Dermedic Oilage czyli olejowa pielęgnacja cery dojrzałej lub wrażliwej


Hello!
               
Ani nie mam wrażliwej, ani dojrzałej cery, a mimo to uwielbiam myć twarz olejami, bo przy ich pomocy najszybciej schodzi makijaż. Również w późniejszej pielęgnacji twarzy stawiam na bardziej treściwe kremy. Oczywiście robię od tego odstępstwa, szczególnie latem, jednak przez około 3/4 roku bazuję na mocnym kalibrze. Wszak chciałabym zachować młody wygląd jak najdłużej :D  Moim oczekiwania na minioną zimę spełniły dwie marki: Dermedic oraz Miya, o której napiszę Wam w kolejnym poście.


Olejowy sydent to olejek w formie żelu, który pachnie przecudownie i jego woń jest taka sama jak kremów. Takiej konsystencji jeszcze nigdzie nie spotkałam i powiem Wam, że jest mega wygodna, bo nic nie rozpływa się umywalce i między palcami. 

Sydent świetnie zmywa makijaż - nawet ciężkie podkłady czy wodoodporny tusz. Zresztą mamy tutaj zasadę działania, że podobne rozpuszcza się w podobnym :) Po zmyciu twarz jest czyściutka, ale niepodrażniona. Nie ma także uczucia ściągania, którego bardzo nie lubię. Używa się go bardzo komfortowo, a na dodatek jest wydajny, gdyż jedną pompką można bez problemu zmyć wszystko, co w ciągu dnia zgromadziło się na twarzy.
W kontakcie z wodą zamienia się w kremową, ale nieobfitą pianę, którą łatwo spłukać. Dla mnie to duża zaleta, bo jakoś nie widzi mi się aby czas płukania był dłuższy od czasu mycia. Szkoda cennych minut i wody.



Kremy z tej serii również mocno przypadły mi do gustu, bo w dużym stopniu przypominają mi mojego wcześniejszego ulubieńca, czyli krem marchewkowy z Avy, który na mrozy sprzed dwóch tygodni byłby stanowczo za słaby. 


Czy mają działanie antystarzeniowe? Nie wiem, bo nie mam z tym problemu. Mimo wieku wyglądam na dużo, dużo mniej i teraz zastanawiam się czy kwestia konserwacji czy genów. Mam problem z określeniem tej materii, ale gdyby nawet podłożem mojego wyglądu były geny, to i tak nie zamierzam zrezygnować z porządnej pielęgnacji. Bo potem co? Będę sobie pluć w obwisłą brodę, że nie używałam, a mogłam...Poza tym lubię się smarować i już!


Mazidełka są przeznaczone na dwie pory - dzień i noc. Pomiędzy sobą różnią się konsystencją i o dziwo ta bardziej treściwa przeznaczona jest na dzień, za to tę lżejszą stosuję tuż przed pójściem spać. 

Odżywczy krem na dzień przywracający gęstość skóry dobrze spisywał się pod makijaż. Generalnie nie mam z tym nigdy problemu i za całe życie zdarzyły mi się może ze 3 kremy, które nie chciały współgrać z podkładem. Także no, tę kwestię powinnam dawno pominąć, jednak pod uwagę biorę fakt, że często w recenzje wchodzicie z wujka Google i macie prawo nie wiedzieć jaki mam tym cery i co mi zazwyczaj pasuje, a co nie, dlatego też w każdym poście jestem "zmuszona'' pisać to samo, heh. Wracając do kremu, bo to na nim mam się skupić, chciałam napisać, że w składzie zawiera 3 olejki nazwane kompleksem TriOleum, a mimo tego zaraz po bezproblemowej aplikacji wchłania  się błyskawicznie do matu, pozostawiając mocno nawilżoną i jedwabiście gładką skórę twarzy. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie ten fakt, gdyż spodziewałam się filmu ochronnego, a tu nic :) I dobrze, bo mniej się błyszczę w ciągu dnia.


Z kolei naprawczy krem na noc przywracający gęstość skóry przynosił sporą ulgę mojej odwodnionej przez mrozy cerze. Wierzcie mi, ale nie ma nic gorszego niż chodzenie na piechotę do pracy w ekstremalnych warunkach ostatnich tygodni, Przez combo do którego można wliczyć silny mróz i wiatr, wiedziałam, że muszę od razu chwycić coś mocnego, aby później nie walczyć z suchymi skórkami na policzkach i w okolicach skroni. Do tej pory się udało, ale poza kremami stosowałam również pomoc doraźną.

Mimo tego, że formuła jest nieco lżejsza od wersji dziennej, w tym przypadku na twarzy da się wyczuć lekką barierę lipidową, która akurat nic, a nic mi nie przeszkadza. W nocy i tak mnie nikt nie widzi. Po mim średnio długim śnie, twarz wygląda ludzko, czyli jest bardzo dobrze nawilżona, a co z tym idzie, wzrasta jej jędrność, szczególnie na suchych policzkach, które ostatnimi czasy chłoną wszystko niczym gąbka.

Kompilacją TriOlemu są takie oleje jak: olej sojowy, olej z awokado a także olej z wiesiołka. Hmm, a ten ostatni nie jest przypadkiem dodawany do preparatów wspomagających pamięć? Nie pamiętam... :D

Produkty dobijają dna, więc liczę na to, że zima nie zechce do nas ponownie zawitać. 

Blanka


1 komentarze: