Kłamstewka blogerek urodowych

         
Hello!
               

Dziś piszę posta jako zwykły obserwator blogów kosmetyczno - urodowych i nie tylko, bo co nieco wspomnę również o vlogerkach, te też mają za uszami. Długo głowiłam się nad konkretnymi przypadkami, tak aby je uogólnić i nikomu nic nie wypomnieć/przytknąć. Nie chcę bowiem wynosić prywatnych sympatii i antypatii. 


Pierwszym i jak dla mnie najbardziej rażącym kłamstwem jest...

... "złożyłam zamówienie". Aha... Zapewne towar został przez blogerkę opłacony, a w tekście znajduje się mnóstwo linków z przekierowaniem do sklepu z którego pochodzi dana rzecz. Mam tutaj na myśli wszystkie chińskie sklepy oferujące ubrania, ale nie tylko. 

Kolejną ściemą, której nie mogę strawić, to zaniżanie swoich rozmiarów. Niektóre dziewczyny pokazują w obiektywie jedynie swoją facjatę, po której ciężko określić resztę sylwetki. W filmikach chwalą się, że noszą taki, a taki rozmiar. Niestety rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, gdy tę osobę widzi się na żywo. W każdym przypadku zamiast L wyskakiwała mi mocna XXL. Zastanawiam się czy na serio jest tak ciężko przyznać się, że jest się większym niż się  danej osobie wydaje. Metka z ubrań nie jest dobrym wyznacznikiem, bo czasem mogłabym powiedzieć, że jestem M, a to nieprawda. 

"Po miesiącu używania..." Taaa, a kosmetyk został pokazany jako gift ze spotkania, które odbyło się dwa tygodnie wstecz. Jestem wzrokowcem i mam dobrą pamieć do szczegółów, więc takie akcje u mnie nie przejdą. 

Blur i retusz do potęgi, to coś co również mnie razi. Jasne, można usunąć znamię, krostki i inne rzeczy, które poniekąd psują efekt końcowy. Mimo tego uważam, że przesadzenie z nadmiernym korygowaniem jest nie na miejscu, bo fajnie widać jak wygląda podkład na twarzy w rzeczywistych warunkach. Nikt z nas nie wychodzi z domu po wcześniejszym poddaniu się grafikowi. 


"Nie biorę barteru...". Śpiewka tak stara, jak stara jest blogosfera. Jeśli ktoś mówi, ze nie bierze, a na blogu/instagramie pokazuje, co przysłała mu agencja rozsyłająca różne rzeczy z danej kampanii, jest dla mnie skreślony. Krzyczycie, że trzeba się szanować i cenić swój czas pobierając za recenzję mnóstwo kasy, a same robicie coś innego za krem/błyszczyk warty 10 zł :)

Przetestowanych 10 kremów i dwa sera, a to wszystko w przeciągu jednego miesiąca. Super, tylko na jakiej podstawie zostały spisane obserwacje, skoro ja zużywam jeden krem około 2 miesięcy. Fenomenu pisania recenzji po jednym użyciu nie zrozumiem nigdy, a takiej blogerce dziękuję. 

Generalnie więcej nic mnie już nie razi i nie drażni. Jednak te wyżej wymienione kłamstewka powodują, że szybko robię unfollow :) 

A co Wam najbardziej przeszkadza?

Blanka

95 komentarze:

  1. Świetny tekst :D Mnie akurat to "złożyłam zamówienie" tak nie razi, ale jak słyszę/czytam "kupiłam" to już coś mnie nosi ;-)
    Natomiast śmieszy mnie, kiedy jest akurat kampania na jakiś konkretny kosmetyk i nagle "zupełnie przypadkiem" kilka blogerek/youtuberek "odkrywa" dokładnie ten sam kosmetyk i są tak "zakochane", że koniecznie muszą mu poświęcić osobny wpis lub filmik :D W tym samym czasie.
    A totalnego bana mają u mnie blogi dziewczyn, które potrafią trzy razy w miesiącu odkryć swój podkład (krem/serum/cokolwiek) idealny. Takie wciskanie kitu to branie czytelniczek za idiotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa, zapomniałam o tym napisać. Jak mogłam! Dobrze, że jesteś i piszesz to za mnie :D

      Usuń
    2. A ja zapomniałam podziękować Ci za otwarte pisanie o takich sprawach :-) Ilość lukru w blogosferze i przymykanie oka na dziwne zagrania jest porażająca, dobrze, że Ty nie boisz się odezwać :-)

      Usuń
    3. pozwolę się nie zgodzić co do niektórych punktów. Przede wszystkim zdjęcia! Twarz trzeba blurować, bo jak się robi zdjęcie w naturalnym oświetleniu (bez studia/lamp gwarantujących ten ładny gładki efekt) aparat robi nam na twarzy full HD, czyli podkreśla na twarzy każdy por. I tego absolutnie nikt nigdy gołym okiem nie zauważy, co widzi aparat przy zbliżeniu na twarz.
      Co do barteru mam wrażenie, że chodzi o dwie różne rzeczy: pokazywanie w sm nowej paczki to nie jest to samo, co przygotowywanie recenzji na blogu. Pokazane produktu nie jest poleceniem go, uznaniem za wart zakupu. Zamieszczenie recenzji ze zdjęciami, z makijażem lub swatchami to już zupełnie inna para kaloszy, wymaga nakładu pracy, czasu i zajęcia stanowiska czy produkt rekomenduje czytelnikom czy nie. jeśli ktoś nie recenzuje za barter, nie robi sesji produktowych czy makijażu, to nie znaczy, że nie pokazuje produktu wcale.
      ... a krem zużywam w miesiąc :D

      Niemniej rozumiem, czemu napisałaś ten tekst, ilość bzdurek w sieci jest ogromna, natomiast mam wrażenie że to i tak nic w porównaniu z tym co wypisują urodowe portale :D

      Usuń
    4. Mi nie chodzi o wrzucanie fot na insta przedstawiających kosmetyki, które dotarły od marki. Pisząc o barterze miałam na myśli rozliczanie się.

      Ilona, ale blur zrobiony umiejętnie wygląda dobrze, a ja miałam na myśli takie hmm byle jakie rozmycie, które robi z twarzy plamę, a nie twarz. To zjawisko widać na potęgę, bo mało kto potrafi perfekcyjnie posługiwać się programem do obróbki zdjęć.

      Usuń
  2. Produkt oczywiście trzeba przetestować dłużej niż miesiąc. Co do darów losu, to często przychodzą niezapowiedziane a firmy również bardzo często nie wymuszą recenzji tych produktów. Uważam, że pokazanie chociaż zdjęcia na fanpage czy urywku na Snapie jest jednak w dobrym tonie. Co innego wpis za barter. Tak poza tematem to, czekam na disqusa u Ciebie na blogu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... pomijając wyżej wymienione punkty ja mam ostatnio wielki problem z jedną rzeczą - rzadko spotykam wartościowe recenzje. Dziewczyny piszą o tym jaki ładny jest produkt, jak ładnie wygląda na półce, pokazują szminkę w opakowaniu w 15 idealnych stylizacjach na wyczesanych zdjęciach, a z opisu nie można dowiedzieć się niczego. Nie ma swatchy, nie ma efektu na twarzy czy na ustach. Nie ma rzetelnego opisu, składu. No nic poza ochami i achami no i wypasionymi zdjęciami nie mogę się z tych "recenzji" dowiedzieć. Wracamy do starożytności i posługiwania się pismem obrazkowym. Nie wiem czy faktycznie już nikomu nie chce się czytać recenzji czy ja takim dinozaurem jestem. Lubię mieć pokazany cały produkt jak krowie na rowie, a nie artystycznie uchwycony różek w kwieciu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej pooglądać ładne obrazki niż poczytać wartościowy tekst. Zresztą, niektóre dziewczyny wrzucają jedynie informacje z presspacków, które wysyła im agencja. Zero swojej inwencji.

      Co do składów... Sama na początku się tym nie interesowałam. Dopiero po czasie zaczaiłam o co chodzi. Mimo tego, są popularne blogerki, które nie rozróżniają sls od silikonów :)

      Usuń
    2. W sumie po co się pocić i pisać elaborat jak można wstawić 3 zdania, 12 fotek i jeszcze mieć więcej lajków ;) taki sarkazm of course :)

      Usuń
    3. A te 3 zdania to "kopiuj ---> wklej" :D

      Usuń
    4. o to to! nie znoszę, gdy ktoś zamiast dwóch słów od siebie zamieszcza opis producenta na pół strony. To lenistwo!

      Usuń
    5. Pójście po najniższej linii oporu.

      Usuń
  4. Właśnie przez to, że niektóre dziewczyny robią każdemu zdjęciu retusz, to gdy pokazałam na blogu zdjęcie koreańskiego BB, to dostałam komentarze typu 'ale zniszczona twarz' czy 'ale blizny'. Nagle człowiekowi się odechciewa po prostu dawać powodu do komentarzy, bo przecież prościej calutką skórę wygładzić nawet, jak dany podkład nie jest mocno kryjący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja załamuję ręce, jak widzę NIEUMIEJĘTNIE pojechaną twarz efektem wygładzenia. Jak już ktoś chce tak robić, niechaj najpierw opanuje tę sztukę, bo ona wcale nie jest łatwa.

      Rozumiem, że każdy chce dobrze wyglądać, ale jeśli chce się być szczerym, to lepiej pokazać rzeczywiste krycie podkładu, który nie jest mistrzem i nie wybluruje nam twarzy.

      Usuń
    2. ja jestem tego zdania ze nie warto tak retuszowac zdjec nakladac takiej maski na twarz bo co do czego to potem okazuje sie ze dziewczyna jest calkiem inna.. nie sztuka jest nałozyc tone makijazu ale sztuka jest pokazanie sie bez niego..

      Usuń
  5. Dobrze że ja nie jestem w żadnym wypadku taka :P ja tam nie retuszuje moich piegow ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje piegi są najsłodszymi w całej blogosferze! :)

      Usuń
  6. W tym pierwszym wypadku nie masz do końca racji, ponieważ w przypadku niektórych współprac firmom zależy jedynie na umieszczeniu linku, a produkt kupiony jest we własnym zakresie;) choć z tymi chińskimi to nie wiem jak jest bo zawsze im odmawiam;) U mnie jest wszystko czarno na białym bo pokazuję nowości i wyszczególniam co kupiłam, a co dostałam;) Ja najchętniej opisuję produkt po zużyciu. Z niektórymi to niestety nawet nie nadążam z opisywaniem bo przykładowo balsamy i żele pod prysznic zużywam bardzo szybko i jeszcze chyba mi się nir zdarzyło żeby jakiś wystarczył mi na cały miesiąc :O najcześciej to niestety 2 tygodnie i po produkcie. Moze to dlatego, że jak już czegoś używam to regularnie. A jak używam czegoś z pielęgnacji niedługo to zawsze zaznaczam, że jest to pierwsze wrażenie. Ja nie lubię jak ktoś daje recenzję na 1-2 zdania bo niewiele można się z tego dowiedzieć i chyba to mnie najbardziej wkurza. Sorry, ale taką opinię to każdy moze napisać. Kiedyś widziałam Arcy ciekawy przypadek. Ktoś napisał, że czeka na przesyłkę od danej marki, a 4 dni pózniej juz była recenzja. Załamka. Niebardzo rozumiem tez jak ktoś używa na raz tuzina odżywek czy szamponów do włosów jednocześnie, a potem każdy z osoba ocenia. Trochę nie wiem na jakiej podstawie bo jak się tyle na raz używa to już trudno rzetelne ocenić co daje efekt wow.
    Ja kolorówki często nie pokazuje na sobie i wiem, że moze lepiej byłoby pokazać, ale np najcześciej nie potrafię miarodajnie odzwierciedlić efektu i jak mam dawać byle jakie zdjęcie, na którym i tak za wiele nie widać to wolę się skupić na szczegółowym opisie wrażeń. Zresztą mnie osobiście nigdy nie pomogło zdjęcie makijażu na czyjejś twarzy. Przeciwnie - najcześciej spowodowało moje mylne wyobrażenie o produkcie. Zwłaszcza gdy ktoś ma super sprzet i twarz wydaje się wręcz idealna. A potem zakup i rozczarowanko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorka, że to powiem, ale dziwię się, że są tak naiwne blogerki, że kupują produkt we własnym zakresie a później umieszczają linki dla firmy... Chyba, że mają z tego inne korzyści :)

      Usuń
    2. Z tym "zamówieniem" chodzi mi o jedna z najpopularniejszych vlogerek. Ona notorycznie ładuje filmiki z chińszczyzną "zamawiając" ciuchy dla całej rodziny, kotów, psów i Bóg jeszcze wie kogo.

