Ziołowa pielęgnacja włosów z Herbal Care czyli szampony do silnego oczyszczania


Hello!
         

"Chmiel", "Łopian" oraz "Dziegieć" to 3 szampony ziołowe z serii Herbal Care, które dzielnie stosowałam od początku zimy, aż do po dziś dzień. Dlaczego tak długo? Ponieważ mimo silnego i powszechnie stosowanego detergentu, w moim przypadku nadawały się tylko i wyłącznie do silnego oczyszczania praktykowanego raz lub dwa razy w tygodniu. 


Moim faworytem stała się wersja chmielowa, mimo tego, że nie jest to szampon stricte przeznaczony do moich włosów, bo objętości ani połysku im nie brakuje, to jednak używałam go najczęściej. Jego konsystencja jest gęsta, przez co myjadło zyskuje na wydajności. Nie wiem jak pachnie chmiel, ale wszelkie ziołowe nuty są mocno wyczuwalne. 

Szampon spełnia swoją rolę - genialnie myje przy czym nie wysusza, a także nie podrażnia skóry głowy, co dla mnie jest chyba najważniejszym aspektem podczas włosowej kąpieli. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że cała czupryna jest odbita od nasady, a włosy po wyschnięciu stają się lekkie i sypkie. 

INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Butylene Glycol, Humulus Lupulus (Hops) Cone Extract, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Sodium Lactate, Inulin, Hydrolyzed Keratin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Cetrimonium Chloride, Sodium Chloride, Lactic Acid, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool.

                  

"Łopian" również wykazywał podobne cechy, choć wydaje mi się, że zapach miał nieco lepszy i delikatniejszy. Ten szampon przeznaczony jest z kolei do włosów tłustych u nasady i suchych na końcach. 

Parę lat temu całkowicie zmieniłam włosową pielęgnację, dzięki czemu uspokoiłam pracę gruczołów łojowych, a co za tym idzie, nie martwię się o przetłuszczanie. Końce są suche przez zabiegi dekoloryzacji, jednak nie zauważyłam by ten szampon przyczynił się do wzrostu ich nawilżenia. Zresztą, mało której odżywce się to udaje, a co dopiero kosmetykowi, przeznaczonemu do mycia. 

INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Propylene Glycol, Arctium Lappa (Burdock) Root Extract, Inulin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Zinc PCA, Polyquaternium-10, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Disodium EDTA.




Ostatnia wersja z którą miałam do czynienia to dziegieć, której zadaniem jest eliminowanie łupieżu. Odpukać w niemalowane, ale ostatnio nic mi się nie sypie z głowy, więc cieszę się jak głupia do sera. Fakt, faktem, dostałam ostatnio "śnieżycy" i uporczywego świądu po fioletowym szamponie, ale był to szybki epizod, który sam zniknął wraz z kolejną kąpielą, więc nie traktuję tego jako nawrót choroby. 

Jedyną i najważniejszą rzeczą, która nieziemsko denerwowała mnie podczas mycia był zapach. Ciężki tytoniowy aromat roznosił się po całej łazience tworząc zasłonę smrodku. Kiedyś ta won zupełnie mi nie przeszkadzała, a teraz na samą myśl o niej przechodzą mnie dreszcze. 

Fakt, faktem, szampon równie dobrze oczyszczał jak jego poprzednicy, więc w tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia :) Gdyby nie ten zapach... 

... i to, że Juliusz jest alergikiem.

INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Piroctone Olamine, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Sodium Lactate, Inulin, Polyquaternium-10, Zinc PCA, Betula Alba Oil, Tar Oil, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Lactic Acid, Disodium EDTA.



Wracając do Juliusza alergika. Jul uczulony jest na większość pyłków pochodzących z kwitnących drzew. Mimo odczulania, w tym roku kichał, kaszlał i smarkał na potęgę. Przez pewnie czas używał powyższego szamponu, bo jemu jedno, co stosuje. Ehe... Wszystko było pięknie, ale do czasu, bo przeczytawszy etykietę, skapnął się, że dziegieć to nic innego jak ten farfocel wiszący z kwitnącej brzozy. (EDIT: Dziegieć to produkt o gęstej, smolistej konsystencji powstający w wyniku suchej destylacji drewna bądź kory różnych gatunków drzew i krzewów.) Po odstawieniu szamponu jego oczy w przeciągu tygodnia przestały łzawić i piec, a on sam zaczął wyglądać jak człowiek, a nie wampir oślepiony widokiem światła. 

Morał z tego taki - alergicy miejcie się na baczności, gdyż zło siedzi nawet w niepozornym szamponie.

Z racji tego, że szampony są ziołowe, ciężko po nich rozczesać włosy, nawet jeśli zaaplikujemy na nie odżywkę. Składy są nawet, nawet, a wyciągi roślinne są dosyć wysoko. Nie polecam ich używać do codziennej pielęgnacji, bo stosowane na dłuższą metę mogą przesuszyć - takie są uroki ziół. Osobiście nawet nie przyszłoby mi na myśl, aby myć nimi kosmyki każdego dnia, bo z długoletniego doświadczenia wiem, że skutki długofalowej współpracy miałby odwrotne efekty do zamierzonych :)

Blanka

29 komentarze:

  1. Nie miałam okazji jeszcze stosować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze tych szamponów aczkolwiek zaciekawił mnie ten łopianowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam chęć spróbować któregoś z nich ale, co byłam w carefour to jakoś nie było żadnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda że na drugim miejscu sa SLS...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie stosuję ich do codziennej pielęgnacji.

      Usuń
  5. Łopian i chmiel bardzo sobie chwalę, natomiast dziegieć przez swój zapach zupełnie mnie odrzucił. Natomiast babcia zaczęła go używać i stwierdziła, że jej pasuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyglądają na fajne na łopianowy może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak przeczytałam o tym zapachu to aż się skrzywiłam ;p. Lubię ziołowe szampony, z racji tego, że mam bardzo przetłuszczające się włosy. Ale tych jeszcze nie miałam okazji stosować ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj nie lubie jakoś przesusza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego uczucia/efektu chyba nikt nie lubi :)

      Usuń
  9. Mam chmielową wersję tego szamponu. Dobrze oczyszcza i nawet go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie używałam nigdy nic z tych szamponów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam napisać, że to nowość, ale nie. One mają tylko zmienione opakowanie i chyba też pojemność :)

      Usuń
  11. Miałam jeden jakiś, nie pamiętam teraz który ale nie sprawdził się u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tak strasznie nie lubię wszystkich ziołowych aromatów ;-( wiem że ziółka to zdrowie..ale nos ma swoją opinię na ten temat

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten farfocel to akurat kotek :) a dziegiec to produkt spalania drewna i kory brzozy. Z pyleniem nie ma nic wspólnego, ale uczulać może wszystko niestety...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten farfocel to akurat kotek :) a dziegiec to produkt spalania drewna i kory brzozy. Z pyleniem nie ma nic wspólnego, ale uczulać może wszystko niestety...

    OdpowiedzUsuń
  15. ja lubię takie szampony, są tanie i całkiem dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie fajnie spisuje się szampon Barwa :) tych jeszcze nie miałam i obawiam się poplątanych włosów.

    OdpowiedzUsuń
  17. uwielbiam serię Herbal Care, zwłaszcza odżywki do włosów. Szamponu Dziegieć używa mój mąż i jest bardzo zadowolony, bo w końcu pozbył się łupieżu i skóra głowy mu się uspokoiła. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ze względu na SLS nie są to kosmetyki dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń