Daisy, Dot, Honey... czyli moja kolekcja perfum Marc Jacobs


Hello!
                    

Dziś post w którym nie znajdzie się żadna zbiorcza recenzja, bo w opisywaniu zapachów jestem poniżej jakiekolwiek poziomu, a o perfumach wiem tyle co nic. Nie umiem lać wody na temat poszczególnych nut, dobranych tak, aby skomponować całość. To zostawiam osobom, które na co dzień zajmują się sztuką perfumiarstwa. Niemniej jednak flaszki kojarzę, nazwy też. Również podróbkę odróżnię od oryginału, choć w niektórych przypadkach jest to ciężkie zadanie. 

Jakieś dwa lata temu kupiłam swój pierwszy zapach od Marca Jacobsa. O ile mnie pamięć nie myli, był to DOT. Jego zakup był mocno przemyślany, dlatego też od razu sięgnęłam po największą pojemność - 100 ml. Później ogarnęło mnie zakupowe szaleństwo i co jakieś dwa lub trzy miesiące nabywałam nowy flakon.



Oh Lola jak dla mnie jest najbardziej cytrusowym zapachem z całej kolekcji. Niby za takimi nie przepadam, a tutaj proszę. Mocne odchylenie od reguły. 



DOT to mój zapach życia zaraz po oklepanej Lady Million Paco Rabanne. Mam z nim nieziemskie wspomnienia i chyba się popłaczę jak wycofają go ze sprzedaży. Poza idealną wonią trwającą najdłużej ze wszystkich Marków jakie mam, uwielbiam go również za infantylną i kiczowatą flaszkę. Czyż ta biedronka nie jest słodka?



Daisy Dream używam zdecydowanie najrzadziej i sama nie wiem czemu, bo zapach sam w sobie jest świetny. Chyba pora to zmienić.

             

Mod Noir poszedł w zupełną odstawkę i wrócę do niego wraz z nadejściem zimy. Kompozycja zapachowa idealnie pasuje do tej pory roku. Poza tym Mod Noir nie należy do najtrwalszych.



Na Decadence polowałam od kiedy tylko pojawił się na perfumeryjnych półkach. Wiedziałam, że muszę mieć tę "torebkę". Kupiłam i jak się okazało, szybko polubiłam na sobie (a nie tylko na bloterze) takie aromaty. Niestety, ale za kosmiczną cenę, jego trwałość również nie jest zachwycająca. Myślałam, że płacąc 400 zł za 100 ml dostanę perfum, który ciężko będzie usunąć ze skóry. Stało się jednak inaczej - dymna woń znika sama z ciała w przeciągu 3-4 godzin. 



Daisy Sorbet to z kolei najbardziej kwiatowy zapach jaki kiedykolwiek posiadałam. Aktualnie jest cały czas w użyciu, bo obecna aura pozwala mi na stosowanie wód toaletowych. Podczas upałów psikam się mgiełkami. 

            
Daisy Dream Blush jak dla mnie nie ma nic wspólnego z niebieskimi Daisy Dream poza falkonem. Po zakupie używałam go prawie cały czas, jednak z biegiem czasu, jego woń stała się dla mnie bez polotu. Miałam wrażenie, że pachnę jak całe miasto i niczym się nie wyróżniam. Zapewne za jakiś czas zmienię tok myślenia i Dream Blush wróci do łask.



Honey był moim drugim zakupem. Kupując go, czułam podobieństwo do DOT'a. Teraz, po dłuższym obeznaniu się z tym bukietem, wiem, że to zupełnie dwa różne zapachy, które bez problemu jestem w stanie odróżnić. Honey, jak sama nazwa wskazuje, jest bardziej słodki :) Też go lubię.



Jacobs ma u mnie monopol na zapachy. Moja chciejlista z perfumami składa się w dużej mierze z jego pozycji. Do pełni szczęścia brakuje mi klasycznych Daisy, Lola i Violet. 

Oczywiście wszystkie flaszki są oryginalne. Nie kupuję podrób niewiadomego pochodzenia. Cała dotychczasowa kolekcja kosztowała mnie dużo pieniędzy, ale nie żałuję anie jednego flakonu. Spodziewałam się, że każda sztuka będzie inna pod względem jakości. Byłoby zbyt pięknie, gdyby wszystkie charakteryzowałby się super trwałością. 

A Wy jakie zapachy najczęściej kupujecie?

Blanka

18 komentarze:

  1. Mi chodzi po głowie wersja Oh So Fresh, ale jeszcze się nie zdecydowałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam perfumy M Jacobsa, bardzo lubię wszystkie odmiany Daisy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam i uwielbiam Daisy Dream na wiosnę/lato :) Ciekawi mnie zapach tej kiczowatej buteleczki ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Zbieram szczękę z podłogi! Uwielbiam jego zapachy <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam, że biedronka i pszczółka wyglądają dziecinnie, ale mnie też się podobają :D

    OdpowiedzUsuń
  6. śliczne są te butelki :)
    ps. czy biedronka pachnie kokosem?

    OdpowiedzUsuń
  7. flakoniki są przepiękne ale niestety nie podobają mi się ich zapachy... nie ma w nich nic wyjątkowego według mnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Imponująca kolekcja. Mi się niesamowicie podobają opakowania tych perfum, ale zapachów nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam zapachy, są piękne ale bardzo nietrwałe ..
    Pozdrawiam:)!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne opakowania ale zapachów nie znam. Osobiście uwielbiam Chloe i Lancome :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj zamówiłam sobie miniatury Daisy i Daisy Dream, bo chociaż zapachy mi się generalnie podobają, to nie jestem do nich w 100% przekonana. Preferuję bardzo świeże zapachy, ewentualnie owocowe na lato, a te są bardziej słodkie, kwiatowe, ale i takie zdarza mi się używać. Trochę też mnie odstrasza fakt, że wszyscy nimi pachną :P Za to design jest przefantastyczny, więc mam nadzieję, że się jednak polubimy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ŁĄdna kolekcja, ich perfumy są tak pięknie pakowane ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. podoba mi się design butelek Marca Jacobsa. jedno spojrzenie i od rzu wiadomo, jakim nazwiskiem są sygnowane te perfumy ;)

    mam klasyczną Daisy i bardzo bardzo lubię. Daisy Dream wąchałam i zupełnie nie przypadł mi ten zapach do gustu

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie MJ do zbyt delikatne zapachy, bo uwielbiam kilery :) Ale używam balsamu perfumowanego Daisy (tego niebieskiego) i lubię czasami mieć taki delikatny zapach na skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wow ale fajna kolekcja, a ja nie znam i nigdy nie miałam żadnego zapachu :-(

    OdpowiedzUsuń
  16. Matka wariatka ;) widziałam ostatnio w TK maxx biedronkę :*

    OdpowiedzUsuń