Victoria's Secret, czyli najbardziej anielskie kosmetyki na świecie


Hello!
               

Victoria's Secret to moja miłość. Genialna i niezniszczalna bielizna, sportowe ubrania, a także kosmetyki. Liczba linii zapachowych jest tak szeroka, że sama nie jestem w stanie jej ogarnąć, jednak dotychczas udało mi się odkryć kilka do których staram się regularnie powracać. Moimi zdecydowanymi faworytami są Sheer Love oraz Bombshell, które znane są przynajmniej z nazwy przez każdą miłośniczkę kosmetyków :) To takie dwa sztandarowe zapachy.


Tym razem VS zaskoczyła mnie dosyć mocno, bo linia "Verbena" oparta na nawilżającym kompleksie z bawełny to nie tylko pięknie pachnący ulepek chemicznych składników. Ta seria zawiera całą masę roślinnych ekstraktów, dużą ilości naturalnych maseł oraz potężną dawkę olejków znajdujących się dosyć wysoko w wykazie INCI każdego z kosmetyków, a wszystko to bez dodatków parabenów. Szczerze, nie spodziewałam się takiej zmiany... No cóż, nie dość, że pięknie pachnę werbeną, to jeszcze mam wypielęgnowane ciało. 




                

Lekki olejek do ciała to aktualnie mój "must have" jeśli chodzi o pielęgnację skóry. Mój brzuch coraz szybciej zaczyna powiększać swoje rozmiary, więc od początku ciąży stosuję tylko i wyłącznie oleiste formuły, aby zapobiec powstawaniu rozstępów. Jest prawie 7 miesiąc, a ciało w tym obszarze wygląda perfekcyjnie i nie ma na nim żadnych białych, a przede wszystkim niechcianych linii. Z racji tego, że olejek należy do tych lekkich, szybko się wchłania nie tworząc tłustej powłoczki. W składzie znajdują się takie olejki jak: słonecznikowy, winogronowy oraz arganowy. Całość zaś została dopełniona woskiem i ekstraktem jojoba. Do tych plusów dołączyć mogę również pojemność, bo mimo codziennego używania, ubytek jest znikomy.



Wygładzający peeling do ciała to mocny zdzierak, który w kontakcie z wodą, zmienia się z żelu na obfitą i gęstą pianę. Ciało po takiej kąpieli jest gładziutkie, mięciutkie i oczyszczone. Z racji tego, że częściej sięgam po scruby niż po tradycyjne żele pod prysznic, wiem, że kolejna wyprawa do Warszawy zakończy się jego zakupem, bo ze względu na orzeźwiającą woń werbeny będzie idealnym kosmetykiem na letnie dni, których nie mogę się doczekać ♥


       

Nawilżający lotion do ciała o niestandardowej objętości 355 ml (Amerykanie mają takie dziwne pojemności, do których nie umiem się przyzwyczaić) to dobre uzupełnienie pielęgnacji reszty ciała. Lekki balsam ląduje na ramionach i nogach, bo te części są mniej wymagające, ale mimo tego, że nie lubię się smarować, burza hormonów i cukrzyca ciążowa przyczyniły się do utraty wody w wyniku czego borykam się z suchym naskórkiem, który muszę nawilżać, gdyż inaczej zadrapałabym się na śmierć. Na szczęście mazidło dosyć skutecznie radzi sobie z tym problemem, a myślałam, że nie podoła. Dodatkowo, nałożony na ciało, ładnie je zmiękcza, bardzo delikatnie natłuszcza, a pozostawiona na nim powłoczka umożliwia szybie ubranie się, bo nic się nie klei. Zapach w tym przypadku również jest taki sam, choć nieco mniej intensywny, przez co nie koliduje z perfumami. Głównymi składnikami stanowiącymi bazę tego mazidełka są trójglicerydy oraz woda z oczaru wirginijskiego. 
                

       

Ultrabogaty krem pod prysznic to na chwilę obecną jedyny żel goszczący w mojej łazience, który nie zawiera SLS ani innych siarczanów będących najtańszymi detergentami stosowanymi nie tylko w przemyśle kosmetycznym. Oczywiście jest to jego dużym atutem, bo nie przez brak tego składnika, warstwa lipidowa skóry pozostaje nienaruszona. Bazę myjąca stanowy najprostszy na świecie rozpuszczalnik - woda. Tuż za nią znajduje się olejek z krokosza barwierkiego oraz masło shea. Całość uzupełniona jest przez białą glinkę czyli kaolin, która również przyczynia się do głębszego oczyszczenia ciała,a także pochłania nadmiar sebum. 

Konsystencja żelu jest iście kremowa i gdyby ktoś nie napisał na butelce "wash", pomyślałabym, że to balsam do ciała :D Ot taki psikus.


Kosmetyki bardzo darzę sympatią. Oczywiście, nie dlatego, że są spod szyldu mojego ukochanego amerykańskiego brandu, ale ze względuna swoje działanie, właściwości i intensywny zapach w którym nie czuć chemicznych nut. Wiem, że w Stanach jest nieco taniej niż u nas i dostępność również jest ograniczona, bo sklepy stacjonarne znajdują się tylko w stolicy, mimo tego mamy Internet i w dzisiejszych czasach zdobycie tego, czego się chce, nie powinno stanowić aż takiego dużego problemu :) Mówię tu oczywiście o sferze kosmetycznej. 

Jeśli macie ochotę na ten olejek, zapraszam Was do tego posta - klik, bo to właśnie w nim ogłosiłam szybkie, blogowe rozdanie. 

Blanka

19 komentarze:

  1. Opakowaniem zachęcają do kupna, ale marka jest mi kompletnie obca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie mogę przypomnieć sobie, skąd kojarzę stylistykę tych opakowań :)

      Usuń
    2. Ja kompletnie nie kojarzę, ale też mi wpadły w oko te buteleczki :)

      Usuń
  2. Od dawna mnie intrygują te kosmetyki i zapachy, ale jakoś nie było jeszcze okazji nic poznać na własnej skórze:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio moja koleżanka kupiła ich mgiełkę, która nie dość, że miała średni zapach to jej trwałość była porównywalna do tej z Avonu...Po tym incydencie odpuściłam sobie rozmyślania nad zakupem czegokolwiek od nich ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach wybiera się samemu, chyba, że brała w ciemno kupując on-line. Well, ja za to nie kupuję z Avonu, bo mam swoje sprawdzone zapachy mgiełek zarówno z VS jak i z Bath&Body Works :)

      Usuń
  4. Prezentują się bardzo fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby takie zwykłe buteleczki, ale jakie piękne! Świetnie się prezentują :)

    Buziaki :*
    Mój blog - ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie wczoraj otworzyli sklep VS w Cambridge i oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja kocham VS :D, już dawno nie byłam. Mam nadzieje że kiedyś nazbieram na perfumy Bombshell moje ulubione i chyba jako jedyne mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedziałam, że VS ma swoje kosmetyki, ale nie wiedziałam czy są dobre i warte swojej ceny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam jeszcze z nimi styczności, niemniej jednak opakowania wyglądają zjawiskowo :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ja jeszcze nic od nich nie miałam, ale wszystko przede mną :)

    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie używałam ich kosmetyków, nie wiedziałam, że są takie dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie miałam z nimi styczności. Może jak kiedyś będę w Wawie to zajrzę do sklepu :)

    Jeśli nie masz nic przeciwko wspólnemu obserwowaniu, to zapraszam, na pewno się odwdzięczę.
    Jedynie daj znać że zaczęłaś :))
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam na nowy post! Zapraszam do obserwacji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam jeszcze nic Vs, a bardzo interesują mnie te produkty ;) Zazdro :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam zapach Bombshells. Sheer Love też jest piękny, perfumy i mgiełki są tak obłędne, że nie chcę opuszczać tego sklepu;) Mam ochotę na jakiś balsam do ciała tej marki. Kiedyś miałam Secret Charm i był fajny:)

    OdpowiedzUsuń