♥ Woski sojowe ♥


Hello!

Dawno, dawno temu na łamach blogaska pokazywałam Wam woski z fabryki świec "Light". Jak zapewne pamiętacie, nic a nic w nich mnie nie przekonało. Firma nie chcąc jednak pozostać w tyle wyszła do przodu z pomysłem na woski sojowe. Muszę przyznać, że jestem w mocnym szoku, bo mój mega drażliwy nos bardzo je polubił, głownie za to, że po całkowitym ulotnieniu aromatu, nie czuć parafinowej woni. 






Oczywiście nie jest tak, że rozpaliłam w serduszku miłość do każdego zapachu, bo moje preferencje są bardzo zawężone. Mimo tego, spośród sześciu sztuk, które posiadałam, najbardziej podeszła mi tarta "Vanilla burbon", która nazwę zapożyczyła od popularnego drinka. Zresztą, nie tylko ta tarta pachnie jak kompozycja alkoholu i dodatków, bo "Amaretto drink" również. Odpalając te woski mam wrażenie, że znajduję się na grubym melanżu :D Do pełni szczęścia brakuje mi tylko Blue Curacao i Mohito, hyhy. 
   

Będąc w temacie imprezy... :D Zapitka, popitka, przepitka, Zwał jak zwał. Na tę okazję często kupuje się sok z wszelkiego rodzaju cytrusów. Ja polecam mandarynkowy - najlepiej bez cukru. 


Do przegryzienia proponuję naturalnie pachnące ciasto cytrynowe, bez kszty chemicznych esencji, przypominających tanie kostki do WC.


Po imprezie najlepszym rozwiązaniem będzie "Kawa late", (nie chcę wyjść na ma purystę językowego, ale poprawnie powinno być "latte"?) która nie do końca pachnie tym, czy ma pachnieć. Niby czuć kawę i w ogóle spoko, jednak przy dłuższym paleniu, zapach staje mało znośny :)


Za to "Miód i mleko" to najmniej lubiany przeze mnie zapach. I nie mówię tego w kontakście wosku, ale ogólnie. Kosmetyki o tym aromacie darzę średnią sympatią. Patrząc jednak na tartę, odzancza się dosyć intensywną miodową wonią przeplataną mlecznymi nutami. Dla mnie za mdła kombinacja, choć wiem, że ma mnóstwo zwolenniczek :)



Generalnie, woski są bardzo dobrej jakości, długo się palą, aromaty są bardzo intensywne, a tarty są dosyć miękkie więc można je z łatwością łamać w palcach :) Oprócz tego, wosk sojowy jest przyjazny dla środowiska, więc mam pewność, że nie wyrzucam toksycznych odpadów.

Koszt jednego serduszka to chyba 4,50 zł, a wydajność pojedynczej sztuki mogłbym przyrównać do krążka z YC. 

Blanka

14 komentarze:

  1. O woskach sojowych już słyszałam, aczkolwiek jeszcze nie próbowałam. A cena zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no, no, brzmi zachęcająco ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. kurcze tyle już czytałam o tych woskach że w końcu będę musiała wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zainteresowały mnie wszystkie oprócz dwóch ostatnich :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do wosków w końcu się przekonałam, ale sojowych jeszcze nie miałam okazji używać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wciąż czytam na różnych blogach o tych woskach... Muszę się nad nimi zastanowić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawe, chętnie wypróbowałabym te woski :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda pachną obłędnie. :) Ja uwielbiam mandarynkowy i lawendowy, z resztą jeszcze nie miałam okazji się zapoznać. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń