Perfecta, Your Time Is Green czyli jak zmatowić tłustą lub mieszaną cerę


Hello!

Niedawno Perfecta wzbogaciła się o nową serię "Your Time Is Green", której motywem przewodnim jest zielona herbata. Jako, że jestem olbrzymią fanką zapachu green tea, jak i jej właściwości, postanowiłam przyjrzeć się całości. I wiecie co? Są to jedne z nielicznych kosmetyków matujących jednak nie wysuszających cery nawet przy długim stosowaniu. Przez ten termin rozumiem jakieś półtora miesiąca :)




Z całej czwórki pokazanych w poście największą sympatią obdarzyłam tonik pudrowy, który świetnie matuje twarz, a połączony z delikatnym pudrowym boosterem, cudownie przygotowuje grunt pod makijaż. Dwufazowa formuła składa się z toniku i glinki(?) Aby zastosować preparat na twarz, najpierw należy wstrząsnąć buteleczką, celem wytworzenia zawiesiny. Później klasyczny proces przecierania twarzy nasączonym wacikiem. Po takim rytuale zaspany człowiek dostaje życiodajnego kopa, gdyż zapach zielonej herbaty działa energetyzująco na każdy zmysł. 



Booster to nic innego jak ultra lekki fluid wchłaniający się w ekspresowym tempie, pozostawiając twarz zmatowioną, ale nie jest to płaski mat za którym nie przepadam, a coś w stylu satyny niereagującej na światło. Makijaż trzyma się na nim przez calutki dzień, a i mam wrażenie, że moja skóra świeci się mniej, a także efekt matu trwa o wiele dłużej niż dotychczas :)



Krem - maska na noc troszeczkę nie podeszła mi do gustu, gdyż wieczorną pielęgnację o tej porze roku wieńczę bogatym i treściwym mazidłem lub olejkiem. Niemniej jednak zamierzam stosować go zamiast boostera, bo też w dużej mierze normalizuje produkcję sebum przez moje zwariowane gruczoły ze strefy T. Krem ma za zadanie lekko złuszczać skórę, bo w składzie dostrzegłam obecność kwasu migdałowego :)



Płyn micelarny jest chyba najmniej udanym produktem, co wcale nie znaczy, że złym. Podstawową funkcję, czyli zmywanie makijażu uważam za wypełnioną, choć demakijaż oczu w jego wykonaniu mógłby być bardziej delikatny i mniej szczypać, albo ja na starość mam się coraz gorzej? 

Poza ściąganiem kosmetyków kolorowych z twarzy, świetnie sprawuje się też w roli matującego toniku. Choć jeśli miałabym zrobić starcie tonik pudrowy vs płyn micelarny, zwycięzcą byłby ten pierwszy, bo zdecydowanie mocniej i dłużej trzyma w ryzach mój blask.


Glinkowa pasta do mycia twarzy to dla mnie taki kosmetyki 2w1, bo u mnie poza oczyszczaniem cery, dobrze sprawuje się jako maseczka. Zresztą producent zaleca nakładanie pasty punktowo na wypryski. Niby cały proces ma trwać całą noc, ale ja na całe szczęście obecnie nie mam żadnego nieprzyjaciela, więc czas od nałożenia do zmycia znacznie skróciłam i wynosi on około 20 min. 
Głównym składnikiem bazowym jest zbawienny dla mnie kaolin. Kiedyś uwielbiałam zieloną glinkę, jednak jej działanie było zbyt mocne, dlatego też przestawiłam się na coś łagodniejszego, ale równie dobrze oczyszczającego.

Pasta użyta jako kosmetyk do mycia jak i maseczka, sprawdza się genialnie. Uspokaja, lekko rozjaśnia cerę, ale na całe szczęście nie wysusza jej. Oczywiście nie stosuję jej dzień w dzień, a raczej 2 - 3 razy w tygodniu. Glinki nie są wskazane do codziennego stosowania, a dodatkowe drobinki peelingujące zawarte w konsystencji mogłyby podrażnić moje naczynka, które zimą są bardziej reaktywne niż podczas innej pory roku. Poza tym imbir również nie jest wskazany dla naczynkowców, choć mam wrażenie, że jego tam nie ma, bo nic mnie w twarz nie grzało :)

Jedyne co mi się nie podoba to opakowanie. Pasta jest bardzo gęsta i stawia opór podczas wyciskania, więc aby cokolwiek wydostać z tubki muszę użyć dosyć sporej ilości niutonów. O wiele lepszym rozwiązaniem byłby słoiczek.



Seria jest bardzo udana i faktycznie działa. Twarz zaczyna mi się świecić blaskiem jupiterów około 6h od nałożenia podkładu i nie jest to tak intensywny błysk jak do tej pory. Składy, jak na kosmetyki drogeryjne są bardzo przyzwoite i każda poszczególna sztuka zawiera moc składników aktywnych pochodzących od Matki Natury. Jeśli miałabym wybrać tylko jedną rzecz z zaprezentowanej czwórki, zdecydowanie byłby to tonik pudrowy, gdyż jak dla mnie jest to taka dobra podwalina do każdego kremu, nawet tego, który nie ma właściwości matujących. Tonik zamieni wszystko w mat, no może poza olejkiem :D

Blanka


4 komentarze:

  1. Ostatnio sporo czytam o tej serii i coraz bardziej mnie przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria wydaje się być idealna dla mnie tylko ... nie mam jakoś dobrych wspomnień z Perfectą ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy ochotę na cały zestaw, a najbardziej na Twój ulubiony tonik pudrowy :-) Fajne toto - dla nas nowość.

    OdpowiedzUsuń