      Usuń
    3. haha, to ja nie wiem o kogo chodzi, poza AdBusterem nie oglądam nikogo z vlogerów:)

      Usuń
    4. Ale ja czegoś tutaj nie rozumiem, skoro w niektórych współpracach firmom zależy jedynie na umieszczeniu linku, a blogerka sama kupuje produkt we własnym zakresie to jaka to współpraca o której Pani pisze? Już widzę jak te blogerki same z siebie za free reklamują dany sklep. Pytam odnośnie komentarza Pani Eweliny K. Ja rozumiem, że ktoś może chcieć się czymś pochwalić, że zakupił tego i tylko tego np. maca czy coś podobnego i już "klei" linka, ale to niezwykle rzadkie, a Pani mówi chyba o czymś innym tutaj. Alizz

      Usuń
    5. Nie mam tutaj na myśli linkowania za free. Współpraca to zawsze coś w zamian, ale niekoniecznie przedmiot recenzji.

      Usuń
  7. Ja właściwie tylko się z pierwszym nie zgodzę. Miałam kilka takich współprac, że np. otrzymałam bon na jakąś kwotę, robiłam normalne zamówienie i opłacałam tym bonem ze współpracy. Chyba nie skłamałam wtedy pisząc "zamówiłam".

    Ja siebie i swojej twarzy na blogu za bardzo nie pokazuję, więc w tej kwestii chyba nie kłamię. Moim małych grzechem może być brak zdjęć kosmetyków kolorowych na mnie (piszę o nich dość rzadko), bo... nie umiem robić takich zdjęć, mam wrażenie, że zawsze są niewystarczająco ostre itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale też nie płaciłaś za to. Dla mnie zamówienie to coś, co opłaciłam sobie sama z własnej kieszeni. To tak gwoli ścisłości :)

      Usuń
    2. Nie płaciłam. Jednak składałam zamówienie = zamówiłam.

      Usuń
    3. A właściwie to płaciłam. Bonem, który otrzymałam za wykonaną pracę:)

      Usuń
    4. Uważam, że to bez różnicy czy daną rzecz dostajemy wprost za darmo, czy też drogą krętą poprzez bon, jeśli nie płaciliśmy za nią to zawsze jest to jakiś prezent/dar coś na co nie wydaliśmy i nie ma tutaj co naciągać i wybielać rzeczywistości. Proszę wierzyć, czytelnik wyłapuje takie rzeczy i swoje pomyśli, a pół rzeszy kwiczących z zachwytu blogerek i tak nic nie kupi, będą czekać kiedy same coś dostaną. Alizz.

      Usuń
    5. Czyli załóżmy, że pracujesz w sklepie odzieżowym. Wykonałaś tam jakąś dodatkową pracę, jednak Twoim wynagrodzeniem jest bon do tego sklepu (wiedziałaś o tym od początku i się zgodziłaś). Poszłaś do sklepu, wybrałaś spodnie i "opłaciłaś" je tym bonem. Powiesz, że kupiłaś sobie spodnie czy też, że dostałaś spodnie w prezencie/darze?

      Usuń
  8. Mnie razi nadmierny photoshop. Widać go, nie wygląda ładnie, po co to komu. Rozumiem, niedoskonałości też usuwam, nikt nie chce widzieć pryszcza na pół twarzy, ale płaskie wygładzenie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja sama nie należe do tych najszczuplejszych blogerek. No ale cóż, czy ktoś powiedział, że nieco grubsza osoba nie może spełniać swoich pasji?
    Jednak tak jak napisałaś - nie kryję swojej figury. Można to zaobserwować na moich zdjęciach. Staram się bardziej pokazać, że nasza figura nie powinna być przeszkodą do spełniania własnych marzeń.

    Z drugiej strony, nie widze nic złego w tym, że bloger podejmuje współprace o tyle, o ile sa one uczciwe i rzeczywiście szczere. Sama nie lubię byle czego i lizania dupci, aby tylko utzymać współprace.
    Nie!
    Sama skrytykowałam parę produktów, które zamówiłam. Pisałam wszystko szczerze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie :) Podaję swoje wymiary i wagę na blogu, walczę z dodatkowymi kilogramami i mówię o tym otwarcie. Jednak nigdy nie przyszłoby mi na myśl napisać, że ważę 50 kg, po czym przyjść na jakieś spotkanie i zaskoczyć wszystkich...

      A czy ja napisałam, że współprace są złe? Mi chodziło o to, że dziewczyny mówią, że nie współpracują za barter, a rzeczywistość okazuje się inna :)

      Usuń
  10. Kilka z Twoich punktów trafiają w samo sedno i dotyczą kwestii, których i ja toleruję. Na swoim blogu piszę własne, szczere recenzje do których zdjęcia robię sama - nie są ona tak piękne jak na niektórych blogach, ale są moje i myślę, że dobrze pokazują dany produkt.
    Co do barteru to na nim opieram moje współprace ze względu na to, że założyłam bloga nie dla zysku a dla samej przyjemności blogowania i poznawania innych interesujących i wartościowych blogów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nigdzie się nie wypierasz, że nie współpracujesz barterowo jak niektóre dziewczyny :)

      Usuń
  11. Chyba najczęstszą ściemą z którą się spotykam przeglądając blogi jest określenie czasu testowania - a najśmieszniejsze jest, gdy jest to jakaś duża kampania i produkty dostarczane są do wielu osób w jednym dniu, a za kilka dni jedna z dziewczyn wydaje opinię o tym produkcie..
    Mnie drażnią materiały prasowe - biję się w pierś, że ja też to udostępniałam przez dłuższy czas i sama nie wiem jak ja mogłam to robić i zaśmiecać stronę nic niewartymi pierdołami.. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślą, że tego nie widać :)

      Też wrzuciłam ze dwa razy jakieś materiały prasowe, ale to było na samym początku, a wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej.

      Usuń
    2. Chyba było tak z Tisane, bo otrzymałam balsamiki i Pani która wysyła, informowała, że przesylki będą nadawane wtedy i wtedy, a ze 4 dni później fala recenzji...Zdziwiłam się..że już tyle osób po testach, albo ja jestem za murzynami...

      Usuń
  12. Przyznam, że jeśli zdarzy się coś otrzymać to właśnie na tej zasadzie barterowej. Zawsze wtedy zaznaczam, że dostałam to od firmy do przetestowania i daję konkretny link. Nie oznacza to jednak, że piszę ochy i achy, bo jeśli coś mi nie pasowało to jasno to zaznaczyłam.
    Czasami nie wiem jak rozumieć takie stwierdzenia jakie określiłaś odnoście do tego punktu - w takim sensie, że sama współpraca jest zła czy tylko sposób w jaki się ją potem przedstawia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że barter jest zły. Są jednak wśród nas - blogerek, takie osoby, które krzyczą, że taka forma współpracy nie jest dobra, a same tak robią. To się nazywa hipokryzja.

      Usuń
    2. Oj tak, masz rację. I to jest wkurzające, łatwo to wyczuć.

      Usuń
  13. Ja też się zastanawiam czasami skąd się biorą tak szybko niektórym denka. Ja mój krem do twarzy wykańczam już trzeci miesiąc :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami denko to kolekcja zużyć z kilku miesięcy :)

      Usuń
  14. Z tym zaniżaniem swojego rozmiaru to juz lekka przesada, to tak jakby blogerka wstydziła sie sama siebie! A bywaja takie które twierdza ze zmieszczą sie w 36 a w realu widać ze to z jakieś 46(Hahaha) albo na innych niekorzystnych zdjęciach. myśle ze takie osoby to chyba żyją w dwóch rożnych światach. Jeden ten taki idealny dla wszystkich z blogosfery a drugi taki prawdziwy realny, w ktorym to ta pierwsza sfera zbytniego dostępu nie ma. To co tam mozna pokłamać. Swietnie to wszystko ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ja się nie wstydzę swojego ciała, jednak sama nie do końca dobrze się w nim czuję, więc robię co mogę, aby było lepsze :)

      Usuń
    2. Boże, a ja chcę przytyć z 5 kg:(

      Usuń
  15. W pełni się z Tobą zgadzam :) Większość blogerek i vlogerek traktuje swój blog wyłącznie jako biznes. Nie liczy się prawda a kasa.
    Niedawno pewna firma zaproponowała mi pieniądze za usunięcie jednego z postów :D Nigdy w życiu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też miałam taką propozycję. Pana nie było stać na taką usługę :D

      Usuń
  16. Hihi - no to ja jestem najszczerszą osobą pod słońcem w takim układzie :D Nie spodziewałabym się xD

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie prócz tego co Ty napisałaś drażni jeszcze, jak blogerka pisze posty, ale w ogóle nie odpowiada na komentarze czytelników. Po co w ogóle umieszczać możliwość komentowania, jeśli się na te komentarze nie odpowiada?
    To z tymi 10 kremami i serami w miesiącu trafiłaś w samo sendo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, mi też się czasem zdarzy, że nie odpiszę, bo puszczę post,a potem gdzieś idę lub robię inne rzeczy. Później zapomnę. Niemniej jednak staram się odpisać.

      Usuń
    2. Czasami aż nie chce się odpowiadać na komentarze kiedy wprost widać, że ktoś się w ogóle nie zapoznał z tekstem. Ktoś pyta o dany aspekt, mimo iż jest on dokładnie opisany.

      Usuń
    3. To jest akurat prawda. Czasami nie chce się odpowiadać. Ostatnio pisałam, że produkt mi się nie sprawdził i napisałam to dość wyraźnie. Duża część osób napisała, że musi wypróbować ;)

      Usuń
  18. a ja tam swoich fotek w ogóle nie poprawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozjaśniam, bo mam za ciemny obiektyw :)

      Usuń
  19. Mi bardzo nie podoba się recenzowanie np. pędzli z chińskich stronek i wmawianie, że to są pędzle jakiejś droższej marki (a są to podróby). I jeszcze zamiast powiedzieć , że to są PODRÓBY to ciągle mówią, że to są pędzle danej marki, ale z chińskiej stronki. Strasznie nie lubię podrób. A druga sprawa to trochę się dziwię takiemu zamawianiu kosmetyków do twarzy z Chin . Przecież tam obowiązują zupełnie inne standardy jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Ja bym się bała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, pędzle RT i ich podróby... Ja nie mam sił do wiecznego trąbienia, że kupowanie podrób to okradanie właściciela z jego pomysłu, wykupionej licencji itd. itp.

      Mistrzem "zakupów" chińskiej tandety jest Karolina ze Stylizacji. Dostaje bony i zamawia jak popadnie - 80 szminek z czego 30 wygląda jak MAC, 150 palet do konturowania, 380 palet cieni. Nieważne czy dobre czy nie, ważne, że za darmo. A potem na jej kanale widnieje 1000 filmików o słabej treści.

      Usuń
  20. Właśnie trwa kampania, która widzę na X blogu. Jedna z blogerek ' właśnie się na nią skusiła ' i co najlepsze dokładnie na ten sam zestaw, który był wysyłany ;) Przypadek? niesondzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest kampania Mincera aktualnie :)

      Usuń
    2. Widziałam na Instagramie :) Ja się "nie skusiłam" :D Powód prosty - nikt mnie nie pytał czy chcę :D A tak na serio, pokończyłam kremy, których używałam i w końcu mogę używać tych, które kupiłam na targach w kwietniu. Dobrze mi z tym :)

      Usuń
    3. Starter jakiś hybryd też zaczyna się pojawiać "na salonach" xD

      Usuń
  21. Zgadzam się z Tobą w 100%, najgorsza rzecz dla mnie to tekst typu "klikniesz mi linki?" serio? Jak można upadać tak nisko. Blog powinniśmy traktować jako hobby, a nie jako maszynkę do zarabiania kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie te komentarze nie mają prawa bytu.

      Usuń
  22. W tych czasach często można spotkać się z tym, że ponad jakoscią przeważa ilość... Dla statystyk, większej ilosci wejsć.. no, ale cóż - każdy sam decyduje o swoim życiu i postępowaniu. Choć osoby z dużą iloscią ufających im czytelników/widzów powinny, jednak bardziej uważać z wyrażanymi przez siebie opiniami - ale też osoby czytajace na wszystko powinny brać poprawkę i być mądrzejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że szary człowiek, który za bardzo nie wie z czym się je blogowanie, nie wyłapie takich rzeczy.

      Usuń
  23. Ja staram się mieć dystans do tego, co kto mówi/pisze, bo jednak jesteśmy tylko ludźmi. Irytuje mnie za to niesamowicie ignorancja, bo nie można się uważać za "guru" w jakiejś dziedzinie, jeżeli przekazuje się fałszywe informacje. Tym bardziej, że w czasach "wuja Google" wszystkiego da się dowiedzieć i sprawdzić. Rzetelność moim zdaniem powinna być podstawą, a jej brak trudno zakamuflować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uda mi się czasem strzelić gafę. Na szczęście mam bardzo mądrych czytelników, którzy potrafią mi zwrócić uwagę w bardzo kulturalny sposób :) Poprawię tekst i wszystko gra i buczy, heh!

      Usuń
    2. Nie miałam na myśli gał, pojedynczych błędów czy literówek, bo to każdemu się zdarza ;) Raczej chodziło mi o notoryczne podawanie nieprawidłowych informacji.

