Revive Lashes i kilka słów o używaniu odżywek do rzęs


Hello!
                   

W czasie ciąży moje włosy były kosmicznie gęste, za to rzęsy miały się słabo. Po czterech miesiącach od porodu, sytuacja uległa diametralnej zmianie. Zamiast być dumną z czupryny, cieszę się z ładnej oprawy oka. 

Przez ponad 3 miesiące dzielnie i sumiennie używałam Revive Lashes od naszego rodzimego Flos-leku. Dziś zaś publikuję recenzję z efektami końcowymi, jakie udało mi się uzyskać. 




Odżywka do rzęs wyglądem bardzo przypomina mi tego typu produkty. Srebrne opakowanie z kałamarzem zakończonym dość precyzyjnym aplikatorem. Ot taki standard, bo chyba nie da się wymyślić nic oryginalniejszego. 
            

Podstawowym składnikiem pobudzającym rzęsy do wzrostu jest kontrowersyjny bimatoprost, czyli syntetyczna substancja stosowana jako lek obniżający ciśnienie w gałce ocznej. Oczywiście stężenie w kosmetykach jest dużo, dużo mniejsze, bo wynosi 0,003%, więc teoretycznie nie powinny wystąpić takiej objawy jak po używaniu Lumiganu - najpopularniejszego leku na jaskrę. Chodzi o przekrwienie gałki ocznej, świąd czy opuchlizna. Na szczęście nie dorobiłam się żadnego ze skutków ubocznych, ale też wiedziałam, że mam używać wszystkiego z ostrożnością.

Jak to w przypadku wszelkiej maści odżywek do rzęs, które dane było mi stosować, największy przyrost otrzymały włoski rosnące w kącikach. Natomiast nie stały się one przerośnięte i liche, co czasem mi się zdarzało przy zbyt intensywnym użytkowaniu preparatu. Aby uniknąć chamskich efektów, Revive Lasheh stosowałam co drugi lub trzeci dzień. 

Podczas całej kuracji, nie odnotowałam nagłego wypadania rzęs, co miało miejsce przy używaniu Revitalash. Wtedy chodziłam z dużymi ubytkami i czekałam na wyrośnięcie nowych rzęsek. Przyznam się, że nie było to estetyczne, ale żyłam w przekonaniu, że tak ma być. To była niepoprawna reakcja. 




Podrasowywanie zaczęłam tuż po przyjściu Zosi na świat, więc w całym tym zamęcie zapomniałam zrobić zdjęć "przed". Jednak coś udało mi się znaleźć i żeby mieć zobrazowanie, jak wyglądała moja naturalna bariera oczu w trakcie ciąży, zapraszam TUTAJ

Teraz całość wygląda tak. Rzęsy nie są przerośnięte i wyglądają zupełnie naturalnie. Ładnie się zagęściły i nie ma żadnych prześwitów. Nic się nie plącze i nie wygina. Włoski są sprężyste.  Oczy nie piekły, nie swędziały, nie doznały żadnego podrażnienia. To samo tyczy się powiek. 


Różnobarwność tęczówki mam od urodzenia i nie jest ona wynikiem stosowania odżywek. Swoją drogą, jak mam określić kolor oczu :D?

Jak używać takiej odżywki?

Osobiście stosowałam ją na noc, tuż po wieczornym demakijażu. Po prostu tak było mi najwygodniej. Poranna aplikacja byłaby niewykonalna, bo po przebudzeniu priorytetem staje się Zoś. Tak jak wspomniałam wyżej, linię rzęs smarowałam preparatem co drugi lub co trzeci dzień. Dzięki temu organizm nie dostał zbyt dużego hormonalnego szoku i nie zaczął nadprodukcji. Dlatego też w przeciągu tych trzech miesięcy nie dorobiłam się plątających mutantów.

Przy tego typu kosmetykach należy być nieco ostrożniejszym. Aplikacja powinna być bardziej precyzyjna, bo w końcu mam tylko jedną parę oczu.

Gdy zaczyna się coś dziać, warto odstawić preparat na kilka dni. Gdy reakcja ponownie się powtórzy, należy odpuścić. Z takimi rzeczami nie warto eksperymentować i lepiej wykonać próbę uczuleniową.

Blanka

17 komentarze:

  1. ja chyba nieprędko sięgnę po tego typu kosmetyk, po jednym z nich jak skończyłam kurację strasznie zaczęły wypadać mi rzęsy, na szczęście teraz jest już ok, ale wszelakich odżywek do oczu już się wystrzegam

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie zaczęłam testować serum do rzęs. Mam nadzieję że doczekam się tak samo pozytywnych efektów jak ty :)
    Myślałam że tylko ja mam takie dwukolorowe oczy ale widzę że nie jestem jedyna :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Próbowałam wieeelu, za każdym razem kończy się pieczeniem i płaczem... moje oczy bardzo nie lubią wszelkiego rodzaju odżywek do rzęs.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z natury mam długie rzęsy, a jak pomaluje to już w ogóle.. Ale tak czy siak kiedyś chętnie skuszę się na taką odżywkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj u mnie nie sprawdzają się tego typu produkty

    OdpowiedzUsuń
  6. ja używam olejku rycynowego...tylko na dłuższą metę jest on uciążliwy

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba muszę spróbować. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje dobrze reagują na takie odżywki,pilnuję tylko,żeby robić przerwy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ładnie rzęsy podrosły. Swoją drogę różnobarwność tęczówki też mam od urodzenia i zawsze nie wiem co mam wpisać w kolorze oczu czy zielone czy niebieskie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po co określać kolor oczu? Są po prostu.. Twoje, niezwykłe i bardzo ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, muszę wypróbować. Stan moich rzęs woła o pomstę do nieba. Fajnie, że nic nie piecze w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Efekt naprawdę dobry :) Wiele słyszałam o tym produkcie, jednak efekty to efekty - i nie ma co się spierać - wg mnie produkt dobry :)

    Ps. Co z wyniczkami?:(

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajny kosmetyk, mi również przydałaby się taka odżywka, ponieważ mam teraz doczepiane rzęsy i zapewne po zdjęciu będę miała marne :( Dziękuję za recenzję, pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam zaufania do produktów tego typu, ale może wypróbuję Twój sposób, czyli stosowanie co 2-3 dni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Taka częstotliwość jest dobra i też przynosi efekty :)

      Usuń
  15. Właśnie wykończyłam to serum, u mnie efekt był super. Też bardzo uważałam, aby nie skapnęło nic do oka, początkowo smarowałam codziennie, a potem właśnie co 2-3 dni. Zero skutków ubocznych w postaci bólu, pieczenia czy łzawienia.

    OdpowiedzUsuń