Denka miało nie być


Hello!

... a tym czasem zrobiłam porządki w łazience i moja torba, do której zbieram puste opakowania zaczęła pękać w szwach, więc poniekąd zostałam zmuszona do jej opróżnienia i zdania raportu na blogu. Dzisiejsze rozliczenie będzie obejmować tylko kwiecień, a nie jak zawsze dwa miesiące. Sama się zdziwiłam, że aż tyle tego jest. Niestety w tej edycji nie ma ani jednego kosmetyku kolorowego. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem :D


Lecimy z koksem, bo trochę się tego uzbierało. Najpierw zacznę od pielęgnacji ciała, bo w tej dziedzinie jak zawsze mam najwięcej zużyć. Wniosek nasuwa się sam - za dużo się kąpię! Haha! 

Pielęgnacja ciała

  • Yves Rocher, żel pod prysznic o zapachu kakao i pistacji pochodzący z zimowej edycji limitowanej. Cieszę się, że dobił dna, bo jego zużywanie nie było czymś fajnym :)
                             
  • Yves Rocher, żel pod prysznic o zapachu kwiatu bawełny oraz Yves Rocher żel pod prysznic o zapachu kawy. Oba bardzo lubię, a wersja kawowa jest moim kilkuletnim hitem ze względu na pobudzający do życia aromat świeżo zmielonych ziaren kawy :)



  • Natura Siberica, kremowy żel pod prysznic niezawierający SLS i SLeS. Olbrzymia pojemność sprawiła, że całkowite jej zmęczenie zajęło mi trochę czasu. Zapach również nie należał do moich ulubionych, więc zapewne do niego nie wrócę. Za to z miłą chęcią sięgnę po jego brata :)
                           
  • Natura Siberica, rewitalizująca sól do kąpieli. Najmocniejsza sól jaką w życiu miałam. Aromat pachnącej wody rozchodzi się po całym mieszkaniu. Ziarenka soli, mimo tego, że są dosyć duże, to bez problemu się rozpuszczają, a kąpiel staje się niezwykle przyjemna. Składając zamówienie skuszę się na kolejne opakowania :)



  • Anna, Nafta kosmetyczna z drożdżami. Nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała ciekłej parafiny do włosów. Nie, nie i jeszcze raz nie. Zdecydowanie wolę oleje, bo one w żaden sposób nie ingerują w mój chory skalp. Niestety nafta powodowała silny świąd, a ze względu na jej właściwości ciężko było ją zmyć. Mimo tego, że włosy po niej wyglądały dobrze, to wolę nie ryzykować i na pewno w przyszłości po nią nie sięgnę.
                    
  • Planet Organica, peelingująca maska do włosów. Kolejny bubel, który skończył jako peeling do ciała, choć w tej roli również kiepsko sobie radziła.
                    
  • Nivea, odżywka odbudowująca Long Repair. Mój hit jeśli chodzi o silikonową pielęgnację włosów. 



Pielęgnacja twarzy
  • Garnier, płyn micelarny. Ulubiony micel, który idealnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Gdyby nie to, że teraz stosuję nowości od GP, to zapewne kupiłabym go ponownie ze względu na ogromną pojemność, wydajność oraz niską cenę.
                      
  • Astor, płyn do zmywania oczu. Dostałam jako gratis do jakiś internetowych zakupów. Użyłam parę razy, więc o jego działaniu nie mogę za bardzo nic powiedzieć, poza tym, że trochę piekł w oczy.
                   
  • Pharmaceris N, Łagodny tonik wzmacniający naczynka. Bardzo go polubiłam ze względu na mocne odświeżenie twarzy. W ogóle uważam, iż ta seria jest bardzo udana i na chwilę obecną stosuję żel do twarzy. 


  • Natura Siberica, złuszczający peeling do twarzy. Ogromna pojemność, która starczyła mi na 5 miesięcy! Co prawda stosowałam go tylko na czoło, szyję i skronie. Reszta partii jest obszarem silnie unaczynkowionym, więc nie tykam ich peelingami mechanicznymi, gdyż boję się kolejnych pęknięć. Scrub jest moim ulubionym i muszę zamówić kolejną tubkę :)
                    
  • Pat&Rub, Mgiełka różanka. Ze względu na jej cenę szkoda mi było zużywać ją do mieszania glinek, więc służyła jako tonik. Na chwilkę obecną używam wody różanej z Dabour i nie widzę żadnej różnicy w działaniu.
                      
  • Pharmaceris A, Nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu. Najdelikatniejszy żel jaki było mi dane stosować. Absolutnie sprawdził się w połączeniu z Północnym Mydłem "Detox". Jeśli ktoś szuka silnego oczyszczenia skóry, to ten produkt na pewno się u niego nie spisze.


  • Paula's Choice, eksfoliator z 2% kwasem salicylowym. Ten kosmetyk stosowałam w zimie i kompletnie się u mnie nie sprawdził. Przez przypadek owa buteleczka wylądowała za koszem na brudy i dopiero ostatnio ją odnalazłam. Jej zawartość stanowiło kilka kropel, więc je wylałam, a opakowanie leci do kosza :)
                           
  • Mizon, Aqua Bank. Odkupiłam połowę opakowania od Magdy, która pasjonuje się azjatyckimi kosmetykami. Używałam go w zeszłym roku, w lecie i wtedy był moim ulubionym, lekkim nawilżaczem. Reszta w opakowaniu jest już po terminie, więc Mizon zalicza wyrzutkę.
                   
  • Organique, Savon Noir. Kupiony na jesień i zużyty dopiero niedawno. Uwielbiam oryginalne, marokańskie czarne mydło, które stosuję nieprzerwanie od maja ubiegłego roku.


  • Fitcosmetics, Biała glinka anapska ze srebrem. Najsłabsza ze wszystkich glinek jaki dane było mi stosować. Od czasu do czasu muszę zastosować mojej skórze silne oczyszczenie, więc w tej kwestii rewelacyjnie sprawdza się Ghassoul i glinka zielona. Innych nie zamierzam już kupować :)
                                    
  • Olej z pestek malin. Ten produkt służył mi do olejowania paznokci. Niestety dosyć szybko zjełczał...
                    
  • Flos - Lek, żel arnikowy. W lecie i wczesną jesienią służył mi jako żel do twarzy, który w wyraźny sposób obkurczał naczynka. Co prawda jego zastosowanie jest nieco inne, ale ja to jestem ja i zawsze muszę robić inaczej :D
                     
  • Noni Care, krem pod oczy. Cholernie żałuję, że Rossmann wycofał ową markę kosmetyków naturalnych ze swojego asortymentu. Zarówno żel do mycia twarzy jak i ten krem spisywały się cudownie, gdyż w szybkim czasie wyleczyły moje uczulenie na różową Biodermę.
                      
  • Himalaya Herbals, krem antyseptyczny. Używałam go do łagodzenia zmian łuszczycowych i pod tym kątem sprawdzał się lepiej niż nie jedna maść ze sterydami. Na szczęście łuszczyca od kilku miesięcy jest zaleczona, więc oddycham z ulgą :)
                 

  • Lirene, Lactacima, płyn do higieny intymnej. Bardzo neutralny produkt, który najzwyczajniej w świecie mył i się pienił. Ja jednak wolę delikatne mydełka :)
         
  • Garnier Mineral, bardzo średni antyperspirant, do którego na pewno nie wrócę, bo jego ochrona była na średnim poziomie, a jego zapach nie należy do grupy moich ulubionych woni :)
                  
  • I-nails, płyn do odtłuszczania płytki paznokci. Produkt zupełnie mi zbędny, bo odtłuścić mogę zmywaczem. Jedyne zastosowanie jakie dla niego znalazłam to mycie szklanych powierzchni jak stół czy okna :DDDDD
                

  • Bath&Body Works, mgiełka do ciała Be Enchanted oraz Coconut Lime Brize. Pierwsza to mój ukochany zapach zaraz po Dark Kiss, z kolei ta druga wylądowała w toalecie jako odświeżacz. Never! Cytrusy zgińcie :D
                     
  • Avon, Skin So Soft, kwiatowy olejek do ciała. Avonowi już podziękuję, bo po wczorajszym kontakcie z maseczką tej irmy do teraz miejscami mam czerwoną twarz. Co do olejku, to ja ich nie polecam, bo wszystkie, które miałam nie chciały się wchłaniać i pozostawiały mega tłusty film na ciele. Jedyny plus to brak parafiny w składzie.
                       

  • Oriflame, Miss O. Cholernie nietrwała woda toaletowa, która dawno, dawno temu była moim ulubionym zapachem.
                             
  • Avon, Rare Gold. Zmęczenie tego flakonu zajęło mi chyba 3 lata. Nigdy więcej tak ciężkiego i duszącego psikadełka.
                    

  • Sylveco, Brzozowy balsam do ust. Baaardzo lubię i zapewne kiedyś znów po niego sięgnę.

  • Himalaya Herbals, balsam do ust z masłem kakaowym. Całkiem przyjemny sztyft, którego data ważności była na dniach, więc tym bardziej cieszę się, że udało mi się go wykończyć, bo szkoda byłoby wyrzucać do kosza coś, co się lubi :)


Cieszę się, że w ciągu 30 dni udało mi się pozbyć tak dużej ilości kosmetyków. Niestety, kwiecień obfitował we wszelakie nowości, więc bilans znów wyszedł dodatni. W maju również szykuje się mocno zakupowy, choć bardziej moją uwagę skupiły ubrania i buty. Kosmetykom mówię stanowcze NIE! :D
Blanka


71 komentarze:

  1. Bardzo lubię żele pod prysznic z YR, pięknie pachną :) Co do micela z Garniera, to wylądował w moich ulubieńcach w tym miesiącu i zdetronizował Biodermę różową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam 500 ml butlę Biodermy, która przy samym końcu tak mnie podrażniła i uczuliła, że nigdy więcej nie popatrzę w stronę tej marki. Moje oczy i powieki wyglądały jakbym płakała z dobry tydzień. Zdecydowanie wolę coś delikatniejszego :)

      Usuń
  2. Dużo tych wyrzutków :-) Mam w planach Savon Noir z Organique, mam nadzieję, że się sprawdzi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup sobie wersję na wagę, bo jest to silny produkt i zbyt częste stosowanie może Cię podrażnić ;)

      Usuń
  3. Sporo tego wszytkiego. Przemysł kosmetyczny uwielbia nasze denka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bardziej nasze posty z informacjami o promocjach :D Choć z drugiej strony.. również masz rację :)

      Usuń
  4. Całkiem wielkie dno :) aż ciężko uwierzyć ze to tylko jeden miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zaskoczyło! Cieszę się, bo w końcu mogę otworzyć nowe kosmetyki :D

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Chyba nie znam osoby, która jej nie lubi :)

      Usuń
  6. Duże denko - muszę wypróbować te żele z YR :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, w szczególności te kremowe :)

      Usuń
  7. Lubię żele z YR, ale zdecydowanie wybieram mojego ulubieńca - kokoska, z kokosowej serii. Kiedyś kupiłam żel z tej, którą prezentujesz (jakiś fioletowy ryż, czy coś) i myślałam, że umrę. Kompletnie nie mój zapach. Nie wiem, co mnie podkusiło, że nawet nie powąchałam w sklepie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryż z Laosu jest kremowego koloru. Musiałaś mieć lawendowy :D Ja lawendy nienawidzę, więc nawet nie patrzę w jej kierunku :)

      Usuń
    2. Nie chodziło mi o kolor żelu, tylko że ryż fioletowy :D a może z Laosu... Mówiłam, że "czy coś" :D
      W każdym razie, to na bank był ryż i na bank byłam na nie ;)

      Usuń
    3. Mea culpa, źle przeczytałam. Wybaczysz :D?

      Usuń
  8. uwielbiam odżywkę do włosów Long Repair, zawsze do niej wracam! a płyn micelarny z Garniera kupiłam ostatnio po raz pierwszy i po kilku użyciach jakoś mnie nie zachwycił...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty? A mi całkowicie przypadł do gustu :) Na ale, co służy mi, nie musi służyc Tobie :))

      Usuń
  9. łooo mamo ile tego...
    Nivea - tez bardzo lubię super na zimę żeby włosy się ie elektryzowały i szarpały od szalika
    Olej z pestek malin kocham miłośicOM wielką używam do twarzy i też do paznokci.
    Mgiełek zazdraszczam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie od tygodnia używam serum olejowego na noc i jak na razie jestem zadowolona :) Tego z pestek malin używałam tylko do paznokci i po dłuższym czasie stosowania przyniósł duże rezultaty.

      Usuń
  10. Nafta jest bardzo fajna, ale stosowana na długość, powiedzmy od ucha w dół. Jak nałożę na skalp to tak samo podrażnia. Moje włosy na tyle się z nią polubiły, że szkoda mi z niej zrezygnować. Z reguły na skalp wtedy stosuję olej rycynowy i jest git :)
    Mam wodę różaną, ale z KTC, jest jeszcze tańsza od Daburu, ok. 7,5zł zależy od sklepu, a też nie widać różnicy w działaniu. Inna sprawa, że mnie woda różana nie powala, wolę np. hydrolat z kwiatu pomarańczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę bawić się olejowanie niż w parafinowanie włosów :) Woda różana jest wszędzie taka sama, z tym, że ta z P&R jest konserwowana mocniejszym konserwantem niż ta z Dabur.

      Miałam hydrolat z kwiatu pomarańczy, ale jak dla mnie to śmierdział :DD Poza tym wodę różaną stosuję tylko i wyłącznie do mieszania z glinkami :)

      Usuń
    2. To Ty śmierdzioszka nie miałaś! Wypróbuj hydrolat lawendowy, padniesz na miejscu ;>

      Usuń
  11. a ja muszę pokończyć swoje peelingi co by z NS zamówić. Wiesz powiem Ci, że gratuluję zużycia jestem pod wrazeniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie też gratuluję zużyć, bo ta ilość jak na 30 dni jest ogromna :)

      Usuń
  12. Rzeczywiście spore to denko :) Również bardzo lubię Pharmaceris, sama obecnie używam pianki do mycia twarzy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pharmaceris ma bardzo dobre produkty i jeszcze nie udało mi się znaleźć rzeczy, która by mi nie podeszła :) Najbardziej lubię krem emolientowy z serii E :)

      Usuń
  13. Wow, ale duże denko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Sporo tego :) Uwielbiam zapach kawowego żelu YR :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ogromniaste denko :)))) Micel Garniera czeka na swoją kolej, mam nadzieję, że i u mnie tak świetnie się spisze :)
    Brawo Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ogromniaste to dobre określenie :)

      Usuń
  16. Z YR kawy nie miałam ale kusi mnie ! Miałam orzechy makadamia - zakochałam się w nim!! :) Myślę ze na Garniera skuszę się jak mi się Lirene skończy :D
    A denko faktycznie gigantyczne ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orzechy makadami też mam w domu i chyba dziś je wyciągnę, bo mi o nich przypomniałaś :D

      Usuń
  17. ta seria do skróry naczynkowej z Pharmaceris i żele z YR tak mnie kuszą i kuszą... jak tylko skończę część swoich produktów to się chyba ugnę w końcu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. sporo zużyć :)
    kusi mnie ta seria do cery naczynkowej bo ostatnio coś mam z nimi problem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam z nimi problem od zawsze i zazwyczaj staram się stosować delikatne preparaty. Jednak przy mojej mieszanej cerze jest to nie lada wyczyn :(

      Usuń
  19. Kobieto, kiedy Ty to wszystko zdążyłaś zużyć?! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam żele YR. Mają świetne zapachy, które mi osobiście nigdy się nie nudzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te żele mają tak małą pojemność i są tak niewydajne, że ich używanie to czysta przyejmność, która nigdy się nie nudzi :D

      Usuń
  21. Duże, porządne denko, tak jak lubię! Nie wiedziałam, że Noni care wycofali z Rossmanna. Szkoda, bo nie miałam okazji spróbować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre kosmetyki z naturalnymi składami. Szkoda, że je wycofali, ale zazwyczaj tak jest, że jeśli coś mi się sprawdza, to szybko znika ze sklepowych półek :(

      Usuń
  22. Żele pod prysznic z YR bardzo lubię, to jedne z moich ulubionych ;)
    Płyn z Garniera właśnie używam i mi także przypadł do gustu, ale różową Biodermę również sobie bardzo chwalę, stawiam te płyny na równi.
    Natomiast mgiełki z BBW mnie nie powaliły, mam dwie ale zapachy są strasznie nietrwałe i po godzinie w ogóle ich nie czuć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie są to perfumy ale oczekiwałam trochę dłuższej trwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je lubię nieprzerwanie od kilku lat :)

      Mgiełki B&BW są najtrwalszymi mgiełkami jakie miałam, niezależnie od zapachu. Z tym, że ja pryskam zarówno ciało jak i ubrania. Ilości nie żałuję :)

      Usuń
  23. spore denko :) Robisz porządki i znajdujesz pełno kosmetyków których nie używasz :) Wiem, bo około 2 miesiace temu miałam tak samo, cały worek wyrzuciłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Część po terminie, części nienawidzisz, a reszta jest tak srednia, że ciężko ją zużyć :D

      Usuń
  24. Fajne i spore denko ;) Widzę w nim odżywkę do włosów Nivea Long, która jest moją ulubioną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LR to hit, który na pewno zakupię ponownie :)

      Usuń
  25. Spore denko się uzbierało :) Widzę tu kilka moich ulubieńców a zwłaszcza odżywkę Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, ta odżywka jest tak popularna, ze chyba każda babeczką ją miała :P

      Usuń
  26. Się wypowiem co do naszego cleanera :D
    Odtłuszcza lepiej niż zmywacz (100% zmywaczy zawiera składniki natłuszczające - czyli różne lanoliny i inne), cleaner to czysty isopropanol + woda. Główne przeznaczenie: stylizacja paznokci żelowych, akrylowych i manicure hybrydowe. Świetny do mycia i dezynfekcji pędzli :) wykonanych ze sztucznego włosia.

    Z denka miałam żele pod prysznic z YR

    Muszę się skusić na tą sól syberyjską - brzmi zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Żel Yves Rocher o zapachu kawy używam obecnie i jestem nim jeszcze bardziej oczarowana niż do tej pory. Teraz jakoś bardziej odpowiada moim gustom zapachowym

    OdpowiedzUsuń
  28. wow!!! Jestem pod wrażeniem... Kilka kosmetyków jeszcze są mi nieznane, ale po Twoich opisach zapragnęłam je wypróbować... Oż Ty... ;)))

    OdpowiedzUsuń
  29. Własnie tak chciałam zapytać, ile takie opakowanie czarnego mydła w Organique kosztuje? Moje mi się kończy, chociaż ostatnio coś mi nie służyło do twarzy, ale to pierwszy raz. Co do antyperspirantu z Garniera to jakoś się z nim nie polubiłam. Najlepsza była zielona herbata z YR, brak godnego zastępcy jak dla mnie na razie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie pamiętam :/ Oryginalnie zapakowane kosztuje około 40 zł. To o wiele mniej :)

      Usuń
  30. Wow ale pielegnacji, podziwiam.Nic nie mialam w twoich kosmetykow.

    OdpowiedzUsuń
  31. też mam ten kawowy żel jest moim ulubionym :)
    Może wzajemna obserwacja? Napisz na moim blogu :)

    http://photo-andyou.blogspot.com/


    OdpowiedzUsuń
  32. Mega dno!
    Ja z tej serii YR kakao&pistacja miałam krem do rąk, zapach fajny, ale działanie bardzo średnie....
    Long repair również bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mega te Twoje dno aż normalnie oczopląsu dostałam :) Sama staram się nie otwierać masy kosmetyków bo później opornie idzie mi zużywanie i mam podobnie co do perfumy z AVON tylko ja denkowałam ją zimą kiedy mocniejszy zapach średnio mi przeszkadzał choć dla mnie typowo babciowe psikadło :)

    OdpowiedzUsuń
  34. nie otwieraj nowych kolorowych hehe wiem, że to nie łatwe, sama się biję po łapach ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo duże denko ;D Odżywkę Nivea też lubię. Naftę kosmetyczną mam w palnie spróbować, bo niby wiem, że nie każdemu się sprawdza, ale i tak po prostu muszę - jakoś mnie do niej ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Uwielbiam żele pod prysznic yves rocher ale najbardziej lubie serie kokosową :)

    OdpowiedzUsuń