Murier Paris, Stem Cells - czy ich kosmetyki dały radę


Hello!

Kosmetyki francuskiej marki Murier oparte są na roślinnych komórkach macierzystych. Patrząc na cały problem "stem cells" doszukać się można drugiego dna. Otóż na fali popularności tego składnika, prawie każdy brand stara się umieszczać go w swoich produktach. Niestety, prawda jest brutalna, bo komórki macierzyste w kremach czy innych mazidłach są poprostu martwe. Aby utrzymać komórkę przy życiu, trzeba spełnić odpowiednie warunki fizyko-chemiczne takie jak optymalne stężenie dwutlenku węgla i tlenu czy pożywki, którymi karmią się komórki, a te uzyskać można tylko i wyłącznie w warunkach laboratoryjnych. Także nie ma co się oszukiwać i wierzyć w działanie czegoś, co nie żyje i tym samym nie spełnia swojego zadania. Wykorzystać można białko lub jakiś wyciąg, nie zaś całą komórkę. Biologiem ani chemikiem nie jestem, ale tutaj wystarczy mieć podstawową wiedzę, by móc określić poprawność producenckich obietnic. Także wybierając jakiś produkt kosmetyczny nie bazujcie na krzykliwych napisach, one są czasem zbyt mocno przekolorowane :)


Niedawno dostałam dwa, interesujące mnie produkty: serum antycellulitowe M-Cellu Slim oraz Depigment control D3+, krem mający na celu redukcję plam pigmentacyjnych i przebarwień powstałych jako efekt zaburzeń w transporcie melaniny. 



M-Cell Slim okazał się całkiem przyjemnym żelem, który w dosyć pokaźnej mierze ujędrniał pośladki i to bez użycia szczotki. Owszem, uzyskane rezulaty były o wiele gorsze niż w przyadku mojego ulubionego olejku z Evree, bo mimo ćwiczeń resztka cellulitu ani drgnęła, a sama skóra poza zwiększeniem napięcia, nawet nie porafiła się wygładzić. Obawiam się, że moja obecna ''skin orange" to twór powstały dawno temu i wiem, że teraz będzie coraz ciężej robijać ten tłuszcz zbity w grudki. Tym samym żyję w przekonaniu, że to co zostało usunięte było cellulitem wodnym, a jak wiadomo, on jest najłatwiejszym do redukcji.

A tak poza tym, serum było lekkie i dzięki swojej żelowatej konsystencji bardzo szybko się wchłaniało i nie pozotawiało lepkiego filmu czy tłustej warstwy. Dodatkowo przyjemny zapach umilał wieczorną aplikację :)




Mogłabym się troszkę przyczepić do pojemności. 125 ml kosztuje 139 zł i biorąc pod uwagę obszar ud i pośladków, który muszę pokryć mazidłem, serum starczyło mi na kilknaście razy. Gdyby działanie było bardziej spektakularne, mogłabym się zastanowić nad ponownym zakupem, a tak odpuszczam i wracam do sprawdzonych kosmetyków. 





Podobne odczucia mam wobec kremu Depigment control 3D+, bo pomimo regularnego stosowania moje niechciane piegi i inne przebarwienia nie uległy redukcji. Jedyne, co zauważyłam, to bardzo lekkie rozjaśnienie naczynek, więc nie jest tak źle :) 

Krem sam w sobie jest lekki i bardzo fajnie nawilża, tym samym nadając się pod makijaż, gdyż nie odnotowałam żadnego ważenia się, ani rolowania podkładów. 



Co prawda, nie mam zdjęcia składu, ale musicie mi uwierzyć na słowo - jest bardzo ciekawy i w dużej częśc składa się w olejków i wyciągów roślinnych, a na pierwszych miejsach nie ma parafiny. W ogóle jej nie ma. Za depigmenatcję wizualną, odpowiada wyciąg z Palmaria Palmata - czerwonego wodorostu. Niestety, albo on na mnie nie działa, albo jego stężenie było zbyt niskie, by móc przyczynić się do wybielenia lub przynajmniej do wyrównania kolorytu. Przyzwyczaiłam się, że takie przyjemności może zaserwować mi jedynie krem BB lub fluid :)






Kosmetyki Murier nie wywarły na mnie niesamowitego wrażenia. Ba, śmiało mogłabym rzec, że są mocno przeciętne i tym skromnym zdaniem zamykam rozdział pod tytułem "stem cells".

Blanka


20 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Gdyby jeszcze działało, tak jak ma działać... :)

      Usuń
  2. Serum wygląda na fajne, ale szkoda że nie jest w większej pojemności,
    krem depigment szkoda że nie działa, ale czy jest coś co zlikwiduje piegi kiedy mamy wiosnę i tak dużą skłonność do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Słońce wyszło, więc walka z przebarwieniami to u mnie jak walka z wiatrakami.

      Usuń
  3. Myślałam, że lepiej się spiszą

    OdpowiedzUsuń
  4. Za taką cenę to możnaby się sodziewać niezłych efektów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbieżność pomiędzy ceną a jakością jest dosyć spora.

      Usuń
  5. Ja lubie swoje piegi :) Szkoda ze serum na cellulit nie daje zbyt duzych efektow ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że Myszy futro mają... cellulit przykrywa, kasa w kieszeni! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja nie lubie sie masowac wiec na pewno bym nie kupila niczego w takiej cenie

    OdpowiedzUsuń
  8. Taka cena i słabe działanie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiałam sie wlasnie nad olejkiem z evree slim. Widzę ze go polecasz :) ja co prawda nie mam celulitu ale oczekiwałabym wygładzenia skory i ujędrnienia. Uzyskam taki efekt?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ach te komórki macierzyste, aby mieć z nich fajny efekt to chyba tylko szalony kliniki estetycznej

    OdpowiedzUsuń
  11. A to szkoda, że się nie sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie się te kosmetyki sprawdzają! To serum mam i używam codziennie jakoś od miesiąca i zostało mi jeszcze pół tubki...efekt główny u mnie,to piękne napięcie i ujędrnienie a zapach boski! Lubię też kremiki z Vit C i nawilżające serum na noc-używam je pod krem i widzę olbrzymią poprawę. Musze w takim razie spróbować tego depignemt control,zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że cena taka wysoka :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda, że nie spełnia obietnic producenta :) Po tak drogim kosmetyku spodziewałabym się efektu wow :)

    OdpowiedzUsuń