Mydełka kastylijskie


Hello!
            

Dawno nie było nic o mydłach, produktach, które obowiązkowo muszą znaleźć się w mojej łazience. Lubię, w szczególności te o naturalnych i o jak najprostszych składach. Najlepiej gdyby składały się tylko i wyłącznie z zasady i jakiegoś oleju. Przy takiej kompilacji nie ma opcji, aby wysuszyć sobie skórę. Zresztą, nie rozumiem nagonki na prawdziwe mydła, bo te nie są w stanie zrobić żadnej krzywdy. Gorzej jest z typowymi, drogeryjnymi kostkami, czy żelami pędzonymi na SLS, gdyż owy związek ma bardziej drażniący wpływ na skórę niżeli sól wyższego kwasu karboksylowego z dodatkiem oleju.

Czasem skład naturalnych mydełek zostaje powiększony o glicerynę, barwniki, związki zapachowe, zioła, środki bakteriobójcze a nawet płatki owsiane pełniące rolę peelingu. Lubię takie niestandardowe kosmetyki do pielęgnacji i cieszę się, że ogarnęłam ten temat, bo coraz częściej moja ręka wędruje w kierunku twardej kostki, a nie jak dotychczas po żel.  


Ostatnim moim mydlanym okryciem są kosteczki z Czystego Mydła, manufakturą, której jak nazwa sama mówi, zajmuje się produkcją ciekawych, wegańskich i przede wszystkim naturalnych mydełek. Do ich sporządzenia wykorzystano oleje roślinne, a nie jak to bywa, zwierzęce wykorzystywane np. w Białym Jeleniu. 





Składy w obu przypadkach są mało złożone, a nazwy poszczególnych składników potrafię rozszyfrować bez użycia wikipedii. Szkoda, że tak nie może być zawsze. 


 
Małe, niepozorne prostopadłościany to mydła kastylijskie, gdzie głównym półproduktem wykorzystywanym do ich powstania jest oliwa z oliwek. Warianty, które posiadam to Avocado i z Płatkami Owsianymi. 

Osobiście bardziej polubiłam te z zawartością płatków, choć nie pogniewałabym się, gdyby "owsianka" latała po całej kostce. Mogłabym cieszyć się ździeraniem aż do samego końca.
Niestety, zgnieciony owies znajduje się jedynie na jednej ze ścian, więc po pierwszym użyciu mydło zostało łyse :D
           


Delikatne i nienachalne zapachy są słabo wyczuwalne dla nosa. Mi to nie przeszkadza, ale jeśli można zwiększyć intensywność woni, to byłabym za taką opcją, bo lubię czuć aromat podczas kąpieli/prysznica.

Poza wątkiem aromatu, najważniejszą rzeczą jest brak wysuszenia skóry i jej dosyć mocne oczyszczenie. Nie jest to efekt skrzypienia jak w przypadku Savon Noir, a odświeżenie i usunięcie brudu, sebum. Nawet czasami skuszę się na umycie tymże mydełkiem twarzy. Nie, nie makijażu nim nie zmywałam, bo od tego mam mój ukochany olejek. Buźkę myłam rano i myślę, że w tej roli również sprawdza się całkiem nieźle :)

Blanka

13 komentarze:

  1. Jak będę miała okazję to wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię mydełka w kostce, a to z otrębami wygląda bardzo... apetycznie. Myślę, że chętnie bym je przetestowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyglądają naprawdę fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie bym je wypróbowała...

    OdpowiedzUsuń
  5. Na tym ostatnim zdjęciu wyglądają jak dwie pralinki albo cos w tym stylu :) Ja jestem ciekawa jeszcze tych mydełek, które mozna nabyć w Drogerii Jaśmin na Długiej:) Zasadzam się na promo:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam już drugie savon noir i jestem zadowolona- nie mam żadnych wysypek, nie ma mocnego zapachu, myję buźkę i voila. Mydełka są o wiele lepsze niż żele i panki do mycia twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie wyglądają, ale raczej nie używam mydeł w kostce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy ktoś wie gdzie można je kupić w Krakowie? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tych nie znam, ale ostatnio testuję właśnie naturalne mydełka do mycia twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie kupiłabym to z płatkami owsianymi, jestem go bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem ciekawa oby dwóch mydełek, ale narazie muszę zużyć miliony innych z mojej szafy :D

    Zapraszam: http://wikis-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń