Kruidvat Originals czyli nowości kosmetyczne z Rossmanna


Hello!
             
Podczas trwania promocji -55% na kosmetyki kolorowe, ja nie mogłam przejść obojętnie obok nowego standu z holenderskimi kosmetykami do pielęgnacji. Kruidvat Orignals, bo o nich mowa, widziałam na YT przeglądając filmiki zagranicznych dziewczyn prowadzących kanały beauty. Nie miałam jednak rozeznania w ich jakości, gdyż tamtejszy język jest dla mnie niezrozumiały. 

Do zakup skłoniły mnie niskie ceny w porównaniu do pojemności. No i jak to baba - połasiłam się na ładne opakowania, bo lubię taki prosty i nieco apteczny design.



Krem aloesowy na dzień okazał się dla mnie kompletną klapą. Jego tłusta konsystencja po kilku tygodniach używania przyczyniła się do zapychania. Od niepamiętnych czasów bawiłam się w wyciskanie zapchanych porów. Mało przyjemna zabawa, szczególnie jeśli ma się wrażliwe miejsca wokół nosa. Poza tym po każdej aplikacji dochodziło do dziwnej reakcji alergicznej, co objawiało się zaczerwienioną twarzą. Początkowo myślałam, że to konsekwencje stosowania peelingu, jednak podrażnienie wychodziło nawet po zwykłym demakijażu... 



Za to dużo lepiej spisuje się scrub ze sproszkowanymi pestkami moreli. Drobinki zanurzone są w mocno kremowej bazie, ale gdy znajdują się na twarzy, czuć moc ich działania. Jest ostro, jednak bez podrażnień. Po takim peelingu skóra staje się gładka i odświeżona, mimo tego, że produktowi nie została przypisana cecha - odświeża :) Zapach jest lekko chemiczny, ale jakoś mnie to nie uwiera, bo zawsze mogło być gorzej. Skład też nie powala na kolana, choć nie ma się czemu dziwić. Duża pojemność w bardzo niskiej cenie nie może iść w parze ze świetną jakością :)



Kremowa maska z masłem shea to zdecydowanie najlepszy zakup. Po jej użyciu cera staje się elastyczna, gładka i nawilżona. Mimo dużej zawartości karite, nie odnotowałam żadnego zapchania, a wiem, że ostatnimi czasy mam na niego mieć oko, bo lubi płatać figle. O dziwo efekt wygładzonej skóry utrzymuje się przeze jakiś czas, więc nie jest to chwilowa reakcja. Formuła jest bardzo treściwa, a podczas aplikacji odnoszę nieodparte wrażenie, że nakładam na twarz krem na noc.

Generalnie na twarz nakładam dosyć grubą warstwę,a kiedy nadchodzi czas zmywania, okazuje się, że nie ma czego usuwać. Moja facjta wciąga wszystko co tylko dostarcza jej sporej dawki nawilżenia :)

Do marki na pewno nie wrócę. Miałam, przetestowałam, ale nic mnie nie powaliło na kolana. Znam o wiele lepsze drogeryjne kosmetyki  w podobnym przedziale cenowym, które przynoszą mi o wiele więcej korzyści niż Kruidvat Originals.

Dałyście się skusić na niskie ceny i duże pojemności?
Blanka




2 komentarze:

  1. Uwielbiam chyba wszystkie maski więc skuszę się na tą będąc w Rossmannie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz widzę tę markę :)
    Najbardziej zaciekawiłaś mnie ostatnim produktem.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń