Październikowo - listopadowe denko


Hello!
            
Wraz z jutrem przychodzi pierwszy dzień ostatniego miesiąca tego roku, więc przyszła pora na małe podsumowanie kosmetycznych zużyć. Zarówno październik, ani listopad nie obfitowały w puste opakowania, wobec czego nie mogę się pochwalić dużą kopą zużytych kosmetyków. Co lepsza, przez te dwa miesiące całkowicie ograniczyłam kupowanie mazideł, aby ze spokojem móc stosować produkty zalegające na półkach. 

Patrząc na zdjecia, smiało mogę powiedzieć, że największą uwagę skupiam na włosach, bo odżywek i szamponów zużyłam całkiem przywoitą ilość. 

  • Alterra, Morela i Pszenica. Fajny szampon bez SLS, którym myłam włosy prawie każdego dnia. Nie podrażniał, nie plątał i miał b. dobry skład. Na pewno kupię go ponownie.
      
  • Garnier, Fructis, Gęste i Wzmacniające. Stosowany przez cały listopad. Więcej o nim w tej NOTCE.
        
  • Green Pharmacy, Olej Arganowy i Granat. Kolejne opakowanie tego szamponu. Mój KWC, który z pewnością zagości w ulubieńcach roku 2014.



  • Swiss O-Par, balsam do włosów z olejkiem arganowym. Cudowny zapach, dobre INCI bazujące na parafinie. Jestem jak najbardziej za i jak tylko będę miała czas, to podskoczę do DM'u, aby nabyć kolejne opakowanie.
     
  • Swiss O-Par, odżywka do włosów z olejkiem arganowym. Działanie tego produktu było nieco gorsze niż balsamu, więc raczej ponownie nie zdecyduję się na jego zakup. 

     

  • Alterra, Granat i Aloes. Dawno nie miałam tak tragicznych produktów do włosów. Nigdy więcej.



  • Avon, maska do włosów farbowanych. To samo co w przypadku Alterry. Szkoda kasy na buble.
               
  • Joanna Professional, żel betonowy. Tłuścił włosy, sklejał je i nie dawał się wyczesać. Dramat.


  • Balea, malinowy peeling do mycia twarzy. U mnie ten scrub, a raczej żel ze znikomą ilością drobinek ścierających skończył jako myjak do ciała. Niestety, moja twarz źle na niego reagowała i za każdym razem mocno mnie piekło.
  • The Body Shop, Nutriganics, żel do mycia twarzy. Genialny. Wieciej informacji znajdziecie TUTAJ.


  • Phenome, Active, Sebum - Contorl Gel. Została mi dosłownie resztka, której nie mogłam zużyć z niewiadomych przyczyn, bo latem uwielbiałam ten krem - żel. Więcej - klik.
      
  • The Body Shop, Overnight Serum In Oil. Na pewno zakupię ponownie. KLIK


  • Victoria's Secret, Lemon Esacpe, Lemon Sugar & Coconut. Kolejne odkrycie bieżącego roku. Ostatnio dałam się omamić i popłynęłam przy zbiorowym zamówieniu z USA. Efekty rozpusty niebawem ukażą się na łamach bloga.
          
  • Balea, czereśniowy żel pod prysznic. Stał ponad rok w kolejce, aby w końcu doczekać się debiutu. Lubię te żele, bo świetnie pachną i nie wysuszają skóry, a do tego są tanie jak barszcz.
      
  • Yves Rocher, żel pod prysznic o zapachu kawy. Mój kąpielowy hit od ponad 5 lat. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co by było, gdyby ta wersja zniknęła z oferty YR...



  • The Body Shop, krem pod prysznic z masłem shea. Wszystko byłoby spoko, gdyby można byłoby go bezproblemowo wydostać z butelki. Ciężki zapach stał się przyjacielem w te coraz mroźniejsze dni.
             
  • Organic Shop, peeling o zapachu pomarańczy. Więcej? Klik


  • Natura Siberica, Daurskie masło do ciała. Używałam go i zużyć nie mogłam ze względu na olbrzymią pojemność i silne właściwości regeneracyjne. Produkt służył mi jako dorażna pomoc w stanie mocnego przesuszenia skóry nóg bądź przedramion. 
    Czekam na 10-tego i kupuję kolejny słój.
            
  • Rexona, szału nie było i cieszę się, że w końcu udało mi się zużyć ten antyperspirant.



  • Avon, Slip into... Zapach bez wyrazu, a na dodatek nie grzeszył trwałością. Męczyłam go nieco ponad 3 lata.
      
  • Avon, Herve Leger. Uwielbim ten ciężki i słodki kaliber. 


Jedyną rzeczą z kolorówki, którą udało mi się zdenkować jest arbuzowy błyszczyk marki The Body Shop. Na początku przeszkadzała mi jego chemiczna woń, jednak z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do tego nienaturalnego aromatu. 




To by było na tyle. Nie jest tego dużo, jednak pocieszam się myślą, że w przeciągu dwóch kolejnych miesięcy będzie o wiele lepiej :)

A u Was jak zużycia? Zadowolone jesteście?

Blanka


29 komentarze:

  1. tą maskę z Avon też skończyłam, dla mnie to była bardziej odżywka niż maska bo tak się zachowywała
    a zapach Herve Leger dla mnie jest za ciężki ;)

    szampon GP też mi się podobał
    a na Garnier mam ochotę :) choć teraz znalazłam Natei w biedrze do włosów suchych i zniszczonych i spisuje się świetnie, nie potrzebuję nawet odżywki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie to ani maska, ani odżywka tylko dziadostwo :P

      Usuń
    2. każdy ma inne włosy to i się inaczej sprawdza, przynajmniej plus taki,że mi krzywdy nie zrobiła :P

      Usuń
  2. Nie jest tego wcale mało ;)
    Maseczka z Avonu okazała się bublem? Kurczę szkoda, mam ją w zapasach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład jest nieciekawy, no i nawet nie ułatwiała rozczesywania włosów ;/

      Usuń
  3. Też uwielbiam szampon GP a nienawidzę maski Alterry :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie jestem sama jeśli chodzi o Alterrę :P

      Usuń
  4. Pierwsza osoba która nie zachwala Alterry! :) Ja do tej pory miałam z tej firmy tylko szampon który był całkiem fajny, ale te wszystkie zachwyty w internecie wciąż mnie zachęcają do wypróbowania innych kosmetyków tej marki :) Aż się dziwię, że ci nie podeszły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wyszło. Nie pieję z zachwytu, bo moim włosom wogóle nie podeszła. Na dodatek mieszałam je z innymi produktami, aby szybciej je skończyć.

      Usuń
  5. Serio Alterry nie polubiłaś?! Ja uwielbiam tą maskę i odżywkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No serio, nie polubiliśmy się. Nic, a nic :)

      Usuń
  6. Oj tak, żel do włosów Joanny to rzeczywiście dramat. Kupiłam, użyłam i wyrzuciłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szampon z green pharmacy mnie ciekawi:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa błyszczyku do ust. Świetne zestawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zestawy? Czytałaś tekst bądź tytuł posta?

      Usuń
  9. Maskę Alterra miałam i na moich włosach powodowała puch stulecia. Ostatnio po nią sięgnęłam i nie było już tak tragicznie ale też bez szału.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję zużyć, ja chyba nic z Twojego denka nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam szampony z Alterry i ten żel kawowy YR :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Niczego z Twojego denka nie było mi dane poznać . Moje denko również w tym miesiącu skromniejsze,ale ja już się przyzwyczaiłam,że raz mam sporo,a raz mniej :)
    Ciekawi mnie żel o zapachu kawy i muszę się koniecznie za takim rozejrzeć u siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe kosmetyki zużyłaś :) Żel betonowy mnie powalił, bo pierwszy raz się z takim spotykam :D

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie ostatnio również skromnie ze zużyciami , ale tak jak Ty staram sie zużywać to co mam w zapasach i jak najmniej kupować :) Niestety nic nie miałam okazji jeszcze stosować z Twojego denka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To serum z TBS wpadło mi w oko :O :D

    OdpowiedzUsuń
  16. O nie, ten nieszczęsny antyperspirant! Na początku bardzo mi odpowiadał, dobrze chronił i ładni e pachniał, ale z czasem zaczął mnie dusić i piekło mnie później od niego w gardle... :/ Oddałam siostrze i nigdy więcej nie sięgnę po Rexonę w sprayu. :/

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem ciekawa szamponu z Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Również uwielbiam żel o zapachu kawy z Yves Rocher - ten zapach jest bezkonkurencyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Byłam dziś w niemieckim DM i nie znalazłam szamponu arganowego Swiss a par ani odżywki, czy to możliwe, że nie w każdym jest DM-ie?

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja sobie bardzo chwale odzywke swiss o par

    OdpowiedzUsuń