Kwietniowe zakupy i prezenty urodzinowe czyli duża porcja nowości kosmetycznych


Hello!
             
Miałam nic nie kupować, ale tak jakoś wyszło, że kwiecień to mój miesiąc, gdyż przypadają w nim moje urodziny. Poza prezentami kosmetycznymi, dostałam/sprawiłam sobie też inne, ale o tym naskrobię w następnym poście, bo czekam na przesyłki. 

W Rossmannie trwa bardzo duża wyprzedaż, więc pokusiłam się, aby wykorzystać bon do tej drogerii. Do koszyka wpadły w dużej mierze rozświetlacze i podkłady. 

Paleta Katosu podobała mi się ze względu na złoty highlighter, ale szkoda było wydawać mi 50 zł na produkt z którego użyję tylko część. 





Dwukolorowa czekoladka od Bourjois pochodzi ze sklepu kosmetykizameryki. Dawno stamtąd nic nie zamawiałam, a, że nadarzyła się okazja... :D




Flawless Goddess to nowość ze stajni Wibo. Po pierwszych testach muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych drogeryjnych rozświetlaczy!



Crushed Foil od L'oreal nie widziałam w Polsce, a cena 13 zł zachęciła do przetestowania. Jeszcze nie miałam okazji go użyć, ale myślę, że jak zaczerpnę słońca na balkonie, kolor będzie odpowiedni. 
                             

                 
 Róże od Misslyn ustrzeliłam za 10 zł/sztuka. Brzoskwinka jest cudowna ♥


Makeup Revolution i kolejny rozświetlacz. Jak dla mnie błysk jest bardzo delikatny, więc nie wiem czy będę go używać.


Wcześniej miałam jaśniejszą wersję czekoladowego bronzera z Lovely. Niestety była za jasna, dlatego korzystając z okazji, kupiłam ciemniejszy odcień :)



Cała marka Deborah Milano jest wyprowadzana z Rossmanna, dlatego z czystej ciekawości kupiłam ich puder prasowany. Był mocno przeceniony i to zaważyło na decyzji o kupnie. 


Kolejny rozświetlacz i kolejna nowość Gold Goddess od Lovely. Ja pierdziu, jak te marki cisną z produkcją cudownych kosmetyków kolorowych. Przepiękny błysk, użytkowe kolory, przystępne ceny :) 


Bake Bronzer będzie cudownie wyglądał na ciele, ubrane w białą i zwiewną sukienkę. Mam nadzieję, że do tego czasu wyjdziemy z domu!


 
Awwwwww, Turbo Hajlajt to prezent, który idealnie trafił w moje gusta kolorystyczne! Jeszcze raz dziękuję Karolku :*


Glow WOW to z kolei sypki rozświetlacz będący 1378 sztuką w moich zbiorach :D  Nie wiem na którą część ciała go kłaść, bo aktualnie brak mi miejsca.


Żeby nie było, że samym błyskiem żyję, upolowałam swój ukochany puder sypki Wibo Mood. W zeszłym roku był edycją limitowaną i coś mi się wydaje, że wszedł do stałej oferty?



W zeszłym miesiącu zaopatrzyłam się w polecany wszędzie podkład Satin Matt. Kolor okazał się zbyt jasny, więc dokupiłam ciemniejszy, żeby móc je mieszać. Selfie Time od Evelinie też za mną chodził i mam nadzieję, że będzie dobry tak samo jak Satin Matt.


O Camouflage Foundation jest tak głośno, że na postanowiłam na własnej skórze przekonać się o mocy krycia. Po testach jestem zaskoczona, ale nie mam jeszcze o nim wyrobionego zdania.

Wet'n'Wild PhotoFocus pierwszy raz kupiłam na Chorwacji, bo wszystko co zabrałam ze sobą, okazało się zbyt jasne. Teraz udało mi się go dopaść w Rossmannie i mam nadzieję, że będzie tak samo dobry jak dwa lata temu .


Ostatni rozświetlacz, choć w nieco innej formule. Kupiłam wersję płynną z myślą o nogach ♥ Głupio tak machać po nich pędzlem. Gold Body z Lovely to też świetny zamiennik dla Fenty Beauty i Huda. 


Trochę pomadek, które u nas były niedostępne, albo były tak drogie niczym wysokopółkowe.



Nie samą kolorówką człowiek żyje i myć się trzeba, więc kupiłam jeden klasyk w postaci olejku z Isany oraz jedną nowość od Nivea, która rozwaliła mój węch ♥


Na prawie samym końcu pokażę Wam dwufazowy płyn micelarny o dużej pojemności marki Dermica za który dałam aż 16 zł i kosmetyki do włosów Nature Box. Obecnie okienka po nich są puściutkie, bo ceny spadły o 80%.



Płyn z Bielendy i z Perfecty kosztowały po 4,99 zł/sztuka. Zrobiłam zapas, bo micel to pierwszy krok w wieloetapowym demakijażu.


Koniec końców dotarliśmy do końca, a na nim coś na co polowałam dłuższy czas. Niestety wiecznie paleta była "sold out".  Na szczęście Sephora uzupełniła braki The Natural Nude od Too Faced i dodatkowo pokusiła świąteczną zniżką. Jaram w opór ♥ Wszędzie pełno kolorowych palet, a mi zależało na czymś bardzo, ale to bardzo użytkowym :) 








Ufffff, post o rzeczach niekosmetycznych na bank nie będzie takim tasiemcem :D Tak, tak wiem, za dużo rozświetlaczy, ale nic na to nie poradzę, że lubię jak z mojej facjaty bije blask. 

Blanka

Komentarze

  1. Paletka cieni piękna.Śliczne kolory.Zakupy jak widać udane :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, wszystkie te rozświetlacze są takie cudnowne, że sama bym się nie mogła zdecydować, mimo że sama używam tylko jednego, i to rzadko! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, rozświetlacze to moja miłość. Im więcej błysku na kości policzkowej tym lepiej :D

      Usuń
  3. Ojej, ale tego dużo... Poza pomadkami, większość kolorówki mogłabym używać nawet na codzień...

    OdpowiedzUsuń
  4. właśnie mi uświadomiłaś, że obecnie kosmetyki nie tylko muszą być zniewalające, ale muszą mieć też interesującą formę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, choć nie zawsze interesująca forma okazuje się tą praktyczną :)

      Usuń
  5. Przepiękne kolorki paletki :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty