BEAUTY LAB CZYLI PROFESJONALNE NOWOŚCI OD MIYA COSMETICS

           
Hello!
                

Troszkę ponad miesiąc temu na półkach znanych drogerii rozgościły się nowe, profesjonalne kosmetyki Miya Cosmetics. Beauty Lab, bo tak zwie się ta linia, to produkty mające wyspecjalizowane działania przy zachowaniu naturalnych składów. Taki polski, ale znacznie lepszy odpowiednik uwielbianych na całym świecie The Ordinary. 

Obecnie Beauty Lab składa się z pięciu produktów o przecudownych zapachach umilających stosowanie :) 


Sera do twarzy poza wysoką koncentracją składników aktywnych , zawierają elementy natury. Moje ulubione to serum z witamina C na przebarwienia, które wraz tonikiem kwasowym, pomogły mi niemal całkowicie zniwelować blizny na twarzy będące pozostałością po grudniowym wycinaniu znamion. Kwas askorbinowy występuje tutaj w 5% stężeniu i jak dla mnie jest to wyważona ilość, bo serum przy regularnym stosowaniu działa delikatnie, a także w żaden sposób nie jest agresywne dla mojej naczynkowej buźki. Zresztą, ta witamina jest bardzo zalecana dla osób z taką cerą, gdyż jej działanie zapewnia uszczelnienie i wzmocnienie naczyń krwionośnych :) 

Serum wygładzające z kompleksem anti-aging zawiera w swoim składzie Argiline™  neuropeptyd mający za zadanie rozluźnić skórę, przez co dochodzi do spłycenia zmarszczek, a także kwas fitowy pochodzenia naturalnego :)  Kosmetyk bardzo wygładza strukturę skóry, przez co idealnie sprawdza się jako baza pod podkład. Jego wodnista formuła wnika w cerę w ekspresowym tempie, więc późniejsze nakładanie fluidu na tak przygotowaną buźkę to czysta przyjemność :) Nic się nie roluje, nic nie warzy, w składzie nie ma silikonów, dlatego zapchanie mi nie grozi (dobra alternatywa dla silikonowych baz drogeryjnych).

Serum z prebiotykami dla skóry problematycznej opiera się na kwasie azelainowy, a jak wiecie, uwielbiam go w każdym stężeniu, gdyż świetnie zwęża pory i matuje moją strefę T. Stosuję go naprzemiennie z wersją antiaging, bo jako tako nie borykam się z żadnymi nieprzyjaciółmi. A przynajmniej nie pamiętam kiedy ostatnio coś pojawiło mi się na twarzy :) Jestem zadowolona z takiego działania. Mat utrzymuje się dosyć długo i w ciągu dnia nie muszę odciskać nadmiaru sebum pozostawiając swój całun na ręczniku papierowym :D Oprócz kwasu azelainowego w składzie znajduje się  niacynamid w 2% stężeniu. To on jest odpowiedzialnym czynnikiem  za kontrolę błysku. 

Cała trójca ma wspólne mianowniki takie jak: przecudowny zapach o którym wspomniałam wcześniej i super lekką konsystencję, przez co bardzo szybko się ulegają wchłonięciu bez pozostawienia jakiejkolwiek warstw.  Rano stosuję je samodzielnie, zaś wieczorem jako kolejny krok po oczyszczaniu, jednak kładę na nie dodatkową pielęgnację w postaci olejku lub bogatego kremu. 



Naturalny peeling enzymatyczny to połączenie enzymów i dwóch rodzai drobin: ryżowych a także sproszkowanych łupin orzecha włoskiego. Ich rozdrobnienie jest jednak duże, więc spokojnie peeling może być stosowany przez posiadaczy wrażliwych cer. Sama najpierw nakładam na twarz odpowiednią warstwę kosmetyku, odczekuję 10 minut (w tym czasie papaina rozkłada zrogowaciały naskórek), po czym wszystkie resztki ściągam drobinami. Szczerze Wam powiem, że pierwszy raz spotkałam się z taką kompilacją i póki co takie rozwiązanie jest dla mnie bardzo komfortowe, bo nie muszę kupować dwóch oddzielnych kosmetyków :) 

Po użyciu skóra jest mięciutka, rozjaśniona, pełna blasku i przede wszystkim oczyszczona. Na rozświetlenie wpływa witamina E :)  Bardzo, ale to bardzo lubię ten efekt i aby zapewnić optymalną czystość skóry, peeling używam 3 razy w tygodniu po wieczornym demakijażu. 



Tonik rozświetlajacy z kwasem glikolowym o stężeniu 5% to dla mnie kontynuacja toniku z The Ordinary. Zeszłam jedynie ze stężenia, bo nie odczuwam potrzeby używania mocniejszych preparatów. Moja twarz jest obecnie w świetnej kondycji, więc nie chcę wpływać na nią niczym agresywnym, gdyż skutek może być odwrotny do zamierzonego ;) 

Kosmetyk ma delikatnie złuszczać. U mnie taki efekt już nie występuje, bo kwasu glikolowego w takiej postaci stosuję grubo ponad pół roku. Owszem, łuszczenie było, ale krótki i na tyle lekkie, że nie chodziłam z "wylinką" :) Po takim czasie stosowania pory są zamknięte, gruczoły łojowe uregulowały swoją pracę, przez co wydzielają mniej sebum. 

Używanie toniku jest przyjemne, bo nic nie piecze i nie podrażnia. Oczywiście jak to przy kwasach bywa, należy nakładać filtry przeciwsłoneczne! Dla mnie jest to numer jeden - nie po to usuwam przebarwienia, aby znów do mnie wróciły. 




Dziewczyny, z racji pandemii i w sumie nie tylko, wybierajmy polskie kosmetyki i nie tylko. Ich jakość jest bardzo wysoka i niczym nie odbiegają od tych światowych. Mam nawet wrażenie, że są lepsze, bo tworzone z pasją. Miya i inne marki raczą nas co chwilę fajnymi promocjami, a okres kwarantanny jest świetnym czasem dbania o siebie! Ja staram się wykorzystywać go na maksa i uwierzcie mi, to przynosi rezultaty :)!

Blanka

Komentarze

  1. Bardzo dziękuje Ci za ta recenzję, na pewno następnym razem przemyslę kupno tej marki i kosmetyków od nich

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie miałam okazji używać tych kosmetyków, ale chętnie sprawdzę, jak komponują się z moją skórą. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałbym się im przyjrzeć bliżej , jak to jest u nich z naturą...

    OdpowiedzUsuń
  4. My też w obecnej sytuacji kierujemy się ku polskim kosmetykom

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie miałam okazji przetestować, ale produkty są kuszące. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielibiam i miałam już chyba wszystkie ich kosmetyki, a do niektórych wracam regularnie :)

      Usuń
  6. Chętnie bym przetestowała te kosmetyki, bo są ciekawe
    :) Wędrówki po kuchni

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz słyszę o tych produktach. Może warto im się bliżej przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty