Kosmetyki Giordani Gold od Oriflame czyli lekki powiew luksusu


Hello!
                         
Choć może samo Oriflame nie jest luksusową marką, tak wśród swojej oferty ma kilka świetnych produktów zarówno do pielęgnacji jak i makijażu. Również sfera zapachowa jest dosyć mocno rozbudowana i ceny wahają się od 20 do 150 zł. Jak dla mnie te flaszki, które kosztują powyżej 100 zł, śmiało mogę zaliczyć do sektora premium :) 

Dziś jednak nie będę pokazywać Wam kosmetyków pielęgnacyjnych czy perfum, bo całości swoją uwagę poświęcę wybrańcom z serii Giordani Gold, rzekomo przeznaczonej dla kobiet dojrzałych. 



Jak widzicie, w swojej kolekcji posiadam tylko te kosmetyki, których używam na co dzień. Nie ujrzycie tutaj cieni do powiek, ani eyelinera, bo jakiś czas temu porzuciłam kreski ze względu na kompletny brak czasu. 

Obecnie mój makijaż do pracy składa się z bazy, podkładu, bronzera/różu, pudru, pomadki/błyszczyka, tuszu do rzęs, a także cieni do brwi, czyli taka podstawa podstawy. 



Od czasu naoglądania się na YT filmików poświęconym kropelkom rozświetlającym dających efekt jednorożca, uznałam, że też muszę coś takiego mieć. W tym celu zaopatrzyłam się w płynny rozświetlacz z Essence, jednak jego formuła przy dłuższym stosowaniu, zaczęła negatywnie wpływać na moją cerę, dlatego też skusiłam się na coś o wiele lżejszego. Baza z GG jest lekka i przyjemna w używaniu, a przede wszystkim nie zapycha. Rozświetlenie nie jest jakieś mocne, ale w połączeniu z podkładem matującym, tworzy bardzo dobry duet, bo wtedy nie ma takiego płaskiego matu. Po jej nałożeniu na dobrze oczyszczoną i nawilżoną twarz, czuć delikatne wygładzenie. Kosmetyk także optycznie zmniejsza widoczność zmarszczek poprzez odbijanie światła, a nałożony na nią podkład, wygląda zdecydowanie lepiej. 

Fluid, którego obecnie używam, to chyba jeden z najbardziej rozsławionych kosmetyków Oriflame, a mowa o podkładzie ujędrniającym z SPF8 w kolorze Light Ivory. Tak się złożyło, że męczę go niemal każdego dnia, przez co mój ulubieniec poszedł w chwilową odstawkę, gdyż jest ciut za ciemny, co znaczy, że muszę odwiedzić solarium na 3 minuty :)

Podkład jest w bardzo neutralnym kolorze, ale nie obraziłabym się gdyby dodano do niego dwie kropelki żółci - wtedy byłoby idealnie. Z racji tego, że nie jest stopro mega w kwestii koloru, wszystko zostaje nagrodzone walorami pielęgnacyjno - wizualnymi. Podkład daje satynowe wykończenie i prześlicznie wyrównuje koloryt, nie tworząc maski. Świetnie rozprowadza się przy pomocy gąbki jak i pędzla. Mimo tego, że jest to produkt ujędrniający, nie czuć na twarzy żadnego ściągnięcia lub wysuszenia. Jego trwałość jest przyzwoita, bo spokojnie trzyma się na swoim miejscu około 10 godzin, a taki czas jest dla mnie satysfakcjonujący :) 



Pomadki zamknięte w złotych, metalowych i przede wszystkim bardzo eleganckich opakowaniach są dla mnie bardzo dobre i od dwóch tygodni mam na nie dużą fazę. Szczególnie upodobałam sobie kolor Dark Burgundy, który nosi w sobie winne klimaty, a do tego jest kremowy i nie zawiera żadnych nielubianych przeze mnie upiększaczy w postaci shimmeru czy brokatu Zaś dzięki zimnym tonom, optycznie wybiela zęby. Z kolei Nude Rose w opakowaniu wygląda na brąz, zresztą, na foto też, a na ustach widać brudny róż z dodatkiem brązu. Nie jest to mój wymarzony zgaszony róż z domieszką fioletu, mimo to ten odcień też bardzo lubię i często po niego sięgam.

Pomadki nosi się komfortowo, bo nie wysuszają ust i są dla nich bardzo neutralne, dlatego też przed ich aplikacją, muszę nawilżyć wargi jakimś balsamem. Dla mnie nie stanowi to problemu, bo robię tak od dłuższego czasu.



