Paul Mitchel moisture czyli świetna seria nawilżająca + włosy po fryzjerze

         
Hello!
           

Włosy to zdecydowana rzadkość w ostatnim czasie. Jakoś tak trochę je zaniedbałam i nie chciałam Wam pokazywać ich złej kondycji. Jednak dobrze dobrana pielęgnacja, lekkie cieniowane i nienachalna zmiana koloru sprawiły, że znów mogę chwalić się zdrowymi i nawilżonymi pasmami. 





Zacznę od kosmetyków, które stosuję od czasu wizyty od fryzjera, bo postanowiłam, że na jesień wprowadzę coś cięższego do pielęgnacji. Postawiłam na markę Paul Mitchel i serię Moisture, która świetnie nawilża końce pamiętające czasy rozjaśniania. 




Składom nie będę się przyglądać, bo o dziwo nic mnie nie uczula. Po szamponie nie swędzi mnie głowa, a skóra nie buntuje się w wyniku czego nie łuszczy się, ani nie wytwarza pęcherzyków z surowicą. Dla mnie mega duża zaleta, bo jak wiecie, mam potężne problemy z doborem odpowiedniego szamponu. 

Kosmetyk nałożony w małej ilości, wytwarza ogromne ilości pachnącej piany, a unoszący się w powietrzu zapach, świetnie odzwierciedla woń salonu fryzjerskiego :) Ze względu na obecność silikonów, po spłukaniu, włosy są gładkie i ładnie odbijają światło, co zresztą widzicie na zdjęciach. 

Świeżość włosów po myciu tym szamponem to standardowe dwa dni. Nie oczekuję nic więcej, bo zawsze, ale to zawsze, myję głowę co drugi dzień. 



Z kolei odżywka okazała się takim opatrunkiem na przesuszone końce, które z każdą kroplą deszczu, zmieniały się w puch. Produkt z tej serii zachowuje się jak bariera ochronna niepozwalająca włosom chłonąć wilgoci.

Tuż po spłukaniu odżywki, czuć pod palcami, że rozczesywanie stanie się przyjemne, a szczotka będzie wchodzić gładko i przyjemnie, rozdzielając pojedyncze kosmyki.

Niestety, ze względu na zbyt intensywne użytkowanie, odżywka prawie dobiła dna i rozważam zakup kolejnej tubki, bo według mnie warto zainwestować w dociążone i niepuszące się włosy, które trzymają się kupy. 




Pianka to jedyny preparat jaki stosuję do stylizacji. Używam jej tyko wtedy, gdy robię koński ogon i chcę, aby wszystkie odstające baby hair tworzące anteny, ściśle przywierały do głowy. Kiedyś w tym celu stosowałam żel, ale po chwili od jego nałożenia, całość nie wyglądała zbyt świeżo. W przypadku pianki sprawa ma się zupełnie inaczej, gdyż równomiernie nałożona i wczesana szczotką, owszem skleja i usztywnia włosy, ale nie jest ten sam ciężki efekt jak po żelach. Wszystko przybiera naturalne kształty, a włoski niełapiące się w objęcia gumki, nie odstają od głowy, dlatego nie wyglądam jak osoba szukająca kontaktu z rodziną zamieszkującą odległą galaktykę :D

Ps. rzadko noszę spięte włosy ze względu na uporczywy ból tuż po rozpuszczeniu kucyka.


Tutaj macie zdjęcia prosto z salonu, bo zrobienie ich w domu graniczy z cudem. Zosia jest zbyt ciekawa świata.. :)

Nadal mam ombre, z tym, że całkiem odeszłam od chłodnego blondu, gdyż nic nie było tak uporczywe, jak stosowanie płukanek bądź mycie włosów fioletowymi szamponami, które na dłuższą metę, przyczyniły się do przesuszenia.

Góra to ciemna czekolada utrzymana w zimnej tonacji, zaś dół to odcień nieco ciemniejszy niż latte macchiato, które miałam nałożone zeszłym razem. Taka opcja całkowicie do mnie przemawia, bo grafitowe brwi świetnie współgrają z ciemną górą, zaś ciepły dół zniwelował widoczność moich naczynek, które niestety mocno wybijały się przy chłodnych odcieniach do których pałam miłością nieskończoną. Niestety, pech chciał, że mój odcień skóry nijak nie chce współpracować z chłodami. Marzenie o szarych włosach prysnęło niczym bańka mydlana :(





Blanka

7 komentarze:

  1. Fragment o związywaniu włosów w koński ogon to dokładnie opis tego, co się dzieje z moimi włosami ;) Będę musiała wypróbować patent z pianką ;) Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten patent z pianką muszę wypróbować. Ja mam tyle baby hair że lakier nie dawał rady. A włoski to masz śliczne. Moje wymagają wizyty u fryzjera bo końcówki wołają o pomstę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Paul Mitchell ma świetne kosmetyki do włosów. Miałam okazję już używać kilku produktów.

    OdpowiedzUsuń
  4. jak się błyszczą. Ja mam od nich serię z olejkiem z drzewa herbacianego i też jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń