Niedziela dla włosów: wprasowywanie oleju we włosy. Punkt dymienia olejów


Hello!

Będąc na zwolnieniu lekarskim z nadmiaru czasu realizuję swoje pomysły, które nadchodzą w najmniej oczekiwanych momentach. Tak też było z opracowaniem metody, którą pokochały moje włosy, a mianowicie wprasowywanie oleju we włosy. Oczywiście przetrzepałam blogosferę i nigdzie nie znalazłam podobnej rzeczy, więc pozwolę sobie przypisać ten "patent" :) A tak na poważnie, przy głupocie ten sposób okazał się dla mnie rewelacyjny i działa o wiele lepiej i szybciej niż tradycyjne olejowanie.

Siedząc w wannie, rozmyślałam na temat procesów aktywowanych cieplnie. Często jest tak, że nakładamy na włosy odżywkę, następnie całość pakujemy pod czepek i ogrzewamy suszarką (fryzjerzy tak robią) lub owijamy głowę ręcznikiem. Później kminiłam na temat preparatów termoochronnych mający na celu ochronić włosy przed wysokim działaniem temperatur pochodzących z prostownicy, lokówki bądź prostownicy. Skoro po włosach naszpikowanych chemią jedziemy produktami do stylizacji i nic się negatywnego nie dzieje, zaczęłam działać sama. Dodam, że swoje przemyślenia nie są efektem jednorazowej próby, a dwumiesięcznych, samodzielnych badań :D Taki ze mnie czarodziej mieszający magiczne eliksiry.
          

Co jest potrzebne do wprasowania?

                   
Oczywiście prostownica i olej bądź mieszanka olejów, których punk dymienia nie jest mniejszy niż 130 stopni. Oczywiście na te warunki fizykochemiczne nie mam wpływu, bo są uzależnione od prostownicy, której najniższa temperatura nagrzewania to wspomniane 130 stopni. Na szczęście moja mieszanka składa się z takich olejków, których punkt dymienia jest o wiele wyższy, więc nie ma opcji, żeby przy tej metodzie popalić włosy. 

Punkt dymienia - co to takiego?

                  
To nic innego jak najniższa temperatura przy której następuje rozpad oleju na wolne kwasy tłuszczowe i glicerol, dlatego traci swoje właściwości odżywcze. Później wytwarza się akroleina, będąca gryzącym dymem, więc na prawdę raczę uważać przy doborze! 

Do tej metody na pewno nie przydadzą się: oliwa tłoczona na zimno, olej słonecznikowy i olej rzepakowy również tłoczony na zimno. Reszta olejów jak sezamowy, kokosowy, sojowy, arachidowy, arganowy, z orzechów włoskich, słonecznikowy (rafinowany) i  konopny będą idealne. No i wiadomo, olej powinien być czysty, bez dodatków parafiny, więc wszystkie indyjskie twory odpadają. Silikony według mnie również odpadają.
                  

Jak przygotować się do zabiegu?


Na dobrą sprawę nie trzeba robić nic specjalnego. Ja zastosowałam u siebie standardowe procedury czyli umyłam włosy szamponem i użyłam odżywki, Pozostawiłam je do naturalnego wyschnięcia. Ostatnio używam duetu Biotebal i jestem z niego bardzo zadowolona, ale o tym napiszę Wam w najbliższej przyszłości :) 


Zaś do samego wprasowywania zastosowałam mieszankę olejów FM z linii Triumph of Orchid składającą się z oleju migdałowego, sojowego, arganowego oraz z ekstraktu z orchidei. Opakowanie posiada atomizer mocno rozpylający, więc aplikacja produkt była łatwa i przyjemna. Na suchych włosach rozpyliłam moją mieszaninę z odległości około 15 cm. Po nałożeniu, a do pewności, że nie przedobrzyłam, rozniosłam olejki Tangle Teezerem na długości od ucha w dół i zaczęłam wprasowywanie. 

Gdy używałam czystego oleju arganowego umieszczonego w buteleczce bez atomizera. Na włosach rozprowadzałam od 5-6 większych kropel. Wszystko uzależnione jest od długości i ilość użytego olejku powinna być  taka sama jak ilość serum, który zabezpiecza się końcówki. Inaczej szybko można przetłuścić włosy, co niestety będzie skutkiem ubocznym. 

Przez rozjaśnianie nabawiłam się wysokiej porowatości, więc włosy chłoną olejki niczym gąbka, dlatego wiem, że przy innym rodzaju - niskoporowate oraz średnioporowate będą potrzebowały innych proporcji. 



Na wstępie przepraszam za zdjęcie, ale siedzę sama w mieszkaniu i nie mam pod ręką nikogo, kto mógłby mi zrobić foto. Kolor jest zupełnie przekłamany i jest taki jak na końcach, gdzie widać chłodny blond. Wszystkie rude tony to wina aparatu w telefonie i ciepłego światła bijącego z okna. 
                   

Co uzyskałam dzięki wprasowaniu?

