MIYA COSMETICS MYBEAUTYGEL CZYLI NOWOŚĆ W PIELĘGNACJI TWARZY i NIE TYLKO


Hello!


Dzisiaj post prezentujący nowość spod szyldu geometrycznego serduszka, a mowa o myBEAUTYgel, który na stałe wpisze kanon kosmetyków używanych przeze mnie podczas oczyszczania twarzy. Na żelu skupię się w pierwszej części, zaś w drugiej pokażę Wam maseczki oraz peeling, który nie jest nowością, ale wcześniej nie pojawił się na łamach bloga. Oczywiście wszystko z mojej ukochanej Miya ♥


myBEAUTYgel to pielęgnujący żel do mycia twarzy zawierający ekstrakt z truskawki, jeżyny i maliny. Skład jest prosty i w swojej formule nie zawiera żadnych silnych detergentów jak SLSów czy mniej szkodliwych SLeSów. Głównym składnikiem myjącym jest gliceryna. 
Żel w swoim działaniu jest bardzo delikatny, gdyż nie podrażnia skóry i nie ściąga z niej bariery lipidowej. Po osuszeniu twarzy ręcznikiem nie czuć żadnego ściągnięcia lub innego dyskomfortu w postaci pieczenia. Cera jest oczyszczona i nie ma na niej żadnych zanieczyszczeń, sebum, ani resztek makijażu. Dlaczego resztek? Kosmetyk ten służy do delikatnej pielęgnacji i patrząc na INCI, raczej nie ogarnie całkowitego usuwania podkładu czy tuszu:) Również sam producent zaleca stosować go jako jeden z kroków wieloetapowego oczyszczania. Jako step nr 1 wybieram olejek mySUPERskin (klik) lub płyn micelarny. Z kolei żel to krok numer 2. I tutaj w zależności od ilości czasu, albo używam samego preparatu, albo preparat łączę ze szczoteczką. Swoją drogą myBEAUTYgel świetnie współpracuje z wszelkiego rodzaju szczoteczkami. Na dodatek kosztuje blisko połowę mniej niż produkty do mycia twarzy tej samej marki najpopularniejszej szczoteczki sonicznej.




myBEAUTYexpress to 3-minutowa maseczka wygładzająca na bazie kaolinu a także węgla aktywnego, dzięki któremu zawdzięcza kolor rodem z kopalni. Maska ma wyważoną konsystencję, więc nie sprawia żadnego problemu podczas aplikacji. Pokrycie jest równomierne i bez grudek.  Przy zmywaniu potrzebna jest gąbka lub szmatka muślinowa, niemniej jednak warto dla samych efektów. Po zabiegu twarz staje się niezwykle miękka i przede wszystkim wygładzona. Biała glinka (kaolin) stanowiąca fundament maseczki świetnie zwęża pory i ściąga nadmiar sebum. Ekstrakt z rumianku wpływa kojąco, a z kolei witamina E jest odpowiedzialna za późniejsze rozświetlenie. 
Dodatkowo olejki zawarte w składzie spowalniają wysychanie glinki, a także sprawiają, że maska nie wysycha na beton, dając przy tym nielubiane przeze mnie ściąganie twarzy. Oczywiście zastosowano jest też po to aby rozpuścić wspomnianą witaminę, bo jako jedna z nielicznych rozpuszcza się tylko w tłuszczach. 


Niedawno oglądałam filmik na YT, gdzie tematem przewodnim były obie maseczki. Chłopak twierdził, że ta z węglem działa, a ta z pochodną kwasu azelainowego czyli myPUREexpress nie. U mnie tak nie jest, a przyczyna jest prosta. Kwas azelainowy działa przy dłuższym stosowaniu. Po jednym użyciu rezultaty nigdy nie będą takie same jak po zrobieniu sobie 10-ciu zabiegów.
Sama jestem po zrobieniu jakiś 5 lub 6 sesji i dopiero teraz widzę, że skóra na środku czoła jest o wiele delikatniejsza i przede wszystkim nie jest tak twarda jak niespełna 3 tygodnie temu. Niedoskonałości po tych kilku użyciach dosyć mocno się wyciszyły. 

Skład w obu przypadkach jest bardzo dobry. I wiecie co? Nie dziwię się, że te produkty wiodą prym na Instagramie. To jest naprawdę bardzo dobra i przede wszystkim polska marka, która oferuje kosmetyki wysokiej jakości w bardzo przystępnych cenach. 

 


Peelingu mySKINhero jak widać, zostało mi na jakieś 2 lub 3 użycia. Na chwilę obecną jest to mój ukochany ździerak do ciała, gdyż nie jest tak mocno olejowy jak jego odpowiedniki z innej polskiej marki no i  nie zawiera parafiny. Za zdzieranie martwego naskórka odpowiedzialne są kryształki cukru, sproszkowane łupiny z orzechów makadamia a także proszek ryżowy. Całość doprawiona została mnóstwem olejków, więc późniejsze balsamowanie ciała można odpuścić. 
Dodatkowo peeling jest na tyle uniwersalny, że można nim myć twarz. Przyznam się, że nie pokusiłam się na to ze względu na naczynka. Od paru lat w tym obszarze używam tylko i wyłącznie peelingów enzymatycznych  i z niecierpliwością czekam, aż MIYA takowy wypuści ♥




Kosmetyk jest bardzo mocno peelingujący, więc po wyjściu spod prysznica, całe ciało jest czerwone. Uwielbiam ten stan, bo wtedy czuję się najczystszą osobą na świecie i na dodatek pięknie pachnącą cytrusami, ale takimi apetycznymi, a nie pochodzącymi z kostki toaletowej :D Poza tym jest bardzo, ale to bardzo wydajny, więc cena 40 zł jest nie jest czymś wygórowanym. 


Jakie są Wasze ulubione kosmetyki Miya? U mnie nie ma takiego, który nie sprostałby moim wymaganiom :)

Blanka




3 komentarze:

  1. Nie wiem czy wstyd przyznać czy nie, ale nie miałam do czynienia z Miya jeszcze :) Oczywiście znam z widzenia, ale używać nie miałam okazji - będę miała ponieważ wczoraj dostałam maseczkę tę z kwasem azelainowym :)

    OdpowiedzUsuń