Vita Liberata - najpiękniejsza opalenizna zamknięta w musie



Hello!

Cały czas pluję sobie w brodę, ponieważ nie zdążyłam zrobić zdjęcia porównawczego ukazującego biel moich nóg. Nadmorskie słońce przyszło mi z pomocą i obecnie nie muszę smarować się samoopalaczami, ale...  Przejdźmy do rzeczy :)

Opalanie nie jest moim ulubionym zajęciem, bo pomimo filtrów zawsze dojdzie do poparzenia. Nieważne czy siedzę celowo w mocno nasłonecznionym miejscu, czy chodzę po mieście. W mniejszym lub większym stopniu moja skóra szybko reaguje na promienie, co skutkuje późniejszym pieczeniem i swędzeniem. Najgorsze jest jednak, iż rozkład "opalenizny" nie jest równomierny, a tego nie lubię. 



Zanim jednak dosięgło mnie gdańskie słońce, stosowałam nagminnie mój pierwszy w życiu samoopalacz. Tak, tak. Dobrze czytacie - pierwszy. Niestety, do tego typu produktów zawsze podchodziłam jak pies do jeża ze względu na piętrzącą się górę obaw o ewentualne mankamenty spowodowane złym nałożeniem preparatu. 

A, do solarium nie chodzę i chodzić nie zamierzam. Efekt jaki można osiągnąć przy pomocy lamp UV nie jest przeze mnie mocno pożądanym rezultatem. Poza tym dosyć spora liczba pieprzyków skutecznie przemawia mi do rozsądku.




Vita Liberata skutecznie wyleczyła mnie z uprzedzeń samoopalaczy. Dzięki ich musowi pokochałam sztuczną, ale jakże pięknie wyglądającą opaleniznę. 





Zestaw, który otrzymałam składał się trzech rzeczy. Pianki, peelingu oraz rękawicy, która w znacznej mierze ułatwiała aplikację. 

Przepiękny skład, ładny zapach i GENIALNY efekt, dający RÓWNY, NIENACHALNY i DŁUGOTRWAŁY kolor lekkiego brązu. Może lekko przesadzam, ale jak na pierwsze zetknięcie z kosmetykiem o takim działaniu, to jest REWELACYJNIE.



Aplikacja była dosyć długim procesem, ale było warto. Opiszę Wam ją krok po kroku, bo myślę, że to to dosyć istotne.

1. Najważniejszy jest PEELING. Dobrze wygładzona skóra lepiej wchłania każdą następną warstwę. W tym celu używałam zdzieraka wchodzącego w skład zestawu. Niestety, jego pojemność starczyła mi na raz, więc każde kolejne peelingowanie odbywało się przy pomocy scrubu do twarzy - lekki i bez parafiny. Samoopalacz musi wniknąć w skórę, a nie w zostawioną na niej powłoczkę. 



2. Lekki balsam. Tuż po dokładnym usunięciu martwego naskórka chciałam nawilżyć ciało. W tym celu stosowałam malutką ilość delikatnego sorbetu z The Body Shop, który w tej roli spisał się idealnie. 

3. Po niespełna godzinie przystępowałam do operacji właściwej, czyli nakładania musu. Ze względu na jego piankową konsystencję posługiwałam się rękawicą wykonaną z gąbki. Oczywiście cały proceder musiał odbywać się w miarę szybko, gdyż delikatna pianka wchłaniała się w ekspresowym tempie. Plecy smarował Juliusz.

4. Oczywiście po całkowitym nasmarowaniu się, nie zakładałam na siebie ubrań. Wiadomo o co kaman :) Po 3-4 godzinach opalenizna zaczęła wychodzić na zewnątrz. Do tego czasu omijałam wszystkie przedmioty w mieszkaniu, nie myłam rąk. Bałam się o niepożądane skutki. Na szczęście w tym przypadku rzeczy martwe okazały swą przychylność ;D



Trwałość sztucznej opalenizny jest uwarunkowana kilkoma czynnikami: częstotliwością mycia, ilością detergentów w żelach pod prysznic, czy płynach do kąpieli. Na dobrą sprawę wszystko jest po części odpowiedzialne za to w jakim czasie powrócimy do bladości. Ja w tej kwestii nie chcę się za bardzo wypowiadać, bo samoopalacza używałam po co 3 lub co 4 kąpieli. Tak było mi wygodnie. No i nie wyglądałam jak pani zatrzaśnięta w lampowym łóżku :D

Używacie samoopalaczy?

Blanka

23 komentarze:

  1. Ja samoopalaczy się raczej wystrzegam. Dużo łatwiejsze i przyjemniejsze w użyciu są dala mnie balsamy brązujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się wystrzegałam, ale ileż można świecić bielą nóg :D? Balsam brązujący używałam z Oriflame, dopóki go nie wycofali... :/

      Usuń
  2. Nie używam samoopalaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. samoopalaczy nie,właśnie z obawy o plamy jak źle nałożę
    kiedyś bardzo sobie chwaliłam balsam brązujący "cztery pory roku",okazał się super,pomimo,że miał parafinę
    teraz mam balsam koloryzujący z avon
    ale ja to tylko na nogi,bo reszta się ładnie opala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiałam z Oriflame, a niestety go wycofali i nigdy nie znalazłam nic, co mogłoby wskoczyć na jego miejsce :(

      Usuń
  4. ja bym chciała sobie kupic jakiś samoopalacz, bo słońce mnie zawsze parzy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już sparzyło i właśnie moje katusze z tym związane dobiegły końca :D

      Usuń
  5. U mnie sam o opala że się nie sprawdzają. Zawsze wyjdą jakieś zacieki, schodzi nierównomiernie. Ale może to wina samoopalaczy kiepskiej jakości i mojej nieumiejętnej aplikacji ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samoopalacze* miało być ;)

      Usuń
    2. Trzeba się przyłożyć do nakładania, to fakt. Ale efekt jaki daje jest tego wart <3

      Usuń
  6. Ja jestem fanką zarówno słonecznej jak i sztucznej samoopalaczowej opalenizny, tego akurat nie znam, ale mnie zaciekawił ;) W kolejce mam St Tropez ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty bladziochu jesteś fanką opalenizny :D? Nie powiedziałabym! :)

      Usuń
  7. W tym roku mam swoje pierwsze podejście do samoopalaczy... jak na razie kolor ciężko się mnie chwyta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się nie chwytał, bo za bardzo nie chciałam. Plażowanie zrobiło swoje :D

      Usuń
  8. Ja nie umiem ich używać:(:( próbowałam już tak wiele i zawsze kończy się tak samo! PLAMY WSZĘDZIE! jak nie miedzy palcami to smugi na nogach, albo na plecach gdzie nie sięgnę:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety mam wielki problem bo samoopalacze nawet te do jasnej karnacji nie sprawdzają się u mnie, a szkoda bo bardzo chciałabym chociaż trochę się "opalić" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, a balsamy brązujace? Są bardziej deilkatne i potrzeba dłuższego czasu, aby osiągnąć efekt zdrowej opalenizny :)

      Usuń
  10. Ja unikam wszelkich samoopalaczy, słońca i opalenizny.mwczorwj o 14 wyszłam złapać zdrowego odcienia skory z czystej bieli chociaż na krem - oprócz tego ze sie sfajczalam przez te dwie godziny 14-16 to jeszcze sie opaliłam na jakas latynoske : p

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie używam samoopalaczy, bo boję się że narobię sobie plam. W tym roku odważyłam się na coś w trochę innej formie, ale bardzo mi się spodobało - Lirene BB - super produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Produkty marki Vita Liberata nie robią plam ani zacieków! Wystarczy użyć rękawicy do aplikacji!

    OdpowiedzUsuń