                           
Włosy od razu stały się dociążone, a przy tym bardzo, ale to bardzo sypkie. Powstała tafla nabrała maksymalnie zdrowy wygląd poprzez blask i ekstremalnie wygładzone. Końcówki które niestety nie zmieściły się w kadrze widać wyglądają jak po wyjściu od fryzjera. Dodatkowo nie straciły na objętości, bo olej pod wpływem temperatury po części wszedł we włosa, a po części oblepił jego powierzchnię dając mu zupełnie naturalną ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi czy negatywnym wpływem środowiska. Nawet pogoda im nie straszna, bo dzięki takiej metodzie, włosy schowane pod czapkę nie będą się elektryzować, podczas deszczu nie doznają puszenia :) 

Oczywiście moja metoda nie nadaje się do codziennej realizacji, bo w końcu używa się wysokiej temperatury, ale zaserwowanie takiego zabiegu raz na tydzień/półtora tygodnia będzie idealne. 




Blanka




27 komentarze:

  1. Niestety nie mam prostownicy wiec nie skorzystam z tego zabiegu :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie stosuje prostownicy a z pewnością bym wypróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje włosy są przepiękne Blanko, nie mogę się napatrzeć <3 Sposób brzmi świetnie i jak najbardziej sensownie. W życiu nie miałam prostownicy, ale teraz będę wypatrywać jakichś na promocjach, bo chyba tylko Twoja technika wprasowywania oleju może pomóc moim kudłom :D Buziaki i miłej niedzieli! :* P.S. powiedz, ile utrzymuje się efekt? Da radę do następnego mycia, jeśli myję włosy raz-dwa razy w tygodniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Marta! :)

      Efekt gładkich włosó utrzymuje się do pierwszego mycia, ale już po kilku razach włosy stały się bardziej nawilżone i mniej się puszą. Tak samo jak podczas regularnego olejowania. Tak mi się zdaje, że to nic innego jak taka jego przyspieszona wersja :D

      Usuń
  4. Widziałam zapowiedz tego wpisu na FB i byłam mega ciekawa czy chodzi o dowolny olej i prostownice czy znowu jakies wynalazki typu prostowica z wbudowaną plytka olejowa itd. Fajny sposob, wydaje mi sie, ze moze faktycznie pomóc w pielegnacji wlosow:) Wypróboje;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ten olejek z FM i spróbuję a jakże :) bardzo jestem ciekawa efektu u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta linia z FM pięknie pachnie ale ja bym sie na wprasowywanie nie skusiła ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super efekt ! Nie slyszalam o tej metodzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyglądają pięknie, zawsze można stosować na większe wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie spróbuję - nie mam prostownicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Blanko, czy olej makadamia i olej awokado są odpowiednie do tej metody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie, bo punt dymienia tych olei to okolo 210 stopni.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź! :) W najbliższy weekend wypróbuję! :) Już się nie mogę doczekać :D A czy przy zastosowaniu w/w olei prostownicę mogę nastawić na nieco wyższą temperaturę, np. 150-170 st.C? Mam bardzo suche i sztywne włosy i obawiam się, że temperatura 130 st. może nie wystarczyć i być za niska :/ Czy może lepiej nie ryzykować, bo można wtedy spalić włosy? :(

      Usuń
  11. Moja prostownica prostuje i wygładza tak włosy bez żadnych olejków czy produktów do stylizacji ;) Ale od nowego roku w ogóle odeszłam już od prostownicy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka jest to dokładnie prostownica jeśli mogę oczywiście spytać? :)

      Usuń
  12. Hmm :D z jednej strony moje włosy nie uznają olejków po umyciu, ale z drugiej strony z tego co piszesz, nie powinno to być problemem. Ależ mnie kusi! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Och Ty kombinatorko :P świetny pomysł !!! :)
    Piękne masz włosy piękne ! :)
    Zapraszam na konkurs Ava Laboratorium :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ciekawe czy suszarka sprawdziłaby się równie dobrze co prostownica...

    OdpowiedzUsuń
  15. Bedę musiała wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawy sposób a efekt jeszcze lepszy;)

    OdpowiedzUsuń
  17. nie słyszałam o takiej metodzie, zawsze po prostu olejowałam włosy, ale chyba wypróbuję czegoś takiego, bo wszystkie nowości włosowe mnie interesują :)

    zapraszam do mnie i zachęcam do brania udziału w rozdaniu: http://www.mybeautybag.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. zrobione ;) minimalna temperatura mojej prostownicy to 150°, ale znalazłam info, ze dla oleju z orzechów włoskich punkt dymienia to 170° i uznałam, że się nada ;) włosy wyglądają bosko, są miękkie i błyszczące, zobaczymy jak będzie jutro. Trochę za dużo nawaliłam tego oleju, ale jest znośnie, następnym razem dam dwie krople mniej i będzie perfekcyjnie ;)
    Dzięki za super patent !! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy nie słyszałam o tej metodzie :O może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń