Hristina Cosmetics czyli bułgarskie kosmetyki z Czech


Hello!
               
Bułgaria w kwestii kosmetyków kojarzy mi się jedynie z różą. Po spotkaniu się z asortymentem sklepu Hristina mój światopogląd w tej kwestii znacznie się poszerzył. Poza tym zostałam mocno zaskoczona świetnymi składami i olbrzymimi pojemnościami, ale po kolei :) 



Body scrub "Orange & Cinnamon" to jeden z lepszych peelingów jaki miałam okazję używać. Kryształki soli o dziwo nie pływają w mieszaninie olei, a jedynie są nią nasączone, co daje efekt takiej sypkości. Podczas mycia martwy naskórek jest intensywnie złuszczany, gdyż sól ma bezpośredni kontakt z ciałem. Konsystencja jest bardziej sucha, ale jak dla mnie jest to bardziej zaleta niż wada, po po kąpieli nie zostaje żadna niechciana tłusta warstwa, a skóra jest świetnie przygotowana na przyjęcie kolejnych kosmetyków pielęgnacyjnych. 

Zapach jest fenomenalny, ale przede wszystkim naturalny. Nie czuć nic poza intensywną wonią olejku cynamonowego i pomarańczowego. Te dwie splecione nuty, sprawiają, że nie chce się wychodzić z łazienki. Oczywiście należy uważać z użytkowaniem, bo peeling nie nadaje się do użycia tuż po depilacji. Uwierzcie mi, że się zapomniałam i konsekwencje w postaci pieczenia , a później czerwonych kropek oznaczających podrażnienie, towarzyszyły mi dobre kilkanaście godzin.
Z racji obecności olejku cynamonowego podczas peelingowania się, wyczuwalne jest delikatne rozgrzanie.Lubię to, bo żyję w fikcyjnym złudzeniu o spalaniu tłuszczu, hah. 

SKŁAD:​ OLEJ Z NASION WINOGRON, MASŁO SHEA, SÓL MORSKA, OLEJ Z POMARAŃCZY, OLEJ CYNAMONOWY
                   
Jak widzicie, skład jest prostszy niż konstrukcja cepa. Prosto i zupełnie naturalnie. 





Maska do twarzy i ciała "Drzewo Sandałowe" oparta jest na bazie kaolinu, czyli białej glinki, którą moja skóra kocha. Tak samo jak w przypadku peelingu, skład jest bardzo króciutki, ale za to treściwy i wszystko działa, tak ja ma działać. 

Maska delikatnie oczyszcza i pochłania nadmiar sebum, natomiast sam kaolin dostarcza niezbędnych minerałów. Obecność olejków sprawia, że kosmetyk w połączeniu z powietrzem nie zastyga na beton, więc podczas aplikacji można spokojnie się ruszać bądź rozmawiać. Obecność olejku z drzewa sandałowego nadaje produktowi kadzidlanego choć nieduszącego aromatu.

Zapach jest mega naturalny, ale bardzo mocny, więc aplikacja na twarz staje się przyjemna. Oczywiście produkt przeznaczony jest do stosowania na całe ciało, to ja jednak skoncentrowałam się na skórze twarzy. Podczas zabiegu maseczkowania się, do nosa wpada ciepła woń orientalnego drzewa sandałowego. Na szczęście nic nie muli i nie dusi :)

SKŁAD: WODA, KAOLIN, OLEJ Z NASION WINOGRON, OLEJ Z MIGDAŁÓW, OLEJ Z DRZEWA SANDAŁOWEGO

Dwa powyższe produkty to marka Sezmar, a dwa poniższe to Hristina. Obie oczywiście stoją na tym samym poziomie - jest pachnąco, naturalnie i odżywczo. Do tego dochodzą duże pojemności i dobra cena :)

Następnym kosmetykiem, który przetestowałam był szampon brazylijski, który hmmmmm, jest bardzo dobry, bo myje, a przy tym nie wysusza mojego delikatnego skalpu. Mimo tego, że nie zastosowano żadnego syntetycznego składnika pianotwórczego, szampon w kontakcie z wodą daje obfitą pianę. Za to wszystko odpowiedzialny wyciąg z mydlnicy lekarskiej. Z tego co doczytałam w Internecie, mydlnica ma działanie kojące, dlatego też podejrzewam, że to ona przyczyniła się do zniwelowania łupieżu i złagodzenia swędzenia wywołanego fioletowym szamponem eliminującym żółty odcień po rozjaśnianiu.

Czasem jest tak, że używam go na całą długość włosów, a czasem tak, że myję nim tylko skórę głowy. Oczywiście różnica jest spora, bo fioletowy wysusza, z kolei ten nawilża, więc jakoś muszę zachować równowagę. Wiadomo, sam szampon nie uzdrowi moich suchych pasm, ale ten daje radę jak mało który. Włosy po nim są miękkie i lejące. Nie strączkują się i nie plączą.

Jeśli chodzi o aromat, to nie czuć nic poza czystą nutą kwiatu pomarańczy ♥ Jest taki świeży.

SKŁAD: WODA, OLEJ JOJOBA, OLEJ Z AWOKADO, OLEJ ARGANOWY, MIĘTA PIEPRZOWA, WYCIĄG Z MYDLNICY LEKARSKIEJ, WYCIĄG Z POKRZYWY ZWYCZAJNEJ, OLEJEK ETERYCZNY Z POMARAŃCZY, OLEJEK ETERYCZNY Z TRAWY CYTRYNOWEJ, PROTEINY RYŻU





Kolejny peeling "Coffee Bran" dedykowany jest stricte do pielęgnacji twarzy. I wiecie co? W końcu zrozumiałam fenomen peelingów kawowych! Fusy są cholernie dobrymi ścierakami a na dodatek aromat kawy przecudownie pobudza do życia. 

Drobinki kawy, których jest dużo, zatopione zostały w glinkowej bazie do której dodano łagodzący rumianek oraz ekstrakt z chmielu i propolis. Kolor peelingu zawdzięcza się arabice będącej również wyznacznikiem intensywnej woni. 

SKŁAD: WODA, KAOLIN, EKSTRAKT KAWY ARABICA, EKSTRAKT Z RUMIANKU, EKSTRAKT CHMIELU, PROPOLIS
              

Po takim zabiegu oczyszczania, twarz staje się gładka, a wszystkie suche skórki znikają w szybkim tempie. Niestety, mam ich całą masę po kwasach, więc muszę często stosować wszelkiego rodzaju peelingi. Nieważne czy są to enzymatyczne czy mechaniczne - 2 lub 3 razy w tygodniu muszę przeprowadzić usuwanie wstrętnie wyglądających sucharków :D 


Zresztą, niebawem pokażę Wam, jak działają na mnie kwasy AHA.


Balsam do ust z olejkiem cynamonowym działa na mnie jak jad osy na osobę uczuloną :D Albo inaczej, w ciągu kilku minut po aplikacji, moje usta wyglądają tak, jakby ktoś wstrzyknął w nie minimum 5 ml kwasu hialuronowego. Są pełne i jędrne do tego stopnia, że nie potrafię przestać się na nie patrzeć. Żałuję, że nie mam takich naturalnych, ale przez ten balsam myślę, czy nie zafundować sobie powiększania ust, bo niestety, ale po kosmetyku efekt jest chwilowy :(

Sprawdzając skład, wywaliłam oczy z oczodołów. Pierwszy raz widzę tłuszcz wieloryba... I jakoś nie mam problemu z używaniem balsamu, bo świetnie nawilża i genialnie wygładza usta, tworząc dobre podwaliny do nałożenia matowej pomadki. 

Owszem, usta troszkę pieką/czuć mrowienie, ale jest to raczej nienachalne uczucie :) Wszak olejek cynamonowy ma takie działanie i jeśli chcemy pocieszyć się większymi ustami choć przez chwilę, warto "pocierpieć".



Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tych kosmetykó, bo w 100% wypełniają swoje zadania. Peelingi złuszczają, szampon myje bez wywoływania łupieżu, maska oczyszcza w delikatny sposób, a balsam do ust daje mi chwilowy efekt botoksu. Pojemności są typowo robione pod gabinety, ale to nie stanowi dla mnie problemu, bo u mnie żaden produkt nie idzie na zmarnowanie :) 

Blanka

3 komentarze:

  1. Mam inny wariant peelingu i maski. Fajnie działają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wielką chęć na ten peeling kawowy do twarzy ♥ Ogólnie składy wszystkich produktów zachwycają i zachęcają do wypróbowania. No może oprócz tego tłuszczu wieloryba ;)

    Obserwuję i pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta konsystencja mnie zachęca :D

    OdpowiedzUsuń