Czerwone mleczko do ciała Garnier - kultowy kosmetyk


Hello!

Czy jest tu jakaś osoba, która nie takiego produktu jak mleczko do ciała Garnier? Podejrzewam, że chyba nie. W końcu i ja postanowiłam zmierzyć się z nim oko w oko. W chwili obecnej moja sucha skóra na ciele nieźle daje mi popalić i cieszę się, że udało mi się znaleźć balsam do ciała, który szybko się wchłania.

W jednym z nielicznych przypadków jakie było mi dane poznać obietnica producenta została spełniona:

"Mleczko głęboko odbudowuje skórę, nawet najbardziej podrażnione i wysuszone miejsca (łokcie, kolana). Jego kanadyjska formuła z syropem z klonu błyskawicznie się wchłania, aby łagodzić uczucie szczypania i podrażnienia. Skóra jest zregenerowana i odzyskuje swój dawny komfort na 24 godziny."

Zacznę od konsystencji, która troszkę mnie zaskoczyła. Myślałam, że będzie to typowe mleczko do skóry, czyli coś bardziej wodnistego, a okazało się, że jest to całkiem gęsty balsam do ciała.
Ochrona skóry zimą jest dla mnie bardzo ważna, ponieważ śpię koło kaloryfera, który ma istotny wpływ na przesuszenie skóry, która potrafi ściągać i się łuszczyć, dlatego skazana jestem na ciągłe nawilżanie, co akurat średnio lubię. Odstawiłam balsamy ujędrniające i krem do ciała, które stosowałam na rzecz jednego produktu. 


Pielęgnacja skóry wrażliwej jest szczególnie istotna zimą, gdyż niska temperatura, czy suche powietrze przyczyniają się do jej szybkiego wysuszenia i podrażnień. Sama staram się smarować nogi przed wyjściem do pracy, bo inaczej byłaby katastrofa w postaci suchych placków. Przeżywałam to w ubiegłym roku i teraz wolę się zabezpieczyć się nieco wcześniej, dlatego też przeglądając balsamy do ciała zdecydowałam się na kultowego Garniera i nie żałuję. Szybko się wchłania, nie zostawiając żadnego lepkiego filmu, a sucha skóra ciała wsysa go niczym gąbka wodę. To lubię :)




Przyznam się, że jest to pierwszy balsam, który zużyłam do samego końca, a codzienne smarowanie sprawiało mi radość a nie katorgę. Nie wiem czym to jest spowodowane, choć obstawiam ten delikatny zapach, który mi się podoba, bo nie jest nachalny i szybko znika. Wydawałoby się, że taka konsystencja nie nawilży, a jednak. Mleczko stosowane na dłuższą metę przyczyniło się do zlikwidowania czerwonych krostek powstających po depilacji. O właśnie! Idealnie nadaje się do stosowania po goleniu, gdyż bardzo fajnie łagodzi. 

Jest parafina, ale plecy omijam i jest ok. Nic mnie nie zapchało :) Poza tym w składzie znajdziemy jeszcze masło shea, olej palmowy - super, petrolatum - mogli sobie darować :)

Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowanie. Nie lubię pracować z tą butelczyną, bo niemiłosiernie ślizga się w dłoniach. Tak mało ergonomiczna jest. 

Cena również nie jest jakaś wygórowana, bo 250 ml kosztuje około 12 zł. Według mnie są to optymalne koszty porównując wydajność do jakości. Istnieje również wersja ekonomiczna zawierająca 400 ml balsamu. Pewno ta pojemność szybko by mi się znudziła, więc wolę nie ryzykować i zostaję przy 250 ml :) Z dostępnością również nie ma żadnego problemu. Z tego co kojarzę często można dopaść go w promocji.


Ja jestem zadowolona z tego produktu i coraz bardziej zaczyna podobać mi się ta marka. Ostatnio ukazał się świetny płyn micelarny, mają dobre odżywki i maski do włosów. 

Pewnie większość z Wam dawno temu testowała to mleczko. Cieszę się, że w moim przypadku sprawdziła się złota zasada - "lepiej późno niż wcale". 

Dajcie znać jakiego produktu używacie o tej porze roku, bom niezmiernie ciekawa czym pielęgnujecie ciało.


Blanka



23 komentarze:

  1. Ja zauważyłam, że przez gorące kąpiele mam suchą skórę..a tak je uwielbiam :( do ciała używam: kremu do ciała Isana z masłem shea i kakao, regenerującego balsamu do ciała Venus, czasem olejków Alterra. A do kąpieli staram się dodawać olejek (najczęściej oliwa z oliwek)

    OdpowiedzUsuń
  2. To mleczko garniera jest wspaniałe. Pisałam o nim w początkach mojego bloga. Odkryłam jednak ostatnio jeszcze lepszy balsam do ciała Eveline bio Hyaluron 4D- Kremowy balsam do ciała S.O.S- jest boski, właśnie o nim piszę więc dziś albo jutro zapraszam Cię na kawę do mojego bloga :-p (nie traktuj tego jako spam =] )
    A co do suchej skóry- ja borykam się z takową i okazuje się, że winna jest tarczyca.... Zresztą urosłam też przez nią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tego balsamu mam straszny sentyment ponieważ to był mój pierwszy balsam do ciała :) Jako nastolatka używałam go i byłam zadowolona (nie pamiętam jak działał, ale chętnie bym sobie przypomniała) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja go kiedyś używałam cały czas, nadal uważam że jest cudowny ;D Chociaż teraz muszę używać balsamów jeszcze bardziej nawilżających jak lipikar, to czasami do niego wracam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest świetny i w zasadzie do tej pory niezastąpiony :) Chociaż z chęcią sięgam po jakieś ładne, zapachowe balsamy do ciała, jak np. moje ostatnie zdobycze z Balea czy Alverde, ale tak czy siak jeśli potrzebuję dużego nawilżenia, zawsze wybieram Garnier!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś był to mój ulubiony balsam do ciała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego mleczka od lat używa mój Tata (zupełnie niekosmetyczne stworzenie), gdyż zimą, w pracy jest zimno i wilgotno, czasem przez hale stoczniowe hula wiatr i skóra dosłownie jęczy w bólu i woła o nawilżenie. Jest to mleczko sprawdzające się świetnie w swojej roli. Jeżeli chodzi o produkty Garniera, to dzisiaj kupiłam płyn micelarny, o którym u ciebie przeczytałam, jestem zachwycona, świetny produkt :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. niestety ja i moja mama nie byłyśmy zadowolone z tego balsamu, mi nie odpowiadał długi czas wchłaniania kosmetyku (tarłam, tarłam, a on dalej nie chciał wsiąknąć i tworzył na skórze białą taflę), a mamie nie odpowiadało to, że po odstawieniu balsamu (używała regularnie) skóra była bardziej wysuszona niż wcześniej, jakby uzależniła się od balsamu

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam jak go kiedyś uwielbiałam! Teraz mam dużo innych do testowania, ale ten jest świetny i zawsze go polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę koniecznie go poszukać! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie przepadam za tym mleczkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam je parę lat temu i do tej pory pamiętam ten zabójczy zapach <3 Miałam je kupić już tysiąc razy, ale zawsze wybierałam jakiś tańszy produkt. Chyba będę musiała zebrać się w sobie i w końcu je kupić :D A aktualnie używam kremu z Isany tego brązowego. Niezbyt go lubię, ale kupiłam go ze względu na mamuśkę której bardzo podoba się zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Widzę, że ma nowe opakowanie. Wcześniejsze chyba bardziej mi się podobało:) Tak poza tym to bardzo go lubię, nieźle daje radę z suchą skórą. Zimą najlepsze dla mnie są masła. Obecnie Tutti Frutti Farmony:)

    OdpowiedzUsuń
  14. swojego czasu wolałam niemiecką wersję , teraz mam biały jakiś tam i smierdzi mi gumą ;/
    nie przepadam za nimi .
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Leży takie mleczko w mojej szafce i czeka na swoją kolej. Zobaczymy jak spisze się u mnie

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam,
    Znam kosmetyk i potwierdzam że jest świetny !
    Ja mam teraz ale ujędrniający (żółte opakowanie) też jest fajny, świetnie pachnie i przynosi efekty ;)
    Zapraszam na nowy post z moimi nowymi ulubieńcami ;) Może się skusisz ;)

    http://kosmetykiwmoimswiecie.blogspot.dk/2014/01/moje-zimowe-nowosci.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze go nie miałam, ale chyba kupię. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja używam czystego olejku arganowego na mokrą skórę :-) działa rewelacyjnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie lubie sie smarowac i rzadko to robie. Mam to mleczko i jest to jedyne razem ze sprayem z Vaselline, ktore dam rade uzyc, bo szybko sie wchlania.

    OdpowiedzUsuń
  20. to ja tutaj chyba będę jedyna która jeszcze go nie miała :P

    OdpowiedzUsuń