Dieta redukcyjna czyli jak jeść, co jeść, co ile jeść. Co myślę o tabletkach na odchudzanie i o dietach cud

                   
Hello!


Proszę, aby ten post nie został odebrany jako kompendium wiedzy na temat odchudzania. Jestem laikiem, a nie dietetykiem, mimo tego przed ciążą, zredukowałam swoją wagę o 22 kg. Pech chciał, że w ciągu 9 miesięcy przyszło mi 14 kg, co i tak uważam za dobry wynik, bo zawsze mogłam utyć 30 kg i wtedy pojawiłby się o wiele większy problem.


Dwa lata temu ważyłam 90 kg (fak!). W najlepszym momencie osiągnęłam 68 kg (lato 2015), jednak stan ten spowodowany był pewnym ciągiem niemiłych zdarzeń przez które nie miałam ochoty na jedzenie. Stan jaki utrzymywałam to 71 kg przy wzroście 166 cm. Wiem, że za dużo, jednak przy tej wadze wyglądałam bardzo dobrze i tym samym czułam się rewelacyjnie. Jesienią, będąc w 10 tygodniu dowiedziałam się, że na świecie pojawi się Bobas. Od razu zapaliło mi się czerwone światło ostrzegawcze dotyczące jedzenia. Przeszperałam cały Internet i nie dowiedziałam się w sumie nic, poza tym, że trzeba jeść dla dwojga, a nie za dwóch. Obawiałam się, że hormony dają o sobie znać i mimo ograniczeń utyję nie wiadomo ile - wizja 100 kg wciąż spędzała mi sen z powiek. Jadłam z umiarem, w miarę regularnych odstępach. Od czasu do czasu skusiłam się na lody, które były moją jedyną, ciążową zachcianką. Idąc do szpitala, waga pokazywała 86 kg, a po wyjściu aż 81 kg. Liczyłam na dużo większy spadek. Pomyślałam, że jestem świeżo po porodzie, więc utrata masy dopiero się rozkręci. Ehe, na pewno... Tak się nie stało i w ciągu 5 tygodniu zeszły mi zaledwie 2 kg. Jak dla mnie za mało, więc wróciłam do diety redukcyjnej o której Wam dziś opowiem.





Dieta redukcyjna, jak sama nazwa wskazuje ma nam zredukować liczbę zbędnych kilogramów w postaci tłuszczu, a nie w postaci mięśni. Mimo tego, że 1 kg to 1 kg, różnica objętościowa pomiędzy tymi tkankami jest kolosalna. Tak więc osoby o tej samej wadze mogą wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego też na redukcji nie używam wagi do sprawdzania efektów, a miarki krawieckiej. Przy nadmiarze sadła, szybciej lecą centymetry niż kilogramy!




Co jeść, a czego unikać?

Ten temat to studnia bez dna pełna faktów i mitów. Ja się z nikim sprzeczać nie będę, a tym samym nie mam zamiaru obalać wszystkich teorii krążących wokół tej materii. Jest jednak kilka żelaznych zasad, których muszę się trzymać, aby uzyskać dobre i przede wszystkim długofalowe efekty.

Słodycze to największe zło. Nie ma opcji, aby sięgnąć po czekoladę, batona, wafelka, ciastko czy inne puste kalorie, które dostarczą mi potężną dawkę energii za jednym razem. To samo tyczy się produktów mącznych takich jak: białe pieczywo, makarony czy wszelkiego rodzaju kluski (śląskie, kopytka, lane ciasto). Nie jem też tłustego mięsa i zbyt dużej ilości owoców (ze względu na fruktozę)

Na diecie redukcyjnej ważną rolę odgrywa białko pochodzące z nabiału i chudego mięsa, dlatego też idąc do sklepu, kupuję maślanki, mleko 1,5% lub 2%, filet z piersi kurczaka (lepszy byłby z indyka, ale nie lubię), wędliny z kurczaka, gdzie mięso stanowi więcej niż 80%. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo z takim jedzeniem też trzeba uważać. Kaloryczność mojego jednego posiłku wynosi około 350 kcal, co dziennie daje mniej więcej 1400 kcal. 


Dla przykładu wklejam Wam mój jadłospis na jeden dzień tygodnia stworzony przez dietetyka dwa lata temu :) Wszystkie proporcje ustalane były pod moją wagę, tryb pracy, a także pod kątem moich preferencji smakowych. Każdy dzień wygląda inaczej, więc nie myślcie sobie, że w kółko jem jedno i to samo. 


Kiedy jem?

Cały trik polega na REGULARNYM jedzeniu! Nie chodzi o to, aby nie jeść cały dzień, a wieczorem usiąść przy stole i pochłonąć wszystko na raz. TO JEST NAJGORSZE ZŁO, gorsze niż SŁODYCZE. Gdy dostarczymy za jednym razem taką ilość kalorii na pusty żołądek, organizm włącza tryb magazynowania. A gdy jemy co 4 godziny, przypływ energii jest stały i nie grożą nam ataki wilczego głodu. 

Nie jem kiedy jestem głodna, a wtedy, gdy nadszedł czas. Nie można dopuścić do reakcji katabolicznej, która osłabia metabolizm.

Samej ciężko byłoby mi ogarnąć to w czasie, ale poniekąd mam małego Pomocnika. Ośrodek głodu Zosi zaprogramowany jest tak, że równo, co 3,5 - 4h budzi się na jedzonko. Wtedy wiem, że nadeszła zarówno Jej jak i moja pora :) Oczywiście Bobo je w nocy, bo musi. Ja zaś swoją przygodę z szamą kończę o 18 lub 19. Piję czerwoną i zieloną herbatę bez cukru (nie słodzę od kilkunastu lat), jednak sztandarowym napojem jest woda mineralna niskosodowa. To czy jest gazowana czy nabita dwutlenkiem węgla, nie ma w moim przypadku znaczenia, gdyż nie borykam się z problemami żołądkowo - jelitowymi. 





Diety cud

 Aha. Kolejny temat, który chcę poruszyć. Sama przeszłam piekło diety Dukana i gdy tylko mogę, odradzam ją każdemu. To samo tyczy się innych diet polegających na zbyt szybkiej utracie wagi i efektu jojo. Kto z nas nie zna kapuścianej, kopenhaskiej czy proteinowej? No chyba wszyscy.

Byłam na Dukanie 5 lat temu, bo chciałam schudnąć do ślubu, a że czasu zostało mi wtedy niewiele, złapałam się za proteiny. Pochłaniałam potężne ilości jajek, odtłuszczonego mleka, odtłuszczonego kefiru, serka wiejskiego, mięcha z kurczaka i warzywa, co drugi tydzień, bo tak nakazuje dr. Dukan... W ciągu dwóch miesięcy zjechało mi 15 kg! Wszystko super, ekstra i elegancko... Dopóki po ślubie nie zaczęły boleć mnie nerki. Nie był to mocny ból, jednak wiedziałam, że zaczyna się coś dziać. Wycofałam się z takiego jadłospisu i wróciłam do normalnego jedzenia. Efekt jojo pojawił się tak szybko, że nie nadążałam kupować ubrań. Co gorsza, nie umiałam go zahamować, więc w rezultacie przyszło mi ponad 15 kg. Dodatni bilans, którego się nie spodziewałam :/

Tak się składa, że węglowodany i tłuszcze też są potrzebne do życia! Gdybyśmy ich nie potrzebowali, nasze ciało składałoby się tylko i wyłącznie z białka.

Suplementy diety

Też przerabiałam i swego czasu byłam regularnym klientem apteki, kupując nagminnie wszelkiej maści specyfiki w postaci tabletek lub proszku dodawanego do wody. Po tych doświadczeniach śmiało twierdzę, że jest to największa ściema naszych czasów, na której żerują koncerny farmaceutyczne. 

W ulotce każdego preparatu na odchudzanie widnieje informacja, że jest to SUPLEMENT, który ma wspomóc odchudzanie i za nikogo nie schudnie. Niestety, mam wrażenie, że niezliczona liczba ludzi myśli na opak. Brak zmiany nawyków żywieniowych nie może być zastąpiony tabletką. Statystyczny Kowalski nie myśli o redukcji kalorii, bo chce, żeby jakiś termogenik spali dodatkowe kcal za niego. 

Kowalski na śniadanie zje jajecznicę na kiełbie, którą przegryzie kromką białego chleba, albo i dwoma. Drugie śniadanie (o ile je) to jakiś baton lub gotowa bułka, którą zakupi w automacie, bo przecież w pracy nie ma czasu na robienie jedzenia. Wróci do domu, na obiad wtranożoli zupę ze śmietaną. Drugie danie skomponuje z tłustego kotleta i ziemniaków (frytek). Kolacji nie będzie mu się chciało robić, bo  zapewne będzie zmęczony po całym dniu, więc zamówi pizzę :D W nocy uzna, że jest głody i pójdzie do lodówki po kawałek kiełbasy, który obleje keczupem i wsadzi pomiędzy dwie kromki chleba :D 

Rano zje tabletki, więc z czystym sumieniem może zacząć kolejny dzień, który pod kątem jedzenia, wcale nie będzie różnił się od poprzedniego. 

Poza tym jeśli ktoś jest na diecie redukcyjnej i ma wyliczone makro co do grama, nie potrzebuje żadnych wspomagaczy. Metabolizm regulowany jest systematycznymi posiłkami o NISKIEJ kaloryczności i niskim indeksie glikemicznym. 


Redukcję rozpoczęłam z wagą 78 kg. Prawidłowy jej spadek to 1kg/tydzień, więc do wymarzonych 60 kg zostało mi 18! Teoretycznie za 18 tygodni powinnam dać Wam znać co i jak. 3majcie kciuki, bo poprzeczka znów stoi wysoko.

Aktywność fizyczna dojdzie za jakiś czas. Na razie nie mogę, bo rana nie jest jeszcze wygojona tak, aby móc obciążać mięśnie brzucha. 

Blanka



21 komentarze:

  1. Diety to chyba nie dla mnie :( Za dużo pokus wokół. Trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia! Trzymam mocno kciuki. Ja w ciąży przytyłam 25 kg, wychodząc ze szpitala miałam jeszcze 12 na plusie. Teraz już się waha między 3 a 6 kg. Chciałaby przejść na dietę redukcyjną, ale trochę się boję sama kombinować (na dietetyka nie mam kasy narazie) bo przygotowuję się do maratonu (tak, myślałam, że samo bieganie załatwi sprawę) i nie chcę sobie zrobić krzywdy, bo jednak siłę muszę na te bieganie mieć. Absolutnie nie wierzę w działanie tabletek. Na żadnej diecie nigdy nie byłam. Raz mocno schudłam, ograniczyłam słodycze wtedy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się da, jeśli się mocno chce. Ja suplementuję się chromem, bo jestem uzależniona od czekolady i nie chcę, abym znw dostała napadu na słodkie.

      Usuń
  3. Trzymam kciuki,pamiętam jak po pierwszej ciąży przytyłam 30 kg!Matko,byłam przerażona,waga spadła nawet nie wiem kiedy i po drugiej ciąży nosiłam rozmiar s,teraz nie zawracam sobie głowy nadprogramowymi kilogramami,jem zdrowo,ćwiczę dwa razy w tygodniu,jeśli waga rusza z miejsca cieszy mnie ...i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chcę ćwiczyć, ale na razie nie moge, bo jeszcze boli :/

      Co do kg, to nie mam bladego pojęcia, gdzie są, bo ubrania zakładam bez problemu.

      Usuń
  4. ja też przeszłam na dietę, bo za bardzo ostatnio pozwalałam sobie na wszystko. przed ciążą schudłam, ważyłam 50kg, w ciąży przybrałam 20kg z czego 10kg mi zostało, i do dziś walczę z tym nadmiarem

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka lat temu zmotywowana jak nigdy książką Dukana i efektami przyjaciółki zastosowałam tą dietę. W 2 miesiące spadło 8kg wróciło 4kg. Na szczęście z nerkami ani z niczym innym nie miałam problemów.
    Jednak gdyby ja dłużej stosować to nie wiem co by było. Ja jestem w 27 tyg ciąży i na razie przytyłam 6 kg :) Zobaczymy jak będzie dalej. Powodzenia i mam nadzieje że mi tez uda się zrzucic pociążowe kilogramy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "rozsadziło" przy samym końcu. Do 30 tygodnia miałam 8 kg na plusie :)

      Usuń
  6. Pani Blanko, szukam właśnie diety idealnej dla mnie i to, co Pani napisała mnie zainteresowało. Czy udostępniłaby mi Pani więcej na ten temat? Jadłospisy i wgl? Mam 16 lat. Kontakt: alicjapaszkowska2000@gmail.com
    Pozdrawiam,
    http://maylinesia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu nie obraź się, ale nie mogę udostępniać całego jadłospisu. Moja dietetyk robiła go specjalnie pode mnie, pod mój tryb, moją wagę, moje zapotrzebowanie. Ty masz zupełnie inne wymagania, inną budowę ciała i przede wszystkim jesteś dużo młodsza :)

      Usuń
  7. Dużo owoców i warzyw i gotowane mięso :-)

    OdpowiedzUsuń