Kolor schodzi równomiernie, ale do samego końca jest intensywny i nie blaknie z upływem czasu. Wiadomo, ja nie jem w pracy, więc nawet nie skupiam się na tej kwestii, bo to raczej normalne, że szminka zostaje na jedzeniu, a nie na ustach, więc po spożyciu posiłku wymagane są poprawki. I raczej nie znam szminek, które przetrwają taką próbę, bo jedne schodzą mnie, a drugie troszkę więcej. 
                       


Puder w perełkach uwielbiam ze względu na kolor, który przepięknie ożywia moje policzki nadając im satynowego blasku, bez podkreślania niedoskonałości. Przeglądając katalog, zastanawiałam się dłuższą chwilę odcieniem i po namyśle doszłam do wniosku, że zaryzykuję i zaopatrzę się w Dark Bronze.

Odcień jest ciemny i na bladziochach będzie wyglądał źle, za to przy średniej karnacji sprawdzi się idealnie. Nie ma w nim pomarańczy tak jak w przypadku kuleczek z Avonu.

Poza tym jego wydajność jest chyba nieskończona i nawet przy codziennym użytkowaniu, nie potrafię oszacować kiedy nadejdzie jego dzień ostateczny.




Puder prasowany tak samo jak podkład za chwilę przejdzie do kosmetycznego raju, co znaczy, że u mnie spisywał się w 100%. Gdyby było inaczej, oddałabym go potrzebującym koleżankom :)

Jedyne co mi w nim przeszkadza to opakowanie. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się tandetne ze względu na materiał z którego go wykonano. Złoty plastik wygląda znacznie gorzej niż metal w tym samym kolorze. Jednak z racji tego, że złoto jest Motywem przewodnim serii Giordani Gold w tym przypadku nie można było zrobić odstępstwa.

Troszkę głupio pokazywać mi takie używane kosmetyki, bo nie wyglądają one zbyt estetycznie, ale puder nabyłam dużo wcześniej niż całą resztę i swoje zdążył przejść.


Co mogę o nim powiedzieć? Fajnie wykańcza makijaż, ale całkowicie nie matuje podkładu, gdyż sam w sobie nie ma takowych właściwości. W swojej formule nie jest suchy ani kredowy, więc nie pyli podczas nakładania i dobrze przenosi się na pędzlu. Wbrew pozorom nie jest ciężki i ładnie wygląda na skórze. 



Najgorszym, przynajmniej dla mnie ze wszystkich pokazanych tu kosmetyków, okazał się tusz do rzęs. Niestety, nie wiem co jest grane, ale tuz nie chce się przyczepiać, więc mimo machania szczoteczką, mam ciągłe wrażenie, że moje oczy zostały niepomalowane. I nie, konsystencja jest dobra, co zresztą widać na szczoteczce. Nie wiem, ale ja muszę mieć mocno wytuszowane rzęsy a w tym przypadku dostaję ledwo co maźnieęe. Może dla nastolatki chcącej bardzo delikatnie podkreślić spojrzenie ta maskara będzie odpowiednia :) Ja wolę bardziej dramatyczny look!

Poza tym po takiej ilości, która osadziła się na pojedynczych włoskach, nie jestem w stanie wyciągnąć odpowiednich wniosków, aby móc napisać kilka słów. Tak wyszło, że nawet w razie czego, nie miało się co skruszyć, bądź odbić na górnej powiece :D




Nie wiem czy to wina samego tuszu czy aplikatora w postaci tak wielkiej i tradycyjnej szczoteczki.
Może Wy miałyście do czynienia z tym tuszem bądź z kosmetykami GG. Jakie są Wasze doświadczenia z tą serią?
Blanka

10 komentarze:

  1. przyznam że kosmetyki prezentują się bardzo elegancko i ekskluzywnie :)
    szczególnie pomadki :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tą serię dawniej używała moja mama. Dlatego kojarzy mi się z dzieciństwem, trochę luksusem bo ceny bywają wysokie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z GG nigdy się nie lubiłam ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. jak ja dawno miałam te kulki Giordani...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię serię Giordani Gold - zarówno kosmetyki do makijażu, jak i perfumy

    OdpowiedzUsuń
  6. Niby Myszy a "sroczki" :) Kupilibyśmy dla samych złotych i błyszczących opakowań :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli masz duraline z Inglota Dodaj do tuszu kilka kropel i powinno to pomóc. Możesz też dolać odrobinę płynu micelarnego który używasz też do demakijażu oczu. Tylko też nie za dużo tylko lepiej partiami i powinno pomóc :)

    OdpowiedzUsuń