      Usuń
  24. Mi ostatnio uciekł jeden obserwator, to Ty? ;) A tak na poważnie to ja też nie lubię jak blogerki kłamią. Denerwuje mnie ta hipokryzja na blogach. Wszystkie niby są szczere do bólu, cenią swój czas i nie uznają barteru, a wychodzi jak wychodzi. Ja, jeśli miałabym kłamać, to wolę w ogóle o czymś nie pisać bo po co mydlić komuś oczy i narażać się na zmniejszenie wiarygodności, na którą pracowałam latami? Żadna kasa i żaden produkt nie jest tego warty ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee, to nie ja :D Właśnie, o to mi chodziło. Wizerunek jest najważniejszy.

      Usuń
  25. Mnie nie razi przedstawianie giftów, promowanie jakiegoś kosmetyku gdy jest kampania. Raczej racjonalnie podchodzę do zakupów i nie kuszą mnie takie akcje. Jednak totalnie nie rozumiem gdy ktoś mówi że kupił/złożył zamówienie gdy dostał. Każdy z nas wie jaka jest prawda więc można to jakoś ładnie ująć bez kręcenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że można :) Co do promowania, ja wrzucę zazwyczaj fotkę na insta , a jak produkt jest dobry, pojawi się jego recenzja :)

      Usuń
  26. dobry wpis .. duzo racji.. Mnie razi tak jak juz wspomniałas rozmiary ktore podaja blogerki i wrecz w ktore probuja sie wcisnac.. widac ze ciuch opina totalnie wbija sie w miejsca gdzie nie powinien wrecz az radzi ze jest za mały ale ona przeciesz nosi rozmiar S..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyśmy oglądały tę samą YTbową panią :D?

      Usuń
  27. coraz więcej jest recenzji z przewagą ślicznych zdjęciem i małym opisem, i o ile lubię dużą ilość zdjęć, to z tak lakonicznych opisów niczego nie mogę się dowiedzieć. poza tym jak widzę niektóre posty z miesięcznym denkiem to się za głowę łapię, no bo jak można zużyć ogromy kosmetyków przez średnio 30 dni w miesiącu? ja przez dwa miesiące tyle nie zużywam.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, śliczne zdjęcia są fajne, bo lubię na nie patrzeć. Sama takich nie potrafię zrobić, więc tyle mam, co luknę do kogoś.

      Denek nie robię od dłuższego czasu, bo aby pokazać coś sensownego, musiałam zbierać śmieci przez długi, długi czas. Obecnie nie mam warunków, aby robić z mieszkania wysypisko.

      Usuń
  28. Recenzje po kilku dniach stosowania są najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Cześć! Rzadko komentuję, ale jestem :D Zgadzam się z postem. Ja akurat ostatnio więcej jestem na YT niż na blogu, bo jednak po YT widzę więcej ruchu, widzę jak zwiększają mi się suby itp., a na bloga nie mam ostatnio aż tak dużo czasu. Ale zdjęcia tylko rozjaśniam i poprawiam kontrast. Na photoshopie się nie znam, więc na twarzy nie robię nic... chyba że mam jakiś wulkan to go trochę rozmyję, żeby nie rzucał się w oczy :P a tak poza tym jednak przy wpisie z podkładem czy czymś takim to lepiej, żeby zdjęcie było jak najbardziej naturalne. Prawda też z rozmiarami ubrań. Ja w sumie nigdy nie mówię jaki mam rozmiar, bo i po co, skoro piszę/mówię o kosmetykach, ale na Meet Beauty było mi bardzo miło jak co któraś osoba mówiła, że jestem znacznie szczuplejsza/drobniejsza na żywo niż się wydaję na filmikach. Ja zdawałam sobie z tego sprawę, bo wiem, że na filmach wyglądam wyjątkowo pucowato (chyba taki już kształt twarzy). To było miło słyszeć :) Ja znów z recenzjami mam tak, że się z nimi nie spieszę :P i czasami używam coś wiele tygodni, a nadal nie mam uczucia, że to już moment na recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Co do tych rozmiarów to sie zgodze :-D na spotkaniach blogerskich zawsze jestem zniesmaczona tym jak ktoś mówi "o to ta kojarzysz.." patrze i patrze no i nie kojarze :-D denerwuje mnie to ze ludzie sie wstydzą tego jak wyglądają. Wystawiają zdjecia wyrtuszowane do bólu, robione pod odpowiednim kątem i filigranowa dziewczyna którą kojarze zw zdjęć w rzeczywistości wyglada zupełnie inaczej :-)

