AUBE czyli kosmetyki dla wymagających prosto z Anglii


Hello!

Ile razy zdarzyło się Wam, aby kupić drogi produkt, który się nie sprawdził, bądź dał siebie tylko ułamek tego, co obiecywał producent. U mnie ten problem pojawia się dość często, choć w przypadku produktów Aube, żaden z nich mnie nie zawiódł i z każdego pojedynczego egzemplarza jestem bardzo zadowolona. Hmmm, inaczej, moja skóra jest zadowolona :)



Niebieska linia ProCollagen Synthesis+  to seria dedykowana cerze potrzebującej nawilżenia i regeneracji. Składa się z kremu na dzień, kremu na noc, serum na noc, serum pod oczy, koncentratu odżywczego, a także wypełniacza zmarszczek mimicznych.

Ja, jak widać przetestowałam 3 pozycje kosmetyczne oraz dermaroller i na pewno za jakiś czas powrócę do tych produktów, bo warto wydać na nie te kilkadziesiąt złotych.

Dermaroller - przy jego pomocy, dwa razy w tygodniu wprowadzałam w skórę twarzy serum na noc. I wierzcie lub nie, ale tego typu aplikacja jest bardzo przyjemna i wcale nie boli. Czuć leciutkie ukłucia szczególnie w okolicach czoła, jednakże w żaden sposób nie mogę opisać tego uczucia jako dyskomfort. Rzekłabym, że to nawet przyjemne, a po kilku sesjach całkowicie niewyczuwalne :)



Igiełki są malutkie i poprzez mikro nakłucia naskórka, umożliwiają dotarcie składników aktywnych w głębsze struktury.



Krem na noc zamknięty jest w designerskim słoiczku, który swoim kształtem przypomina mi statek UFO. W końcu coś innego i eleganckiego, a także coś co wygląda ekskluzywnie i niemasowo. 

Poza świetnym opakowaniem, właściwości również są na wysokim poziomie. Krem jest gęsty i treściwy, a jego pół naturalny skład mocno nawilża i natłuszcza przesuszone partie skóry takie jak policzki i skronie. Oczywiście mówię tu o moim przypadku, bo z problemem suchych skórek w tych miejscach borykam się podczas każdej pory przejściowej i w zimie, gdy grzeją grzejniki.

Mimo tego, że kosmetyk jest dosyć ciężki, aplikacja jest łatwa, prosta i przyjemna. Nic się nie roluje i nie odczuwa się dyskomfortu w postaci lepkiego filmu. Przez dwa miesiące stosowania kosmetyk mnie nie zapchał.

Rano twarz wygląda na wypoczęta i taką hmm jakby" wypchaną".





Koncentrat na dzień do skóry suchej i odwodnionej świetnie sprawdził się u mnie jako baza pod makijaż. Jest to lekki, wodny żel zawierający dużą dawkę panthenolu i olejku rycynowego. 

Make'up na takim podłożu trzyma się cały dzień, a strefa T produkuje znaczniej mniej sebum, przez co świecenie mojego nosa i czoła zostało znacznie ograniczone. 



Z kolei serum na noc to istna bomba ujędrniająca i patrząc na skład, nie wiem, który składnik mógłby być za to odpowiedzialny. Gęsta i aksamitna formuła pozostawia na twarzy lekki film, jednak nie jest on ani klejący, ani dokuczliwy. 
Rankiem po przebudzeniu twarz jest mocno wygładzona,a efekt ten widoczny jest gołym okiem. Początkowo, gdy stosowałam te serum , czułam lekkie mrowienie, jednak z czasem wszystko minęło. Odnosiłam wrażenie, że kosmetyk działa. I tak w sumie było, bo po każdym zastosowaniu (2 lub 3 razy w tygodniu) rezultat był taki sam: gładka i bardzo mocno napięta skóra, której nie towarzyszło ściągnięcie. 




Stosowałyście te kosmetyki bądź słyszałyście o marce Aube?

Blanka




5 komentarze:

  1. Ciekawe produkty szczerze mówiąc nigdy do tej pory się z nimi nie spotkałam :) choć mam ciocię w Australii i może kiedyś uda mi się ją odwiedzić i poznać ich produkty :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Testowałam czerwoną serię i fajnie się u mnie spisała. Najbardziej polubiłam krem na dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam czerwoną serię, ale kremik nie podpasował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam jeszcze o tej serii kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kosmetyki Aube są dostępne w Hebe ale jakoś nie przekonywaly mnie do tej pory. Być może zmienię zdanie co do nich

    OdpowiedzUsuń