Kosmetyczne perełki od Victoria's Secret



Hello!


Kupując kosmetyki wypuszczone na rynek pod szyldem Victoria's Secret nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Czegoś przereklamowanego i drogiego? Czy czegoś, co na kilometr wali luksusem i jest dobre w swoim działaniu. Oczywiście luksusem w polskim rozumieniu, bo w USA VS to zwykła sieciówka sprzedająca zajebiste majty i cyckonosze :D 

Wiecie, nie byłabym sobą, gdyby podczas wspólnych amerykańskich zakupów nie zakupiłabym kilku sztuk - na próbę. Wynik próby oczywiście okazał się na tyle pozytywny, że czekam tylko na kolejny termin zbiorczego zamówienia. 




Korzystając z nieziemskich wyprzedaży, kliknęły mi się 4 rzeczy z czego mgiełka od razu powędrowała w świat ze względu na zapach, który zupełnie mi nie podszedł :) Jednak 3$ to nie majątek, więc dużej straty nie było.

Złuszczający żel pod prysznic to największe zaskoczenie. Współgrające nuty kokosa i cytryny wypełniają łazienkową przestrzeń, tworząc pobudzający do życia klimat. Cytrusy są jdnak dosłodzone cukrem, więc całość wydaję się słodka.

Konsystencja to kolejny podpunkt przemawiający za rewelacyjną jakością. Możecie wierzyć, bądź nie, ale ja tego produkty używam dzień w dzień od blisko dwóch miesięcy i została mi 1/3 opakowania. Gęsta formuła zapewnia nieskończoną wydajność. Dodatkowo, połyskujace drobinki pękąją na skórze, uwalniając srebrzyste drobinki, które w kontacie z wodą zaczynają znikać. 
              
Skóra po takiej kąpieli jest czysta, pachnąca i odprężona. Zmysły również dostają sporą porcję ukojenia, bo największą przyjemnością po ciężkim dniu jest oczywiście orzeźwiający prysznic :)
                   

To samo tyczy się balsamu do ciała o nazwie Forbidden Vanilla. Byłam święcie przekonana, iż ten twór to dzieło marketingowców. Jakże to płytkie myślenie było. Zwracam honor! Serio, serio. Kto mnie śledzi od dłuższego czasu, ten wie, że mam ostatnio parcie na mocno peerfumowane kosmetyki. Forbidden Vanilla okazał się pod tym względem totalnym strzałem w 10!

Delikatna konsystencja mleczka świetnie rozprowadza się na skórze pozostawijąc na niej delikatną powłoczkę waniliowego zapachu. Na szczęście nie jest to idealne odwzorowanie aromatu waniliowej laski, bo chyba bym się udusiła tą słodkością. 

Nawilżenie również jest przyzwoite i nic mu nie zarzucam. Jeśli ktoś jest jednak bardziej wymagający w tej kwestii, to raczej ten balsam mu tego nie zapewni. 



Ostatni produkt, który mnie urzekł to sufflet Island Rush przepełniony wonią egzotycznych owoców. Słodko - cierpki i ciężki do określenia, więc nie podejmuję się próby opisu, bo to trzeba powąchać samemu. 

Sufflet, jak sama nazwa mówi, to coś lekkiego. Tak jest i w tym przypadku. Po odkręceniu wieczka, wyłania się delikatna pianka przepełniona zapachem raju. Obym się nie myliła i po przejściu niebiańskich bram poczuła dokładnie to samo. A przynajmniej chciałabym, aby powietrze składało się z zapachowych atomów pomelo i wody kokosowej. 



Delikatny mus szybciutko się wchłania i nie pozostawia po sobie nic, poza niebiańską wonią w której jestem doszczętnie zakochana. Z tego też tytułu nie używam tego kosmetyku zbyt często. Nie chcę aby mi się skończył, bo nie wiem, kiedy następnym razem będę miała okazję się z nim ponownie spotkać. Domniemam, że taka okazja pojawi się w przyszłym miesiącu, ale nie chcę zapeszać. 
             

Niestety, ale w naszym kraju znajduje się tylko jeden salon Victoria's Secret. Oczywiście chodzi tu o stolicę i płaczę za każdym razem, gdy nadchodzi czas wyprzedaży, a ja nie mogę skorzystać ze względu na zbyt dużą odległość. 

Z wszystkich trzech produktów jestem bardzo zadowolona i z niecierpliwością planuję kolejne amerykańskie zamówienie. Z tym, że większą uwagę skupię na masłach do ciała bijące rekordy popularności na zagranicznym YT. 

Ps. majtki z VS są najwygodniejszą bielizną jaką w życiu miałam. Juliusz już wie, że nie chcę żadnej innej, więc teraz bedzie musiał stawać na rzęsach, by móc spełnić moje bieliźniane zachcianki :D

Blanka

18 komentarze:

  1. Ale idealnie trafiłaś! Właśnie przeglądam stronę VS, mam nadzieję, że stacjonarnie też można dorwać te cudowności :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej ale cudne rzeczy :-) tez bym chciała :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Victoria's Secret:) Kosmetyki są cudowne i bielizna też:) a z ubrań uwielbiam kolekcję pink:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak opisałaś sufflet, że aż się rozmarzyłam ^^ Czy żel pod prysznic daje gęstą pianę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię kosmetyki tej marki, szkoda, że są takie drogie.

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja jeszcze nie dopadłam żadnych dobroci VS :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkie 3 zachwycają, kuszą i przyciągają :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam Victoria Secret! Wszelkie kosmetyki, czy bielizna, cuda :D <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic nie miałam, ale ten żel baardzo mnie zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
  10. z Victoria secret mam tylko mala mgielke, ktora srednio mi odpowiada zapachem, ale chetnie kupie cos na wyprzedazach w styczniu

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze mówiąc VS znam tylko i wyłącznie z blogów i filmików jakoś nigdy mnie do nich nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam nigdy żadnych kosmetyków z VS i bardzo mnie one ciekawią ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Suflet pomelo z wodą kokosową - coś dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mmmm Forbidden Vanilla brzmi cudnie <3

    OdpowiedzUsuń
  15. ja jakos za vs nie przepadam :( wole Bath and Body Works :)

    http://villemo20.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Kosmetyków w ofercie mają multum. Ja dotąd używałam płynu pod prysznic i balsamu z tej samej serii (nie pamiętam nazwy). Byłam bardzo zadowlona! Ach ten zapach :-) Ale mam od VS strój kąpielowy i jest to najseksowniejszy, najwygodniejszy, najporządniejszy i najpiękniejszy strój jaki kiedykolwiek miałam <3

    OdpowiedzUsuń