Lili Lolo czyli mineralny makijaż i podkład który się nie warzy


Hello!

Jestem. Jestem po ponad miesięcznej przerwie od blogowania i dostępu do komputera. Stary laptop został zabity przez Zośkę i szklankę mleka, która niechcący wypadła z małych rączek. Całe szczęście udało mi się ogarnąć nowy sprzęt i w końcu przyjść do Was z nowym postem. 

Nawet nie wiecie jak mi brakowało pisania... A tyle mam zaległych postów, że nie wyrobię się do końca roku :D Zresztą, na zdjęciach doskonale widać datę sesji fotograficznej kosmetyków. 




Nie będę przedłużać i rozpisywać się we wstępie, więc przechodzę do prezentacji kosmetyków mineralnych marki Lili Lolo, które przetestowałam od A do Z i jestem z nich bardzo, ale to bardzo zadowolona. 




Parę lat temu na samą myśl o podkładzie mineralnym, moja twarz wykrzywiała się w każdą stronę świata. Dlaczego? Nie było żadnego podkładu, który nie warzyłby się na skórze. O ile na policzkach wszystko było w porządku, tak po jakichś dwóch godzinach od aplikacji, moje czoło, broda i nos, wyglądały po prostu makabrycznie (czyt. jedno wielkie ciastko) 

Uznałam, że taka forma nie jest dla mnie i po kilku nieudanych próbach, wróciłam do podkładów w płynnej postaci. Lili Lolo całkowicie odmieniło wykreowany przeze mnie stereotyp, gdyż udało mi się znaleźć coś, co nie obciąża, ładnie kryje, wygląda naturalnie, jest dobrze dobrane kolorystycznie i przede wszystkim nic się z nim nie dzieje przez cały dzień. Choć może z tym kolorem to przesada, bo chorwacka opalenizna dalej trwa i mam jakieś 4 tony ciemniejszą skórę niż zwykle, dlatego też odcień Warm Peach jest dla mnie dużo za jasny i wyglądam w nim jak chory duch. Resztę, która mi została zapewne zużyję zimową porą, bo do tego czasu wrócę do pierwotnego koloru.



Podkład dość dobrze kryje, a własność tę można stopniować, dokładając kolejne warstwy. U mnie do takiego naturalnego wyglądu starczają dwie, cieniutkie nałożone przy pomocy delikatnego włosia z pędzla kabuki. Na mokro z Beauty Blenderem nie mam czasu się bawić. Zdecydowanie wolę na sucho. 


Co daje mi nałożenie podkładu mineralnego? Przede wszystkim naturalny look, bez zapychania i obciążania skóry. Optycznie wygładzoną twarz,  a także ujednolicony kolor, bez przebijających przebarwień. 



Rozświetlacz Champagne Iluminator to przepiękny, ale bardzo delikatny kosmetyk, dający subtelny efekt. Przy jego pomocy nie da się uzyskać mokrej tafli, a jedynie lekką mgiełkę w szampańskim kolorze. Mimo to czasem ląduje na szczycie kości jarzmowej, gdyż nie zawsze muszę błyszczeć jak bombka. Rozświetlacz stanowi dobrą równowagę dla iskrzącego oka :) Swoją drogą, jeśli ktoś chce delikatnie podkreślić policzki, bez uwydatniania niedoskonałości, to ten kosmetyk stanowić będzie strzałem w 10. 




Błyszczyk o wdzięcznej nazwie "Whisper" to przepiękny, rozbielony róż w chłodnej tonacji, który świetnie rozjaśnia uśmiech. Jego wykończenie stanowi mokra tafla bez shimmeru czy brokatu, czyli to co lubię. Kolor jest w połowie transparenty i w połączeniu z naturalną barwą ust, u każdego będzie wyglądał nieco inaczej. 


Poza udanym odcieniem, pod lupę wzięłam również smak i konsystencję.  O ile smak średnio mi pasuje, tak znalazłam wreszcie coś, co się nie klei, a mimo tego jest trwały, świetnie nawilża usta, a dodatkowo nie zbiera się w ich załamaniach, dzięki czemu kolejna dołożona warstwa nie zrobi z nas autobusowej babci Gieni :D




Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków ze względu na przyjazne składy zawierające tylko naturalne komponenty :)                                                                                                                                                                                                                                                                  Znacie tę angielską markę? Jakie minerały stosujecie w makijażu?
                                                                                    Blanka  

6 komentarze:

  1. Witaj Blanko miło Ciebie znów widzieć i czytać. Świetnie że nadal prowadzisz bloga. Dawnooo mnie tutaj nie było.
    Lili lolo - o tej marce juz gdzieś czytałam mimo, że kosmetyków od niej nie miałam jeszcze u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzień dobry! :) Jestem, jestem po przymusowej przerwie, nigdzie nie uciekłam :)!

      Usuń
  2. Fajna recenzja. Ja się własnie też z tego powodu boję minerałów. Próbowałam ich używać, ale miałam na twarzy efekt raczej podkreślenia suchych skórek i wszyyściutkich porów. Teraz moim odkryciem jest podkład 'naked face' Filorga na razie mi służy, ale to dopiero tydzień więc jeszcze nie wrzucałam recenzji na bloga (nie chwal dnia przed zachodem słońca).

    Poza tym twoja recenzja bardzo mnie zachęciła :D w Poznaniu są stoiska lily lolo w niektórych sklepach z naturalną pielęgnacją muszę wyczaić gdzie mają testery, albo możliwość konsultacji ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twojego podkładu nie znam. Sama obecnie używam Wet'N'Wild i jestem z niego zadowolona, ale czekam aż zblednę całkowicie i wracam do Lili Lolo. Brakuje mi tej formy podkładu!

      Usuń
  3. Ja mam podkład z tej firmy i jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń