Perfecta, węglowy glinkowy peeling+maska oraz termo peeling czyli świetne kosmetyki z drogerii

           
Hello!
                 

Wśród drogeryjnych marek nie mam swoich ulubionych, ale jeśli miałabym wybrać te, po które sięgam najczęściej, to chyba Lirene i Perfecta. Oba brandy, mimo tego, że są dla siebie konkurencją, dla mnie są na tym samym poziomie, bo i tu i tu znajdują się kosmetyki przeciętne, słabe, a także coś co lubię najbardziej, czyli perełki wyłowione z gąszczu uginających się półek w każdej drogerii. 




Jakiś czas temu, Perfecta wypuściła na rynek świetne peelingi, które mimo częstego stosowania, nie sięgają dna. Wydajność jest kosmiczna, a wierzcie mi, że nie szczędzę produktu podczas aplikacji :)


Najbardziej urzekł mnie swym działaniem olejkowy termo peeling, którego bazę stanowi olej sojowy, a rolę drobinek ścierających pełni sproszkowana łupina orzecha włoskiego, sproszkowana łupina pestek moreli oraz sproszkowana łupina migdała.

Podczas robienia peelingu, twarz dotyka uczucie rozgrzania. Nie jest to mocny efekt, ale takie średnie grzanie, które po umyciu buźki, całkowicie znika. Za to pojawia się blask i wygładzenie, a także natłuszczenie skóry. Po takim zabiegu późniejsze kremowanie się jest zupełnie zbędne :)

Kosmetyk pachnie cytrusami i zapach jest bardzo intensywny. Skład jak na kosmetyk jest bardzo dobry, bo prawie połowę stanowią składniki naturalne: oleje i ekstrakty. Za rozświetlenie odpowiedzialna jest syntetyczna witamina E, którą moja skóra uwielbia. 

"Glycerin, Glycine Soja Oil, Prunus Armeniaca Seed Powder, Juglans Regia Shell Powder, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Isopropyl Palmitate, Sodium Acrylates Copolymer, Lecithin, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Aqua, Sodium carrageenan, Jania rubens extract, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, BHA, d-Limonene, Hexyl cinnamaldehyde, Linalool, Parfum, CI 15985."


Kolejnym kosmetykiem, który mocno mnie zaskoczył swoim działaniem to węlgowy glinkowy peeling + maska. Według mnie powinno być węglowo - glinkowy, ale co ja tam się znam na języku polskim. Toć to miałam dopuszczający w klasie maturalnej :D

Wracając do produktu, stanowi on połączenie peelingu i maski. Najpierw okrężnymi ruchami rozprowadzam go po twarzy, usuwając przy tym martwy naskórek, a następnie wszystko zostawiam do zastygnięcia. 

Jako posiadaczka przetłuszczającej się cery, chętnie sięgam po wszelkiej maści maseczki na bazie glinek. Niestety, nie mam czasu na przygotowywanie własnoręcznych mieszanek, dlatego też posiłkuję się gotowcami i nie żałuję, bo sprawdzają się równie dobrze jak moje twory "hand made".

Po zmyciu glinkowo - węglowej maski, twarz jest oczyszczona, matowa, a piegi lekko zostają rozjaśnione. Pory też się lekko zwężają, choć z nimi nie mam większych problemów :)

Mimo glinki, maseczka nie tworzy skorupy przypominającej beton. Podczas zabiegu można swobodnie mówić, gdyż nie czuć ściągnięcia.

Jedyne co bije mi po oczach, to to, że na kartoniku ewidentnie napisane jest, że maska zawiera zieloną glinkę... Kaolin to niestety biała glinka i ze wszystkich glinek jest najsłabsza. Nie wiem czy to nieświadoma pomyłka, czy błąd w druku?

A i po dokładniejszej analizie składu, węgla też nie widzę. Aktywny węgiel roślinny występuje w INCI pod dwu lub trójczłonową nazwą, gdzie kluczowe słowo to - charcoal. Nie mam pojęcia dlaczego zostajemy wprowadzeni w błąd. Może dlatego, że ten półprodukt ostatnimi czasy zyskał na popularności? 

"Aqua, Kaolin, Glyceryl Stearate, Glycerin, Silt, Stearyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Prunus Armeniaca Seed Powder, Juglans Regia Shell Powder, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Argilla, Montmorillonite, Mica, Hydroxyethylcellulose, Magnesium Aluminum Silicate, Propanediol, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Butylene Glycol, Enantia Chlorantha Bark Extract, Oleanolic Acid, Dimethicone, Ceteareth-25, Ceteareth-20, Disodium EDTA, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Octadecyl Di-T-Butyl-4-Hydroxyhydrocinnamate, Parfum, CI 77268:1, CI 77499."

Ceny produktów są bardzo przyjazne dla portfela, bo za sztukę trzeba zapłacić coś koło 20 zł bez promocji. 
Blanka




12 komentarze:

  1. cena bardzo fajna ;) lubię połączenie peelingu i maski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Nie trzeba najpierw peelingować,a potem to zmywać, żeby nałożyć maskę. Ekonomia :D

      Usuń
  2. Brzmi zachęcająco 😊 nie miałam okazji jeszcze stosować Perfecty produktów

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypuścili nawet 4 ;) wszystkie bardzo polubiłam, kupiłam je zaraz po wejściu na rynek :) wszystkoe 4 bardzo polubiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, widziałam i chcę jeszcze glicerynowy :)

      Usuń
  4. Bardzo mnie zaciekawilas tymi produktami, z przyjemnoscia przetestuje oba <3

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie króluje peeling sauna i termopeeling - oba bardzo lubię, teraz mam ochotę na peeling - maskę :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wersję zieloną- super peeling, uczucie rozgrzania i zapach <3. Do tego cena, skład i dostępność. Świetne produkty, muszę zaopatrzyć się w inne wersje tego produktu.

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawe i jeszcze ta cena.. wooow

    OdpowiedzUsuń
  8. pomarańczowa super, zieloną glicerynową jeszcze polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem dlaczego, ale nie przepadam za uczuciem rozgrzania na skórze :P

    OdpowiedzUsuń