Miya Cosmetics czyli nowa marka idąca z duchem czasu

             
Hello!

                     
Jest geometryczne serce, są hasztagi i są pastele. Pastele kreują opakowania, hasztagi tworzą nazwy, a serce przypominające prostą "zawijną" obrazuje logo nowej marki, która niedawno wbiła na nasz rynek. Na razie są tylko kremy, ale mam nadzieję, że za jakiś czas oferta ulegnie rozszerzeniu, bo moje wrażenie jest tak pozytywne, że czekam na nowe jak dziecko na Mikołaja.  



4 kremy nazwane myWONDERBALM o naturalnych składach, dużej pojemności i bardzo, ale to bardzo przystępnej kuszą bardziej niż wąż Ewę w Edenie.

Wersja żółta to Hello Yellow, nawilżająco - odżywczy krem do twarzy z masłem mango.
Wersja różowa to I Love Me, odżywczy krem do twarzy z olejkiem z róży.
Wersja niebieska to Call Me Later, regenerująco - odżywczy krem do twarzy z masłem shea.
Wersja zielona to I'm Coco Nuts, intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym.

Obecnie kończę I Love Me i to o nim napiszę dziś kilka słów, bo po blisko dwóch miesiącach codziennego używania, mogę coś wyskrobać na jego temat :)


Krem ma treściwą, a zarazem jedwabistą konsystencję, którą świetnie rozprowadza się po twarzy. Zbita i bogata formuła pod wpływem ciepła palców, szybko staje się delikatna. Rankiem używam mniejszą ilość, zaś wieczorem nie szczędzę i ładuję grubą warstwę.


myWONDERBALM spisuje się świetnie w każdym aspekcie, bo cudownie nawilża i natłuszcza cerę, jednak mimo kilku olejów w składzie nie pozostawia tłustej warstwy, przez co dobrze sobie radzi w roli bazy pod podkład. Twarz po dłuższym użytkowaniu dostała dość dużego kopa (w pozytywnym sensie) i nawet sezon grzewczy nie rozregulował pracy gruczołów łojowych. Jestem pod wrażeniem, bo gdy zaczynały grzać grzejniki, moja skóra wariowała. A tu proszę, w tym roku nic, a nic. Bogactwo natury zamknięte w tubce nie zapchało porów, nie uczuliło. Twarz jest jędrna, gładka i rozpromieniona. Nie jest to też jednorazowy efekt, bo ten stan utrzymuję się już od dłuższego czasu.


Zapach róży nie jest moim ulubionym, a w nadmiarze kojarzy mi się z trumienną wonią. Na szczęście w tym wydaniu bukiet róż jest bardzo subtelny i nieprzesadzony. Nuty są żywe, a nie stłumione. Przez to nie mogę się doczekać aż otworzę wersję kokosową, bo ten owoc (orzech) lubię najbardziej jeśli chodzi o zapach :)
               

Niby kremy są uniwersalne i można nimi smarować wszystkie partie ciała, to ja jednak skoncentrowałam się tylko na pielęgnacji twarzy, bo po prostu szkoda mi nakładać kosmetyk na nogi :) Od tego mam inne produkty.

Skład każdego z nich jest naturalny i nie znajdziemy w nich PEG-ów, silikonów, olei mineralnych, parafiny czy glikoli. Zamiast tego znaleźć można olej z róży, olej z orzeszków makadamia, olej sezamowy, olej słonecznikowy, ekstrakty z alg oraz witaminę E, która genialnie wpływa na rozświetlenie mojej cery, co nieraz udało mi się zaobserwować.

Kolejną rzeczą o której muszę wspomnieć to cena. Tubka o pojemności 75 ml kosztuje 29,90 zł. Na prawdę rzadko widuję bardzo dobry jakościowo produkt za stosunkowo niskie pieniądze i dużą gramaturę.


Ok, muszę się też przyznać, że nie lubię kolorów. Moja szafa w dużej mierze składa się z białych i czarnych ubrań. Mieszkanie również przeplata się bielą, czernią i szarościami. Ot taki kanon barw całkowicie mi odpowiada i dobrze się w nim czuję. Jednak opakowania, a raczej ich pastelowa kolorystyka całkiem do mnie trafiły i jakoś nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak jest. Nawet żółty jest ładny, a tego koloru szczerze nienawidzę.

I Love Me: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Decyl Oleate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Stearic Acid, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Helianthus Annuus Seed Oil, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol.
I’m Coco Nuts: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamalaldehyde.
Call Me Later: Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetyl Alcohol, Glycerin, Decyl Oleate, Panthenol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Phenoxyethanol, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil Unsaponifiables, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance).
Hello Yellow: Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Decyl Oleate, Glycerin, Potassium Cetyl Phosphate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Panthenol, Phenoxyethanol, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Triethanolamine, Xanthan Gum,
Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


A Wy jaką wersję chciałybyście wypróbować?

Blanka

37 komentarze:

  1. Same dobre opinie o nich czytam i muszę wypróbować :D chyba najchętniej wersję Call Me Later.
    Wcale nie dziwię Ci się, że wygląd Ci odpowiada. Są proste i ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już widzę kilka osób o nich pisze, a sama kolorystyka zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja używam różowej wersji i uwielbiam. Super jest i już! Mam ochotę na żółtą bądź niebieską ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żółty i różowy chętnie bym wypróbowała :) moja zawartość szafy jest głównie czarna, poza tym też ostatnio stawiam na biel, czasem na szarość, ale te tubeczki są śliczne ;) ja z kolei zielonego koloru nie lubię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarne jest fajne, bo uniwersalne :D Zielonych rzeczy nie mam w ogóle, fuj! Heh

      Usuń
  5. czytałam już trochę o tych kremach i przyznam, że ciekawią mnie wszystkie wersje :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem fajnie wyglądają te kremy, chętnie bym wypróbowała :) kolorystyka naprawdę całkiem przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Umieściłam na mojej liście must have :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niby mam już tyle kremów do twarzy, ale te strasznie mnie kuszą :D Najchętniej wypróbowałabym je wszystkie, bo już same opakowania mają piękne odcienie i cieszą oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, pamiętaj, Twoje szafki są w stanie pomieścić więcej niż Ci się wydaje!

      Usuń
  9. Ten żółty byłby dla mnie idealny:)Kolorowe opakowania strzał w 10:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najbardziej bym chciała wypróbować wersję kokosową :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam, że pierwszy raz spotykam się z firmą. Wpadł mi w oko I’m Coco Nuts, chyba ze względu na to że kocham wszystko co jest związane z kokosem! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, ten zapach albo się kocha, albo nienawidzi :)

      Usuń
  12. Różowa, zdecydowanie różowa :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wersja z mango i kokosem :), na pewno będę musiała wypróbować :D.

    OdpowiedzUsuń
  14. wyglądają ciekawie, ale żadna wersja nie jest dla mnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. Skuszę się na wersję różaną :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale mnie te kremy skusily opakowania mają bardzo fajne i eleganckie. No jestem ich ciekawa :) obserwuje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ze względu na zapach i działanie, wersja kokosowa, natomiast żółta ze względu na zapach. Ciekawa jestem jednak najbardziej tej wersji z kokosem, wueilbiam ten aromat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham kokos, ale najpierw poszła w ruch wersja różana :)

      Usuń
  18. I`m Coco Nuts kusi mnie najbardziej właśnie przez zapach :D

    OdpowiedzUsuń