    Co do barteru to sama korzystam i nie kryje sie. Gdyby nie to nie mialabym możliwości przetestowac tak wielu ciekawych produktów :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja nie wstydzę się przyznać gdy coś dostaję, z tym, że nie przyjmuję wszystkiego jak leci. A te wszystkie "szanujące się" blogerki niejednokrotnie biorą wszystko, łącznie "z papierem toaletowym i widelcami" ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jednym punktem poczułam się urażona. Nie popieram barteru i nie zgadzam się na niego. Biorę jednak udział w różnych akcjach, pokazuję kosmetyki z tej akcji na FB/Insta/Pintereście. Tak dostałam je. A opróćz tego firma mi zapłaciła za określone działania w ramach tej kampanii.

    Więc to, ze ktoś pisze, że nie uznaje barteru a później pokazuje produkty z kampanii nie znaczy, że kłamie.

    Agnieszka.

    PS. Celowo nie zostawiam linka do bloga aby uniknąć lawiny maili dotyczących tej współpracy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetne spostrzeżenia! :) Z tego wszystkiego wspólnym mianownikiem jest ściema i jaka by ona nie była to zawsze razi... Nie ma co wciskać ludziom różnych bzdur - prawda zawsze wyjdzie na jaw zarówno z wagą jak i retuszem twarzy :) Pamiętam jak mnie się czepiali ludzie, że retuszuję twarz, kiedy mam syfy na ryju :D Tak btw: przypomniałaś mi o zaległej recenzji pomadek, które mi chinol BPS przysłał hahaha :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Ciężko się z Tobą nie zgodzić, bo w większości przypadków właśnie tak wygląda nasza blogosfera urodowa :P
    Mnie przerażają zbiorcze recenzje kosmetyków z jednej paczki, bo niby fajnie, że krótko i na temat, ale inny jest czas testów peelingu do ciała, balsamu, soli do kąpieli i serum do twarzy, a owe pudełko przyszło do blogerki nie tak dawno...
    Ale mimo wszystko warto dodać, że są jeszcze rzetelne blogerki, które recenzują to, co faktycznie zakupią i starają się przy tym być uczciwe w swoich opiniach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ostatnio przeczytałam 4 recenzje kosmetyków samoopalających, brązujących. Dziewczyna twierdzi, że dwa samoopalacze, które z resztą ja też używam ostatnio, zeszły jej po jednym myciu, bo używa emolientów... :)))

      Usuń
  35. Też mnie zawsze dziwi, jak dziewczyny opisują milion rzeczy w ciągu miesiąca np jeśli chodzi o twarz, ja używam kilku nowych produktów, ale dajmy na to ręce, twarz, ciało- peeling, maska albo krem, tak, żeby zaobserwowac co się dzieje, no ale widocznie nie jestem taka zdolna, żeby użyć wszystkiego i każde ocenić:P
    Jeśli chodzi o napisane, ze się czegoś używa ileś tam to tu jest wyjątek- organizatorki. Sama teraz organizuję spotkanie i napływają paczki- nie będę czekać do spotkania, żeby testować. Od razu się za to zabieram, więc pewnie już dzień dwa po spotkaniu pojawią się recenzje:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Blanka znamy te sztuczki haha 10 kremów to jest hit i wiemy o kogo cho :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Twoją psiapsiółę :D

      Usuń
  37. Az chce napisac "amen" pod wyphotoshopowanymi do granic mozliwosci zdjeciami :/ Ustawianymi Bog jeden raczy wiedziec ile godzin, aby "kompozycja" sie zgadzala, a w tym wszystki sam produkt o ktorym ma byc mowa nagle znika. Dla mnie to porazka i omijam takie blogi szerokim lukiem, chociaz powierzchownie wygladaja na "pro" :/

    OdpowiedzUsuń
  38. Każdy ma różne grzeszki. :) Mi w sumie aż tak bardzo to nie przeszkadza. Wszyscy mają swój sposób na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Zdecydowanie zakłamywanie rzeczywistości jest czyms, co mnie dręczy. po prostu nie znoszę, gdy czytam przykładowo "opis dnia" z dołączonymi zdjęciami i zaczynam mieć depresję, ze mój poranek nie zaczyna się od tak pięknego usmiechu, idealnie poscielonego łóżka i zrobionych brwi zanim sięgnę po kawę. A potem przypominam sobie, że to ściema i już mi lepiej.

    OdpowiedzUsuń