Nowe maski Initiale



Hello!


Maseczki są obowiązkowym punktem w pielęgnacji mojej twarzy. Najczęściej używam glinek bądź takich, które się zmywa. Po wersje typu peel-off sięgałam rzadko ze względu na niezbyt komfortowe uczucia towarzyszące podczas ściągania. Czasem zaschnięta maseczka potrafiła przywrzeć tak, że przy zrywaniu ciekły mi łzy. Initiale zaproponowało peel-off, bez takich drastycznych przeżyć, a wręcz odwrotnie. Usuwanie zastygniętej maseczki należy do tych bardziej przyjemnych czynności, a efekty, które się wyłaniają są zaskakujące i widoczne gołym okiem.

Initiale to maski algowe na bazie ziemi okrzemkowej. Ziemia ta bogata jest w takie pierwiastki jak: wapń, żelazo, krzem. Ze względu na ten ostatni składnik, maseczki stały się moim hitem, gdyż krzem przyczynia się do wzmocnienia naczyń krwionośnych, a jak zapewne wiecie, jestem posiadaczką cery naczynkowej. Oczywiście ziemia z jednokomórkowych stanowi jedynie podstawę, bo ze względu na przeznaczenie, do każdej maski dodano inne składniki. Tym sposobem powstało 8 rodzai dedykowanym różnorakim potrzebom skóry. Ponadto skład każdej wersji jest prawie naturalny, a naturalność waha się od 96,3% - 99,6%. Dla mnie bomba.


Przygotowanie takiej maski jest czynnością iście nieskomplikowaną, bowiem wystarczy wsypać zawartość saszetki do 50 ml wody mineralnej/przegotowanej/termalnej/hydrolatu, rozmieszać na jednolitą masę, a następnie szybciutko nałożyć na twarz. Po upływie 20 minut maska jest gotowa do ściągnięcia :)



"Naturalne wybielanie" oraz "Odnowa komórkowa" to dwie nowości, które dołączył do pozostałej piątki oferowanej przez Initiale.
Po zmyciu, a raczej po ściągnięciu każdej z nich, twarz wygląda na rozpromienioną, jest wygładzona i oczyszczona. Nakładanie jest przyjemne i nic wkoło nigdy nie ucierpiało :)


Blanka


8 komentarze: