Sensilis Skin Delight czyli ukojenie i rozświetlenie cery w jednym


Hello!
         
Wiecie co Wam powiem? Jest zima co pewnie nie jest dla nikogo żadną nowością, ale daje mi się we znaki. O ile skóra na ciele nie ponosi dużych konsekwencji, tak na cerze i włosach widać wszystko. Wieczne kołtuny od czapki i pozbawiona blasku twarz to dwa najgorsze rzeczy, które mi się przytrafiają. Choć na skórę znalazłam sposób, tak ze splątanymi kosmykami ciężko walczyć przy ujemnych temperaturach. 


Przez ostatni czas stosowałam serię kosmetyków Skin Delight od Sensilis, dzięki czemu jest dużo lepiej niż było. 


Skin Delight to seria przeznaczona dla cery matowej i pozbawionej blasku. Co prawda nie mam matowej, ale za to mam wrażenie, że z wiekiem wygląda coraz bardziej nijako. Na szczęście zmarszczek nie mam i nie wyglądam na swój wiek, jednak patrząc w lustro widzę niepokojące znaki czasu, dlatego też staram się częściej sięgać po kosmetyki anty aging, szczególnie jeśli chodzi o wieczorną pielęgnację.

Krem to aktywator zawierający takie składniki aktywne jak kwas hialuronowy świetnie nawilżający skórę, wyciąg z jagód goji mający na celu chronić przed wolnymi rodnikami, a także wyciąg z żeń - szenia, który ma silne właściwości rewitalizujące. Z kolei ampułki to 10% zawartość stabilizowanej witaminy C, która w moim przypadku faktycznie rozjaśnia twarz. 

Intensywny zabieg rozświetlający to to, co widzicie powyżej, czyli tubka z kremem na noc i 4 ampułki. I tak, wszystko pachnie ślicznie delikatnie i lekko owocowo. Oczywiście wszystko stosowałam razem - najpierw krem, a na niego ampułkę, która zawierała coś co było szybko wchłaniającym się olejkiem. Taka porcja nawilżenia była świetnym rytuałem po ciężkim dniu. Krem jest bardzo treściwy i ma hmm "silikonową" formułę - świetnie rozprowadzał się po twarzy i szybko się w nią wpijał. Olejek (chyba tak mogę nazwać ten kosmetyk) również szybko się wchłaniał, ale jak na taką konsystencję przystało - błyszczałam się po nim. W nocy nigdzie nie wychodzę, ani też nikt do mnie nie przychodzi, więc mogę wyglądać jak chcę. Ważne, że Zośka się nie boi :D




Krem na dzień nadaje się pod makijaż, choć troszeczkę muszę poczekać, aby móc nałożyć na niego podkład. Bazy używam tylko od przysłowiowego wielkiego dzwona, dlatego dobry krem u mnie podstawa, a nie ma nic gorszego niż rolujący się fluid na źle przygotowanym podłożu. Poza tym obecność SPF15 dobrze chroni przed promieniowaniem, a z racji używania dużego stężenia witaminy C, nakładanie filtrów jest rzeczą wskazaną. Nie ma nic gorszego niż fotostarzenie. 



Po blisko dwóch miesiącach regularnego stosowania zauważyłam efekty w postaci wygładzonej, nawilżonej i ukojonej skóry twarzy. Najlepiej wygląda w okolicach skroni, bo tam od czasu do czasu pojawiają się placki suchej skóry. Teraz nie mam z tym problemu mimo tego, że kaloryfer przy którym śpię, nadal grzeje tak samo :)

Jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków i z czystym sumieniem mogę je polecić dalej, bo sprawdzą się przy każdym typie cery.

Blanka

5 komentarze:

  1. Profesjonalnie napisana recenzja, masz lekkie pióro. Mojej siostrze bo lubi kremy takie do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten krem wygląda mega kusząco, mam ochotę sobie kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam krem rozświetlający na dzień Skin Delight i nano B-Respect, świetne, bardzo odżywcze kremy, choć nie ukrywam, że te ampułki wyglądają interesująco :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Firma już mi się kiedyś obiła o uszy, ale o tych produktach czytałam pierwszy raz, ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie wygląda ten zestaw, byłby idealny na prezent.

    OdpowiedzUsuń