Garnier Miracle Cream - krem przeciwzmarszczkowy do twarzy i pod oczy


Hello!

Zimno, szaro, buro i ponuro. Jesień ukazała swoje drugie oblicze, przez co codziennie muszę chodzić naubierana, jakbym szykowała się na wyjazd w głąb Rosji. Nienawidzę takiej pogody, więc z dwoja złego wolałabym śnieg. Wiadomo, post nie ma być żadną charakterystką prognozy, a recenzją dwóch kremów, będących nowościa marki Garnier.

Niby produkt przeznaczony jest dla pań 40+, to jednak po wstępnych oględzinach składu, uznałam, że bez problemu mogę go stosować, bo nadrukowane cyferki to tylko zabieg marketingowy :) Zdaję sobie jednak sprawę, że wiele z Was nie znajdzie się w zasięgu grupy docelowej, właśnie ze względu na te 40+. Dlatego radzę po krótce zapoznać się z podstawowymi składnikami kremów, aby w przyszłości móc weryfikować co tak napradę działa, a co nie :)



Garnier Miracle Cream - krem przeciwzmarszczkowy to produkt, majacy zapewnić efekt natychmiastowej metamorfozy. Taaaa, jasne. Nikt nie wspomniał o tym, że krem sprawdza się tylko i wyłącznie w przypadku średniej i ciemnej karnacji. Niestety, ale dla bladzoichów okaże się totalnym niewypałem, ze względu na pomarańczowy kolor. Ja akurat nie mam nigdy większego problemu z doborem odcienia, więc to co oferuje mi Garnier Miracle Cream 40+ całkowicie mi odpowiada. Oczywiście wszystko trzeba stosować z umiarem, aby nie zamienić się w chodzące zombie rodem z solarium. 



Podczas rozsmarowywania na skórze, małe, perłowe kapsułki zaczynają pękać, dzięki czemu uwalnia się kolor. Po dokładnym rozprowadzeniu, twarz staje się jednolita w swoim kolorycie i dosyć mocno wygładzona. Właściwości pielęgnacyjne w skonfronotowaniu z właściwościami wizualnymi wypadają dosyć słabo. Nawilżenie nie jest szczytem marzeń, a stosowanie prepatratu na dłuższą metę w żadem sposób nie wpłynęło pozytywnie. Krem działa tylko do zmycia. 

Co do części wizualnej, jak już wspomniałam, po wklepaniu mazidła, twarz przybiera jednolity odcień, a dodatkowo staję się jędrniejsza i gładsza. Niestety, krem nie wchłania się do matu, więc trzeba go przypudrować. Osobiscie tak nie robię, bo zazwyczaj później stosuję podkład bądź BB. W roli kremu podkładowego Garnier sprawdza się całkiem przyzwoicie, bo się nie roluje, a fluid na tak przygotowanej cerze, wygląda bardzo ładnie. Nic dziwnego, bo automatycznie zwiększają się jego zdolności kryjące. 




To samo tyczy się kremu pod oczy, który stanowi dobre uzpelnienie serii. Tak samo jak w przypadku Garnier Miracle Cream +40, produkt ten również jest wyposażony w mikrokapsułki. Obecnie przypisałam mu rolę korektora i nawet udaje mu się nie zawodzić publiki, jaką są moje oczy patrzące w lustro. 


Lekkie krycie w pełni wystarcza, aby nadać twarzy lekkość spojrzenia. Skóra pod gałkami ocznymi nie jest taka ciężka i zmęczona, Lubię ten efekt utrzymujący się do pierwszego kontaktu z płynem micelarnym. Później czar pryska, a o długofalowym działaniu można zapomnieć



Mimo tego, że oba kosmetyki spełniły moje oczekiwania i spisywały się całkiem nieźle, na pewno do nich nie wrócę, bo wraz ze spadkiem temperatury moja twarz zaczęła wariować, a nos wygląda jak u renifera ciągnącego Św. Mikołaja. Z pokorą wracam do Alantanu, który od dłuższego czasu wiedzie prym w kwestii mojej pielęgnacji. Z tego tytułu niedługo zrobię Wam porównanie wszystkich wersji dostępnych w aptece.

Blanka

18 komentarze:

  1. Nie lubię kosmetyków do twarzy z Garniera, kiedys zrobiły mi kuku ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadły mi w oko kiedy tylko weszły do DMu, ale niestety u mnie po poprzetestowaniu z testera robiła się brzydka pomarańczka :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach u mnie tak samo nie ma szans na zrobienie dobrych zdjęć i też mam kilka na dysku.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, patrz, a mnie na skórze nie wychodził pomarańczowo, tylko jak połączenie kości słoniowej z beżem... bardzo naturalnie i wcale nie ciemno...
    Fajny na weekend bez makijażu lub latem, moim zdaniem

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie sięgamy po produkty tej marki, zawiedliśmy się i to nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe rozwiazanie, ale ciemne gdyby byly jasniejsze to bym mamie fundnela ktora nie lubi podkladow :P

    OdpowiedzUsuń
  7. raczej nie lubie produktów takie jak te z garniera, nie wiem sama czemu

    OdpowiedzUsuń
  8. kolor zabił :D produkty z Garnier lubie, ale ten nie zachęca :P

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawe rozwiązanie, ale raczej się nie skuszę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie kremy Alantan mnie ciekawią i zastanawiałam się ostatnio która wersja byłaby dla mnie odpowiednia - także czekam na posta. A do kremów Garnier no jakoś mnie nie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja z tych bladziochów więc nie mam co się na krem kusić

    OdpowiedzUsuń
  12. Ło mamo! Już widzę, że głupio bym wyglądała w takim odcieniu. Szkoda, że nie ma czegoś dla bardziej "bladych twarzy".

    OdpowiedzUsuń
  13. #MiracleCream od #Garnier KREMIK SUPER Naprawdę polecam. Nadaje skórze ładny odcień i delikatnie pokrywa niedoskonałości

    OdpowiedzUsuń