekcję :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty