Natura Siberica, antycellulitowe okłady do ciała rodem z Syberii


Hello!

Marzę o weekendzie, bo tylko wtedy jestem w stanie poświęcić się blogowi. Niestety w ciągu tygodnia pisanie staje się czymś mało realnym. Praca potrafi wyysać ze mnie resztki sił i gdy wracam do domu, to dwoma czynnościami na jakie mam ochotę to kąpiel i sen. Dlatego też jestem tutaj coraz rzadziej, ale jestem i będę :) Mam nadzieję, że taka częstotliwość ukazywania się wpisów jest dla Was OK? 
Dobra, nie będę się więcej rozwodzić nad moimi osobistymi "problemami", a skupię się na właściwej treści i przejdę do meritum.

Wszystko co ma w nazwie "antycelluitowe" działa na mnie jak magnez i takie produkty zużywam w ekspresowym tempie. Dzięki zmasowanemu atakowi na moje pośladki i uda, wyglądają one całkiem znośnie.
                 


Kalina Sklep ufundował mi antycellulitowy okład do ciała z serii Sauna & Spa będącej moją ulubioną linią marki Natura Siberica. 



Rosyjskie specyfiki budzą wiele kontrowersji. Mają ogromną liczbę zarówno zwolenników jak i przeciwników. Sama należę do tego pierwszego obozu, bo wiem, że każdy wprowadzony LEGALNIE kosmetyk musi mieć certyfikację pozwalającą na sprzedaż w Unii Europejskiej. Dzięki temu wiem, że składy nie są ściemnione, a zwarty w nich ewentualny alkohol nie jest żadnym samogonem.  Dodatko większość rzeczy z którymi miałam do czynienia całkowcie mnie usatysfakjonowały, więc jeśli tylko najdzie mnie ochota, to kminię zamówienie ze sklepu z rosyjskim asortymentem :)

               
Duży słoik zawiera kompozycję naturalnych składników, a bazę stanowi niebieska glinka odpowiedzialna za redukcję efektu "pomarańczowej skórki". Mimo zawartości mięty pieprzowej kosmetyk nie ma działania termoaktywnego, czyli nie chłodzi skóry. Dla mnie jest to ogromny atut, bo nie przepadam za tego typu efektami. Wolę wypośrodkowaną netralność :D

Mimo zachecającego składu, błotny okład nie ujędrnia, a dobrze detoksykuje skórę. Przyznam się, że zależało mi na tym pierwszym, no ale cóż. Dzięki temu, zamiast smarować tylko uda, nakładam preparat na całe ciało. 

Po takim zabiegu odsłania się gładka, wypielęgnowana i nawilżona skóra. Według mnie jest to taki olejowy opatrunek, a nie coś, co poskromi cellulit. 




Konsystencja wydawałaby się toporna ze względu na obecność glinki. Tak jednak nie jest, bo mazidło rewelacyjnie rozprowadza się po ciele. Taka lekko olejkowa formuła daje regenarcyjnego kopa. Zmywanie również jest przyjemne, bo każda struga wody bezproblemowo ściąga niezastygający okład. 

Oczywiście nie jest to produkt obowiązkowy i raczej do niego nie wrócę, bo wybierając kosmetyki wspoamagajace walkę z cellulitem, chciałabym aby choć w minimalnym stopniu zadbały o ujędrnienie i napięcie. Nawet to chwilowe. 

Dajcie znać jakich macie faworytów wśród rosyjskich kosmetyków. Ja pewno za jakiś czas zrobię wpis o swoich ulubieńcach zza wschodniej granicy.

Blanka




5 komentarze:

  1. Ja z rosyjskich kosmetyków używałam tylko maseczkę do wypadających włosów, która mnie zresztą niespecjalnie zachwyciła. Co do okładów błotnych, to kupiłam kiedyś coś podobnego przez internet, ale efekt był mizerny. Wolę więc mniej skomplikowane w użyciu żele i balsamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja uwielbiam peelingi i maski rosyjskie!

    OdpowiedzUsuń
  3. syberica ma świetne produkty!! ja mam krem na noc i chwalę go sobie mocno, specyfiki cellulitwe właśnie testuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój ulubieniec to drożdżowa maska:)

    OdpowiedzUsuń