L'biotica Professional Therapy Colour - maska i szampon


Hello!
           

Jakiś czas temu udało mi się otworzyć dwa produkty z nowej serii Professional Therapy od L'biotica, będącej totalnym wyłamaniem się od tradycyjnych Biovaxów znanych każdej włosomaniaczce i nie tylko. Teraz przyszła pora na nastukanie kilku słów odnośnie szamponu i maski których twórcą jest Paweł Matracki - mistrza fryzjerskiego współpracującego z marką. 

Oczywiście od razu napis skojarzył mi się z profesjonalnymi kosmetykami fryzjerskim, po którym włosy lśnią blaskiem jupiterów i w ogóle wyglądają cudownie. Rzeczywistość okazała się nieco inna, ale nie ma co doszukiwać się czarnego scenariusza, przynajmniej na wstępie posta.



Oba produkty przeznaczone są do pielęgnacji włosów koloryzowanych, rozjaśnionych a także zniszczonych przez różne fryzjerskie zabiegi. Wiadomo, u mnie dwójeczka idealnie oddaje to co mam na głowie, więc cieszyłam się, że nadam włosom świetlistości, bo teraz w okresach niskich temperatur za oknem i wysokich w pomieszczeniach, przeżywają dosyć duże załamanie formy. 

Niestety, szampon po kilku użyciach spowodował u mnie suchy łupież, więc odstawiłam. Takie perypetie przechodzę z 90% myjadeł, więc to nie było dla mnie żadną nowością. Mimo tego, pamiętam, że produkt dosyć fajnie oczyszczał, mocno się pienił i sprawiał, że włosy  nie plątały się aż tak mocno, jak to  u mnie bywa w przypadku szamponów z dużą zawartością SLS. Może, gdyby przed parfum w składzie dodano jakiś olejek, sprawa miałaby się zupełnie inaczej.
Zapaszek również jest przyjemny, ale nie na tyle intensywny, aby osiadać na pasmach. Nie mam się do czego przyczepić i uważam, że będzie dobry dla osób, które nie mają wrażliwego skalpu. Oczywiście od szamponu nie wymagam żadnego nabłyszczenia czy regeneracji, bo tego szukam w masce bądź odżywce. 

INCI: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-7, Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, Parfum, Glycol Distearate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Polyamide-2, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropoyltrimonium Chloride, Polyquaternium-55, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Cocamide DEA, Benzyl Alcohol, Panthenol, Ammodimethicone, Trideceth-6, Citric Acid, Hexyl Cinnamal, Triethylene Glycol, Propylene Glycol, Limonene, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate.


Niestety, ale nad maską będę się pastwić, gdyż obiecano dużo, a nie dostałam z tego nawet 1/3. Wszystko przez bogaty skład, który na pierwszy rzut oka wygląda rewelacyjnie. Czar jednak pryska, tuż po zlokalizowaniu kluczowego słowa - parfum. Pech chciał, że wszystkie składniki aktywne znajdują się za tym komponentem, także wszystko znajduje się znikomych ilościach i w zasadzie nie działa na włosy, zaś sama baza jest zbyt słaba, by cokolwiek zdziałać. Ok, silikony lekko wygładzają, ale nie jest to jakiś spektakularny efekt.

Mojej włosy aktualnie są suche i wysokoporowate, więc wszystkie olejki chłoną niczym gąbka wodę. Gdyby w masce pozmieniać kolejność, podejrzewam, że spisałaby się idealnie, a tak musiałam obejść się smakiem. 

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Parfum, Helianthus Annuus Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Sodium PCA, Ammodimethicone, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Hydrolyzed Keratin, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Triethylene Glycol, Propylene Glycol, Trideceth-6, Polyquaternium-74, Laureth-7, Benzyl Alcohol, Foeniculum Vulgare Fruit Extract, Humulus Lupulus Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Viscum Album Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Achillea Millefolium Extract, Urea, Allantoin, Alcohol Denat., Hydrolyzed Vegetable Protein PG-Propyl Silanetriol, Hexyl Cinnamal, Mica, Limonene, CI 77891, Butylphenyl Methylpropional, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol
     



Żałuję, że ta seria nie ma nic wspólnego ze wcześniejszymi produktami L'biotici, bo gdyby miała, zapewne szybko znalazłaby dużą rzeszę odbiorców. No cóż :)

Blanka




28 komentarze:

  1. Szkoda z tą maską :x Skład byłby super, gdyby nie ten magiczny "Parfum"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż. Gdybym mogła, zapewne zadziałałabym w kierunku zmiany składu :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. "Miało nie wiać w oczy nam.." Tak mi się Happysad przypomniał :D

      Usuń
  3. Niestety, jeżeli ktoś się nie zna na składach kupi ją od razu, bo tyle obiecuję. Teraz już wiem że trzeba omijać ta serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama ani chemikiem, ani kosmetologiem nie jestem, a mimo tego dzięki blogowaniu nauczyłam się podstaw w zakresie składów. W sumie nic trudnego :)

      Usuń
  4. Kompletnie nie rozumiem po co w masce tak wysoko parfum :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby inne składniki zostały dodane w znikomych ilościach. Obniżenie kosztów produkcji, celem nie wiem czego?

      Usuń
    2. Działanie zupełnie bezcelowe... akurat na zapachu w maskach nam raczej nie zależy :)

      Usuń
  5. No niestety maska niby fajny produkt a tu "'parfum"

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam te kosmetyki i po Twojej recenzji aż nie chce mi się ich otwierać.. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Te produkty wyglądają całkiem przeciętnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Eh. Kolejne obiecanki cacanki producenta ;/.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szampon u nie odpada ze względu na SLS - takich używam tylko raz na 1-2 tygodnie. A maska... Szkoda, że tak wysoko w składzie ma zapach - gdyby był on dalej mogłaby być naprawdę fajnym kosmetykiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykre jest to że większość kosmetyków do włosów nie daje efektów obiecanych przez producentów a ich skład pozostawia tyle do życzenia

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja z wersji silk&shine też nie byłam zadowolona, oddałam koleżance, która jednak była zadowolona. Ehhh też wolę starą L'biotikę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak trochę nieciekawie to wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  13. To tez nie jest tak, ze od razu do d... Porowatosc wlosa moze masz inna n pod ten MAGICZNY specyfik. Wiec komuś innemu siadzie idealnie. Ale fakt ...ja sprawdzam sklad-silikinow sie nie boje-ale dziwnie patrzą na mnie panie w drogeriach kiedy czytam i jakas inna klientka pyta MNIE-nie ICh o zdanie hahah spalona jestem, nawet przy kasie mi promocji nie zaproponują hahaha

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam odżywkę z tej linii i byłam zadowolona, widać naprawdę zależy od włosów.

    Zapraszam do mnie na nowy wpis https://poradnikmodowy.wordpress.com/2016/01/25/rurki-z-wysokim-stanem-ostatnie-must-have/

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam i byłam z nich zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie lubiłam kosmetyków L'biotica więc na pewno na tą serię się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. miało być cudnie, a wyszło jak zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Moje włosy lubią takie składy, ale ten zapach tak bardzo wysoko, ugh... Już czuję swędzenie skalpu. :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem jak można się wypowiadać o czymś czego się nie próbowało pisząc "bubel". U mnie te kosmetyki się sprawdzają. Aktualnie stosuję serię Repair i bardzo sobie chwalę.

      Usuń
  20. Ja tam jestem zachwycona tymi szamponami. W ogóle L'biotica pozytywnie mnie zaskakuje ostatnio. Szczególnie maskami na tkaninie i dermokremy. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń