Zioła, polskie zioła i miód zamknięte w balsamie


Hello!

Dziś pokażę Wam produkt, który towarzysz mi każdego dnia i o każdej porze. Nieprzerwanie od ponad dwóch tygodni jaram się nim jak Rzym za czasów Nerona. Gdy tylko najdzie mnie ochota, odkręcam wieczko, wkładam palucha i przenoszę miodowy balsam na usta. A później... 

 
Mały, szklany słoiczek mieści w sobie aż 30 ml cudownie słodkiego balsamu, a nawet powiedziałabym masełka, bo konsystencja właśnie to mi przypomina. Twarda i zbita, a rozpuszcza się pod wpływem ciepła palców :)

Staropolski design rodem ze szlacheckiego dworku świetnie oddaje klimat i zamysł producenta. Wykorzystanie "typowo" polskich dóbr natury według mnie jest strzałem w 10 i często żałuję, że większa ilość polskich marek nie wykorzystuje skarbów wyrośniętych na rodzimych ziemiach. Dobra, żeby nie było - trochę Afryki też znalazło się w słoiczku, ale nic nie stanowi tak dobrej bazy jak masło shea, które nie dość, że dobrze nawilża spierzchniętą skórę warg, to na dodatek rewelacyjnie natłuszcza, nie pozwalając na ponownie wysychanie. Wiecie, taka bariera ochronna.



Balsam jest miodowy, a dodatkiem są zioła, więc smak i zapach oscyluje wokół tego pierwszego. Jest słodko i naturalnie. Tak do zjedzenia? :) Ciekawe ile w tym jest kalorii :D?



Co do smaku i kalorii... Dobrze, że na wieczku widnieje naklejka znaku zakazu spożycia :D


W tym produkcie dostrzegam same zalety i jeśli tylko będziecie miały możliwość zakupu, to polecam przyjrzeć mi się z bliska. Poniżej lista, która powinna choć po krótce zobrazować działanie kosmetyku :)

- Nawilża,
- Natłuszcza,
- Regeneruje spierzchnięte usta,
- Nie zawiera substancji ropopochdnych,
- Duża pojemność, bo aż 30 ml! 
- Eleganckie opakowanie
- Genialny smak,

Ewentualnie, co mogłby przeszkadzać, to cena - 29.90 zł. Biorąc jednak pod uwagę gramaturę, to ilość potrzebnych złociszy nie jest aż tak tragiczna :) Sama w okresie jesienno - zimowym zużywam od kilku do kilkunastu pomadek regeneracyjno - ochronnych, bo niestety mam ogromną skłonność do pękających warg. Dlatego też w tym przypadku stawiam na jakość, bo nienawidzę tego momentu, gdy robiąc uśmiech, czuję krew sączącą się z rozwalonej wargi. 

Zimy się nie boję, więc może już przychodzić. Nie no dobra, jeszcze nie, bo nie mam butów :D

Blanka

12 komentarze:

  1. Jejku, wygląda niesamowicie apetycznie! Całe szczęście, że jest na nim ta naklejka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajny 'wynalazek' :)
    Butów na zimę też jeszcze nie mam, oferta w sklepach jeszcze mnie nie zachwyciła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jezuu zużyję chociaż jeden słoiczek i idę po niego! OBOWIĄZKOWO!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez nienawidzę tego uczucia, najgorsze co może być to ta pękająca skóra ust :/ a co jeśli nie lubię miodu?

    OdpowiedzUsuń
  5. ten zapach czuję już przez monitor ;) musi być boski!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tu mnie bardzo zaciekawiłaś i już zapisuje na przyszłość na chciejlistę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Eeee tam, drogi nie jest, a przy tym jest duży, więc się opłaca - szkoda, że u mnie w mieście nie ma kosmetyków tej marki... :/

    OdpowiedzUsuń
  8. wygląda super , chętnie kupiłabym ale cena straszna :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Wygląda zachęcająco, mniami! :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczekam na jakąś promocję i skuszę się na niego:)

    OdpowiedzUsuń